Wpisy Komentarze

Zapiski z Państwa Środka » Chiny, Szanghaj » Na tropie … starych filmów o Szanghaju i nie tylko

Na tropie … starych filmów o Szanghaju i nie tylko

Pogoda za oknem iście zimowa (i kiedy piszę zimowa, mam na myśli prawdziwą, polską, zimę – ze śniegiem i roztopami), co stanowi pewną odmianę, bo zima w Szanghaju zazwyczaj wygląda niemal tak, jak lato, tylko że zimno 😉 Śniegu zazwyczaj się nie uwidzi i tylko pozbawione liści kikuty drzew i ludzie opatuleni bardziej niż zwykle, przemieszczający się byle szybciej w cieplejsze miejsce.

Jeśli kogoś uwadze jednak i te oznaki zimy umkną, to bez wątpienia wchodząc do pierwszego lepszego większego sklepu stwierdzi, że ludzi jakby więcej. Starsi Szanghajczycy, mając wpojone oszczędzanie aż do przesady słyną i z tego, że w trakcie takiej pogody nie nadwerężają budżetów domowych rachunkami za ogrzewanie (które w Szanghaju ogranicza się do ogrzewania klimatyzatorami lub też grzejnikami, farelkami czy też – niemal już przez mnie zapomnianymi – termoforami). Ci więc starsi Szanghajczycy w czasie, gdy ich dzieci wybywają do pracy, sami wybierają się do super i zwykłych marketów. Bo i ogrzać się można, a i znajomych spotkać, poplotkować a może i czegoś się dowiedzieć.

W ostateczności można obgadać robiącego zakupy laowai’a (czyli obcokrajowca, tutaj w mojej osobie) – ale jak napisałem, to w ostateczności, bo mnie już znają (w końcu jestem jedną z nielicznych ‘białych twarzy’ w promieniu kilku kilometrów) i wiedzą nawet, że nie mam karty członkowskiej w markecie (pewnie im kasjerka powiedziała – mnie jakoś nie bawią rzeczy typu zbierz zylion punktów i wymień na gąbkę – a w zamian podaj swoje dane, cobyśmy Cię do naszej bazy wprowadzili i potem sprzedali jakiejś firmie reklamowej, co zresztą robi się nagminnie) 😉

Tak więc pogoda zaskakująca, nie powiem – przygnębiająca z lekka. Do tego pracy sporo i to wymagającej łączenia różnych stylów (przyszło mi akurat teraz współpracować z Singapurczykami, Malajami, a do tego – ale to w końcu bułka z masłem 😉 – Chińczykami), tak więc pod koniec tygodnia trzeba sobie odetchnąć. No a że pogoda marna, to i odreagowywanie w domu uskuteczniam.

Jakie to odreagowywanie – ano w klimatach międzynarodowych, czyli kawa z Malezji (z dodatkiem żenszenia – na początku mnie smak z lekka odrzucał, ale odnalazłem w sobie siły do przezwyciężenia nięchęci 😉 i po pewnym czasie, o dziwo, nawet zasmakowałem), do tego snack z Singapuru w postaci grilowanej wieprzowiny (bakkwa, ba gua, w Chinach znana jako rou gan /żou gan/ ??), w postaci słono słodkawych cieniutkich płatów mięsa, ciętych potem i pakowanych pod postacią niewielkich prostokątów w hermetyczną folię (mam nieodparte skojarzenia z indiańskim pemmikanem, który wcinał Winnetou i Old Shatterhand – przynajmniej z tego co pamiętam z książek Karola May’a i jak to sobie zawsze wyobrażałem) i chińskie pomelo.

Do takiego oto zestawu relaksacyjnego przydaje się film. I tak oto ostatnio, w poszukiwaniu czegoś wartego obejrzenia, a mając już przesyt produkcji ostatnich lat, sięgnąłem – przyznaję, że trochę przypadkowo – po coś naprawdę starego. Czy komuś mówi coś nazwisko Warner Oland?

