Wpisy Komentarze

Zapiski z Państwa Środka » Chiny » Wojna handlowa USA-Chiny dalej trwa

Wojna handlowa USA-Chiny dalej trwa

To już grubo ponad rok (6 lipca 2018) od momentu, kiedy na dobre rozpoczęła się wojna handlowa między Stanami Zjednoczonymi a Chinami – tego dnia Stany Zjednoczone zaczęły pobierać 25% cło na 818 chińskich towarów (wartość importu to ok 34 miliardy USD). Chiny odpowiedziały tym samym, nakładając cła na towary importowane z USA o tej samej wartości tj 34 miliardów USD.

I tak oto mija rok, tymczasem szybkiego zakończenia sporu nie widać (na to szybkie zakończenie liczył chyba najbardziej prezydent Trump)

Ryzyko – po stronie amerykańskiej – jest więc takie, że za te cła zapłaci przeciętny Amerykanin (mówi się, że średnio 1000 dolarów w skali roku kosztować będą te cła gospodarstwo domowe).

Co więc poszło nie tak? Dlaczego nie udało się szybko zakończyć sporu?

Jednym z powodów jest nieprzewidywalność prezydenta Trumpa i w związku z tym brak zaufania do jego deklaracji ze strony Chińczyków. Raz prezydent Xi Jinping jest najlepszym przyjacielem USA, by na drugi dzień stać się wrogiem numer jeden (lub numer 2, w zależności od tego, jak zirytowany działaniami szefa amerykańskiego FEDu jest prezydent Trump).

Tą nieprzewidywalność najlepiej widać było przy okazji zatarczki z Meksykiem. Być może nie pamiętacie, ale niemal równo rok temu (30 września 2018) USA dogadały się z Kanadą i Meksykiem i zmieniły Północnoamerykański Układ o Wolnym Handlu (NAFTA) na USMCA (United States–Mexico–Canada Agreement). Wszystkim wydawało się, że sytuacja jest pod kontrolą, by niedługo później prezydent Trump zagroził Meksykowi, że wprowadzi cła (rozpoczynając od 5% i każdego miesiąca podnosząc je o 5%), bo Meksyk nie robi wystarczająco (zdaniem Amerykanów) w sprawie nielegalnie przekraczających granicę meksykańsko-amerykańską. Innymi słowy – możesz mieć umowy, ale jak prezydent Trump zechce coś wymusić, to te umowy się nie liczą.

Jaki więc scenariusz widać? Jeśli mam popuścić wodze fantazji, to wydaje się, że w najbliższej przyszłości żadnego przełomu nie będzie. Przez najbliższą przyszłość mam na myśli wybory w USA w 2020 roku. Do tego czasu obie strony będą się trzymać w szachu. USA pobierać cło na zmniejszającym sie imporcie z Chin (bo Chiny nie czekają, tylko rozglądają się za nowymi rynkami zbytu – w czym pomóc im może chociażby nowy szlak jedwabny), Chiny zaś będą przekierowywały eksport na inne rynki (a i też importując produkty z innych niż USA krajów – jaskrawym przykładem jest tu chociażby import soi). Jedni i drudzy będą też robić dobrą minę do złej gry i w dalszym ciągu gra będzie twarda tak długo, jak druga strona nie będzie stała pod przysłowiową ścianą.

Co zaś z zarzutami USA, że Chiny manipulują kursem swojej waluty (przypomnijmy, że od początku wojny handlowej chiński juan systematycznie traci do dolara)? To nie do końca tak, jak to Amerykanie przestawiają. Chiny kontrolują kurs juana – to bez dwóch zdań. Waluty, jak np nasza polska złotówka, czy amerykański dolar, są takie bezpośredniej kontroli pozbawione (nie wiem, jak to się po naszemu nazywa, po angielsku właściwy termin to ‘free floating exchange rate’).

Chiny zaś, w tym przypadku Ludowy Bank Chin, każdego poranka ustala dzienny kurs – ustala to na podstawie kursu zamknięcia z dnia poprzedniego oraz kursów międzybankowych.

Taki dzienny kurs może się zmieniać każdego dnia na plus lub minus 2% w odniesieniu do tegoż ustalonego kursu dnia. Co jeśli kurs miałby się zmienić o więcej niż owe 2%? Wtedy LBC (Ludowy Bank Chin) reaguje i czy to kupuje, czy też sprzedaje yuana – kontrolując w ten sposób kurs. Czy jest tu – jak twierdzą Amerykanie – pole do manipulacji? Oczywiście że jest – wszak Bank może preferować czy to słabszego czy mocniejszego yuana i ukierunkowywać rynek odpowiednio ustalając kurs dzienny, czy reagując na zmieniający się kurs wymiany. Czy jednak obecnie, przy okazji wojny handlowej, Chiny kursem manipulują? To już trudniejsze do udowodnienia. Bez wątpienia kolejne cła nakładane na towary z Chin powodują osłabienie yuana – to po prostu rynek. Jak szybko miałoby to osłabianie się odbywać – to już jednak inny temat. Mówi się, że Chiny przez długi czas kontrolowały yuana, nie dopuszczając do przekroczenia granicy 7 yuanów za dolara (wtedy USA siedziały cicho). W sierpniu tego roku, kiedy prezydent Trump zaognił sytuacje, yuan w końcu przekroczył próg 7 yuanów za dolara (co spowodowało błyskawicznie oskarżenia ze strony USA o manipulację kursem yuana)

I teraz tak – osłabienie yuana wskutek zaoganijącej się wojny handlowej to jeden z efektów tejże wojny. Oczywiście osłabiający się yuan pomaga chińskim eksporterom przeciwdziałać skutkom wyższych ceł w USA. Ale czy mamy tu do czynienia z manipulacją czy z mniejszą/większą kontrolą? Czy jeśli Ludowy Bank Chin nie kontrolowałby kursu, nie mielibyśmy z o wiele szybszym osłabieniem się yuana? Zapewne tak – ale wtedy Amerykanie nie mieliby możliwości oskarżać Chin o manipulowanie walutą.

 

Napisal

Od 2005 w Chinach, gdzie mieszkam, pracuję, obserwuję i piszę :-)

Wpis z kategorii: Chiny · Tagi: , , , , , , ,