Wpisy Komentarze

Zapiski z Chin » Chiny » Tit for tat czyli oko za oko

Tit for tat czyli oko za oko

Końca zawirowań spowodowanych COVID-19 nie widać, choć to już grubo ponad półtora roku zmagań za nami. Polska przygotowuje się na czwartą falę – choć przygotowuje się, to chyba określenie zbytnio na wyrost. Wygląda raczej, że po prostu czeka, aż się wydarzy, starając się w międzyczasie bawić póki można… Chiny tymczasem podchodzą do problemu zgoła inaczej, stosując politykę zera tolerancji. Co to znaczy? Otóż każdy jeden przypadek traktowany jest wyjątkowo serio, by nie powiedzieć – przesadnie ostrożnie. Przykład o którym wspomniałem w jednym z komentarzy, to przypadek jednego zarażonego w porcie w Ningbo. Efekt? Dziesiątki tysięcy przetestowanych, nałożone kwarantanny, terminal wyłączony do odwołania (wygląda na to, że aż do końca sierpnia). Jeszcze raz – to z powodu jednego pozytywnego przypadku!

Takie podejście nie znajduje zrozumienia na zachodzie, choć takie samo podejście przyjęły władze w Nowej Zelandii, czy Australii. Co swoją drogą prowadzi do ciekawych pytań – skoro w Australi można, to argument, że nie można np w Hiszpani, Wielkiej Brytani, czy Polsce wprowadzić takich drastycznych środków, bo ludzie cenią sobie wolność, bo to nie Azja – jakoś teraz upadają. Wszak Nowa Zelandia, czy Australia, to nie ‘Azja’ i chyba cenią sobie tam wolność?

Ale wróćmy do tego podejścia zera tolerancji dla nowych przypadków. Prowadzi bowiem ta polityka do kolejnych niesnasek między Chinami i USA, które to Stany – wybaczcie, ale naprawdę mam takie wrażenie – próbują wszystkie działania Chin przekuwać w hasło – że oni tak specjalnie (co zresztą Chińczycy też wykorzystują wewnątrznie, do pokazywania jacy to Amerykanie są uprzedzeni). Oto ostatnio mamy kolejną mini odsłonę tego spektaklu – 21 lipca Chiny ograniczają loty lini United Airlines z USA do Chin, po tym, jak na pokładzie jednego z samolotów linii United Airlines znajduje się 5 zarażonych osób.

 

Samolot linii United Airlines, zdjęcie pochodzie ze strony itsabouttravelling.com

 

Chiny wprowadzają ograniczenia w lotach dla każdej lini, która przywozi zarażonych – tutaj nie ma wyjątków – dotyczy to Niemców, Francji czy Rosji. Dotyczy też i USA. Wszyscy o tym wiedzą. Tym niemniej – nie wiedzieć dlaczego, bo nie słychać o zarażonych latających z Chin do USA, w odpowiedzi na te ograniczenia USA wprowadzają ograniczenia w lotach chińskich lini lotniczych do USA. Zgodnie z zasadą – oko za oko. Można i tak, bez ładu, bez składu, byle zabolało. I zabolało, aczkolwiek nie wiem, czy tych, których powinno. Zapłacą za to (w przenośni i dosłownie- bo z racji na mniejszą ilość miejsc w samolotach ceny biletów idą w górę) studenci chińscy, którzy akurat otrzymali niedawno pozwolenie Amerykanów na powrót na studia do USA. Tak się bowiem składa, że to okres, kiedy masa studentów wraca na studia. Że nie ma co płakać? Jasne, w końcu nie mój problem, aczkolwiek dobrego PiaRu USA to nie robi. Tak przy okazji – w USA studiuje ponad 300 tysięcy studentów z Chin. ‘Trochę’ pieniędzy tam zostawiają, ale to oczywiście jak zwykle nieistotne.

 

Liczba studentów chińskich w USA, źródło: Statista

 

Tych 300 tysięcy – dużo to czy mało? Dla ciekawskch – w Polsce studiowało (przed COVID) nieco trochę ponad 80 tysięcy studentów zagranicznych. Wszystkich studentów zagranicznych, nie tylko z Chin. Więc tych 300 tysięcy z samych Chin to jednak trochę jest…

 

Liczba studentów zagranicznych w Polsce, źródło: Statista

 

No nic, czekajmy na kolejne odsłony tych przepychanek USA – Chiny. Bo że to nie koniec – to pewne.

Napisal

Od 2005 w Chinach, gdzie mieszkam, pracuję, obserwuję i piszę :-)

Wpis z kategorii: Chiny · Tagi: , , , , , , , , , , , ,

2 komentarze(y) do wpisu: "Tit for tat czyli oko za oko"

  1. stas says:

    No ilość studentów – to nie jest dobre porównanie- chodzi o zachowanie proporcji między polskimi i zagranicznymi studentami- a to podobno u nas jest zachwiane. Chodzi też o zasady dofinansowywania w Polsce tych zagranicznych studentów – też podobno dziwne. Czyli zakładam że w USA gdzie w ogóle się płaci za studia- to chińscy studenci nie są promowani- u nas ma się to podobno inaczej. O problemie było ostatnio głośno- chyba w związku z uniwersytetem w Poznaniu.
    A demagogiczne informacje o Chinach są także u nas serwowane- chyba z perspektywy Wielkiego Brata. Serwowanie strachu o potędze chińskiej ma także i u nas powiać grozą.

  2. Wojtek says:

    Stas – nie mam pojecia, jak wygladaja proporcje polskich studentow do zagranicznych w Polsce – pokazalem jedynie liczbe wszystkich studentow zagranicznych w Polsce, zeby byl punkt odniesienia do tych ponad 300 tysiecy chinskich studentow w USA.
    Zas co do sytuacji w Polsce – to ten sam problem, o ktorym pisalismy we wczesniejszych komentarzach: ‘dawanie dyplomow’ za pieniadze, branie studentow za ktorych sie dostaje wieksze srodki i tak dalej. Jak system jest do bani, bo brakuje osob, ktore sa w stanie przewidziec dlugofalowo skutki regulacji, jakie wprowadzaja, to potem sa takie efekty.