Nic? Pustka?

Ok, zacznijmy od prostszych rzeczy – wytwórnia Fox. O, o – tu już zapala się lampka. Amerykańska wytwórnia filmowa. No właśnie. Mamy więc odpowiedź na pytanie kto (kręcił film), wypada więc odpowiedzieć na pytanie – krecił na podstawie czego?

Pojawia się kolejne nazwisko (obiecuję, że jedno z niewielu), niejaki Earl Derr Biggers, pisarz, autor cyklu powieści o Charlie Chan’ie. Detektywie. Brzmi interesująco? Powieści detektywistyczne zazwyczaj są ciekawe, więc nic dziwnego, że sięgnęli po nie włodarze wytwórni Fox.

Należy się jeszcze pewne wyjaśnienie – otóż lata 30 ubiegłego stulecia w USA to czas podejrzliwości (ujmijmy to deliktanie) wobec Azjatów (głównie wobec Japończyków, ale kto odróżni Japończyka od Chińczyka). Pan Earl Derr Biggers swoim cyklem powieści wyznaczył nowy obraz Azjatów – jako pozytywnych bohaterów. Taką właśnie pozytywną postacią ucznił detektywa Chan’a, Chińczyka z pochodzenia, pracownika amerykańskiej policji w Honolulu.

Jak na ówczesne czasy było to novum. Tak więc wytwórnia Fox wzięła na tapetę detektywa Chan’a i efektem był cykl filmów poświęconych tejże postaci. Oczywiście nie można było od razu posunąć się za daleko, więc rola bystrego detektywa nie mogła przypaść Azjacie.

Wcieliło się w nią kilku aktorów, zaś najbardziej znane są trzy nazwiska:

wspomniany już Warner Oland (wystąpił w 16 filmach o Charlie Chan’ie):

Sidney Toler (22 filmy)

i w końcu Roland Winters (6 filmów):

——————–

Ja napiszę dzisiaj o tym pierwszym – Szwedzie z urodzenia, Amerykanie z wyboru, który podobno (ale to tylko ‘podobno’) miał i krew mongolską, co pozwoliło mu się wcielić w postać Azjaty bez masy dodatkowych make-up’ów.

Oland zagrał w sumie w – jak już wspomniałem – 16 filmach poświęconych Chan’owi. Już po samej tej liczbie widać wyraźnie, że filmy cieszyły się powodzeniem. Mówi się, że to właśnie produkcje poświęcone detektywowi Chan’owi uratowały wytwórnię Fox w trakcie kryzysu lat 30.

Film, który ja miałem okazję obejrzeć to historia Charlie Chan’a w Szanghaju (‘Charlie Chan in Shanghai’), z roku 1935 (mówiłem, że będzie o starej produkcji). Jak też widać już po samym tytule Szanghaj ma mocną pozycję w światowej kinematografii, wypracowywaną przez wiele dziesiątek lat 😉 Niestety starego Szanghaju – na co liczyłem – nie zobaczymy, poza raptem kilkoma kadrami, skupić się więc można na samej historii.

Historia zaś odrobinę zakręcona, jak to w filmach detektywistycznych 😉 Jest i opium (Charlie Chan wysłany zostaje do Szanghaju w celu pomocy w rozbiciu kręgu przemytników tegoż narkotyku (o opium i o tym, jakie spustoszenie w Chinach zrobił – można było u mnie przeczytać TUTAJ). Jest i obowiązkowe morderstwo, są przestępcy, są i elementy komiczne (głównie za sprawą syna Charlie Chana, próbującego pomóc ojcu w rozwiązaniu zagadki morderstwa). Pojawiający się chiński to najprawdopodobniej … kantoński (bo nie mandaryński ani szanghajski).


