Wpisy Komentarze

Zapiski z Państwa Środka » Chiny » Weekend nad jeziorem ze ślubem w tle.

Weekend nad jeziorem ze ślubem w tle.

Korzystając z zaproszenia znajomych, wybraliśmy się z Heleną do Hangzhou. Miejscowość ta, leżąca nieopodal Szanghaju (1.5-2.5 godziny pociągiem) słynie z jeziora znanego w całych Chinach.

Nie była to moja pierwsza wizyta w tym mieście, ale jedna z niewielu, kiedy mogłem się wybrać do tego miasta z założeniem tyle prostym, co miłym – odpocząć. Tak się bowiem złożyło, że wybraliśmy się z okazji zaślubin naszych znajomych – Johna i Beaty. Pary niezwykle sympatycznej, z którą znamy się i lubimy.

Samo wesele to oczywiście chiński styl, w najdroższym chyba hotelu w okolicy. No ale wyjścia nie było, bo John to taki pół-Amerykanin już niemal – Chińczykiem jest z krwi i kości, ale 13 lat temu wywiało go do Stanów, gdzie mieszka i prowadzi z powodzeniem własną firmę. John ma lat 40, na które to lata wcale nie wygląda. Beata zaś, mimo iż pracowała w Szanghaju przez ostatnie lata, to pochodzi właśnie z Hangzhou. Tyle więc w kwestii miejsca tej ceremoni i bohaterów tego dnia.

Przyjechaliśmy do Hanzgzhou pociągiem-strzałą (mknie i 180km na godzinę) w niecałą godzinę i 20 minut. W sobotę. Chwila była na doprowadzenie się do wyglądu odpowiedniego i już wybierać się trzeba było na wesele.

Sama uroczystość bardzo miła – choć ludzi multum, to nawet całkiem niezła atmosfera, co jest o tyle utrudnione, że im ludzi więcej, tym trudniej o zażyłą atmosferę.

Tym, którzy nie wiedzą, jak takie uroczystości w Chinach wyglądają, to słowem wyjaśnienia. Zapomnijcie o zabawie do białego rana. Że już nie wspomnę o poprawinach. Czas to pieniądz. I pieniądz to czas 😉

Więc wesele chińskie to zazwyczaj trzy, cztery godziny w restuaruacji lub w hotelu. Krótka ceremonia prowadzona przez wodzireja, który to przedstawia Państwa Młodych, ich rodziców, jakiś quiz, krótka zabawa i tyle. Potem to już jedzenie, picie, i młoda para, która krąży od stolika do stolika pijąc toast z gośćmi. Tutaj przydają sie drużbowie, którzy powinni przejmować w najważniejszych momentach obowiązki picia. A dokładniej – drużba Pana Młodego powinien hamować co bardziej rozochoconych gości, którzy na jednym łyku wina zakończyć by nie chcieli. Dodać trzeba – wszystko odbywa sie w miłej atmosferze, nikt wstawiony nie chodzi. Jeśli już, to tylko lekko zakręcony 😉

Jak więc widać, wesele w wersji chińskiej jest takim weselem w pigułce – jeśli przykładać miarę polską. Tym niemniej, jeśli towarzystwo przy stoliku dopisze, to i ciekawą imprezą być może. Takim też była ta uroczystość.

—–

Po samej zaś uroczystości, gdy godzina jeszcze była młoda – wybraliśmy się z Heleną na ‘zakupy’. Z tym kupowaniem to żartuję, choć samo miejsce jak najbardziej się do tego celu nadaje – pamiętałem je z wcześniejszego wyjazdu, kiedy to trafiłem na to miejsce zupełnie przypadkowo, włócząc się uliczkami.

—–

W niedzielę zaś, kiedy to Państwo Młodzi jeszcze pewnie spali znużeni dnim wczorajszym i całą tą gorączką związaną z przygotowaniami, wybraliśmy się z Heleną nad Jezioro Zachodnie. I pochwalić aż się trzeba – obeszliśmy je całe.

Ubawiła mnie setnie Helena, gdy w którymś momencie trafiliśmy na tłum gapiów wypatrujących na drzewie wiewiórkę. Stworzenie to musiało się czuć pewnie nieswojo, mając świadomość, że pod drzewem zebrał się liczny tłum krzyczących i pokazujących je rękoma. Helena skwitowała to krótkim – “Łazienki w Warszawie są lepsze.”

Także i pod tym względem, że ludzi znacznie mniej. Oto dwa zdjęcia pokazujące, jak zaczynaliśmy ‘wycieczkę’:

oraz jak kończyliśmy:

Oczywiście i dla tych, którzy chodzić nie przywykli, znajdzie się też coś ciekawego:

A jeśli już ktoś sił nie ma ani na spacer, ani na pływanie – wtedy pozostaje siąść na brzegu i podziwiać jezioro w całej okazałości. Oczywiście najpierw za to miejsce siedzące zapłacić trzeba 😉

Napisal

Od 2005 w Chinach, gdzie mieszkam, pracuję, obserwuję i piszę :-)

Wpis z kategorii: Chiny · Tagi: , , , , , , , , , ,