Zdjęcie plakatu pochodzi ze strony: http://www.moviepostershop.com/charlie-chan-in-shanghai-movie-posters-1935

Jak ogląda się film? Bez wątpienia inaczej, niż ówczesne produkcje. Oglądając taki film sprzed ponad 75 laty, człowiek tylko utwierdza się w przekonaniu, że pędzimy coraz szybciej. Cała fabuła tego filmu sprzed lat wielu wystarczyłaby na może 30 minut czegoś nowszego (niech to będzie taki np James Bond).

Do tego widać, jak bardzo się zmienił świat – teraz Charlie Chan pojawiłby się w Szanghaju samolotem, ladując na lotnisku Pudong (a nie jak w filmie – przypływając statkiem). Film skróciłby się do pewnie 10 minut, gdyby wykorzystać dobrodziejstwa telefonów komórkowych (z roamingiem, bo dla akcji konieczny był i telefon do Stanów 😉 ), czy też poczty internetowej. Zamiast zbliżenia na list czy notatkę, jaką nasz detektyw otrzymuje, mielibyśmy pewnie zbliżenie na ekran laptopu czy też telefonu z otrzymanym mailem. Tak, bez wątpienia najbardziej uderzająca jest ta przepaść, jaka dzieli świat z 1935 roku a świat z roku 2011.

I tylko jedno jest niezmienne – jak to filmach detektywistycznych na końcu nasz detektyw rozwiązuje zagadkę 🙂 Co zawsze miło sie ogląda, więc jeśli kiedyś trafisz Czytelniku na ten film, to warto zobaczyć, jak to ‘drzewiej’ bywało 🙂

————-

Przy tej okazji prośba o Twój głos, tym razem bez wysyłania żadnych smsów. Otóż dzięki komuś (Życzliwemu Anonimowi zapewne 🙂 ) blog mój został zgłoszony do konkursu na najlepszy blog mówiący o życiu za granicą, organizowany przez serwis językowy bab.la oraz portal Lexiophiles. Jeśli chcesz oddać na mnie swój głos, możesz zrobić to w prosty sposób: zaznaczając najpierw ‘kółko’ przy moim blogu (blogi ułożone są alfabetycznie, więc mój znajduje się na samym końcu), zaś po zaznaczeniu – klikając na przycisk ‘Vote’. Te dwie czynności należy wykonać na TEJ STRONIE. Głosowanie potrwa do 26 stycznia. Dziękuję za głos! 😉

Napisal

Od 2005 w Chinach, gdzie mieszkam, pracuję, obserwuję i piszę :-)

Wpis z kategorii: Chiny, Szanghaj · Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

4 komentarze(y) do wpisu: "Na tropie … starych filmów o Szanghaju i nie tylko"

  1. YLK says:

    Wojtku, pieknego starocia odgrzebales, gratulacje! NB ja rowniez swego czasu zbieralem filmy krecone w Szanghaju w latach 20tych i pozniej, by zobaczyc, jak miasto wowczas wygladalo. Pozniej wyszperalem troche zdjec z polowy lat 90tych, i uswiadomilem sobie, ze historia toczy sie na naszych oczach, ze sami jestesmy swiadkami zmian, czesto nie zodajac sobie nawet z tego sprawy.
    Odszedlem troche od tematu – w kazdym razie ciekawy wpis!
    PS.Na Twoj blog zaglosowalem.

  2. maydox says:

    YLK-dzięki i za komentarz Jarku i za głos!

    Zaś co do bycia świadkiem historii – ano masz rację. Ja tam nijak się nie mogę równać z Twoim stażem szanghajskim (gdzie tam moich 5-6 lat do Twoich dekad 😉 ), ale kilku zmian w tym mieście byłem już świadkiem 🙂

  3. stanislawa says:

    Już zagłosowałam !!!
    Ot i urok starych filmów. Ale pewnie ciekawe wiadomości o zmianach w Szanghaju można znaleźć na starych pocztówkach- ciekawe kto ma takie kolekcje.

  4. maydox says:

    Stanislawa – dziekuje za glos! Co do pocztowek – pewnie i tak, ale nie znam kolekcjonerow 🙂