Wpisy Komentarze

Zapiski z Chin » Azja, Chiny, Różne » Pompeo i jego książka, część 2. Najniebezpieczniejszy człowiek świata ;-)

Pompeo i jego książka, część 2. Najniebezpieczniejszy człowiek świata ;-)

W najnowszej książce Pompeo (Never Give an Inch: Fighting for the America I Love) Polska wspomniana jest raptem 4 razy.

Jak na cenę, jaką nasi rządzący płacili za budowanie sojuszniczych relacji, to wygląda na to, że sekretarzowi stanu nie zapadliśmy w pamięć.

Mnie to nie dziwi, bo – czego Pompeo w książce dowodzi – Pompeo skupiał się na interesach USA. Jeśli komuś z nim po drodze – super. Jeśli nie – to nie ma co zaprzątać sobie głowę.

My w jedną stronę, Mike w drugą.

I mam takie przeświadczenie, że z obecną amerykańską administracją jest dokładnie tak samo – tak długo, jak stosunki z nami służą amerykańskim interesom, tak długo Amerykanie będą poklepywać naszych rządzących po plecach.

Czy korzystamy twardo z tego, że w tym momencie jesteśmy USA potrzebni?

Na to pytanie niech każdy sobie sam odpowie.


Mike i jego ‘ulubieńcy’

Mike Pompeo lubi ostre komentarze na temat różnych osób i takowych bezkompromisowych opinii w jego książce nie brakuje. W tych jednoznacznych opiniach jest jednak niekonsekwentny – z jednej strony traktuje różnych przywódców/polityków protekcjonalnie, a z drugiej – w innym fragmencie książki pisze, że ilekroć jest pytany o inteligencję czy umiejętności któregoś z przywódców międzynarodowych, to musi przypominać ludziom, że bez względu na kraj czy system rządów, osoba która jest na samej górze zazwyczaj demonstruje jakiś poziom doskonałości – czy to jako mówca, czy to myśliciel, polityk, wojownik czy biurokrata.



Korea Północna

Gdy pisze o wizycie w Korei Północnej pisze o swoim pierwszym spotkaniu z generałem Kim Yong Chol: ten oto miał mu wtedy powiedzieć na lotnisku, po wylądowaniu amerykańskiego samoloty w Pyongyang, że Koreańczycy jedzą trawę od 50 lat i mogą jeść przez kolejnych 50 lat, na co Pompeo odpowiedział, że nie może się doczekać lunchu i swoją trawę woli gotowaną na parze.

To jest dyplomacja – fakt, że chcesz kogoś zabić nie przeszkadza Ci się do niego uśmiechać i ściskać jego rękę. Tak tylko przypominam.

Albo gdy widzi się pierwszy raz oko w oko z Kim Jong Un i słyszy od koreańskiego dyktatora: „Panie Dyrektorze, nie sądziłem, że Pan się tutaj pojawi. Wiem, że chce mnie Pan zabić”. Na takie dictum Pompeo odpowiedział: “Panie Przewodniczący, cały czas dążę do zabicia Pana”.

Nie udało się Pompeo pozbawić RocketMan’a życia, pytanie, czy jeszcze będzie miał w przyszłości okazję spróbować?


Bliski Wschód / Izrael

Ciekawie pisze Pompeo o amerykańskich celach dotyczących Bliskiego Wschodu: budowanie polityki przedstawiającej Iran jako największy kłopot. Odbudowa relacji z Izraelem. Stworzenie nowego partnerstwa dla pokoju pomiędzy Izraelem a państwami Zatoki. Po co to wszystko – tutaj Pompeo mówi bardzo ważne słowa: “Robiąc to mieliśmy na celu zmniejszenie ryzyka dla Amerykańskich obywateli a biorącego się z Irańskiego reżimu czy dżihadystowskich bojowników. Szukaliśmy stabilizacji regionu i stworzenia ekonomicznych szans dla Amerykanów w formie nowych rynków i niższych cen energii. “

No tak. Na końcu zawsze chodzi o nowe rynki zbytu i o ropę.

Sporo miejsca Pompeo poświęca Izraelowi, który uważa za wyjątkowo ważny dla Ameryki. Gdy pisze o porozumieniach abrahamowych, po raz kolejny daje dojść do głosu swojej postawie – jeśli coś służy Ameryce, choćby i na Bliskim Wschodzie, jest dobre. Ta pierwsza część jest najważniejsza – interes Ameryki ma być na pierwszym miejscu. To właśnie problem, który teraz jest aż nazbyt widoczny – Ameryka nie dopuszcza możliwości koegzystencji kogoś równie silnego jak USA. Numer jeden może być tylko jeden – i zdaniem Pompeo – to może być tylko Ameryka.

O szefie Mossadu (Yossi Cohen) pisze: “Kiedykolwiek Yossi dzwonił, odbierałem. On robił dla mnie to samo (…) Byłem, by pomagać naszym przyjaciołom, bez zadawania pytań, bez względu na ryzyko.”

Te relacje budowała też, jak pisze Pompeo, wiara – Yossi Cohen jest ortodoksyjnym Żydem, zaś Pompeo Chrześcijaninem – i o tej swojej wierze Pompeo często mówił.


Watykan

Moją zdziwienie wzbudziły słowa Pompeo, gdy – po raz kolejny – pisząc o swojej wierze, miesza ją do polityki. Gdy więc znowu bierze na tapetę Komunistyczną Partię Chin, by tym razem pisać o swoich rozmowach z Watykanem, oczywiście twierdząc że Watykan szedł na ‘ugodę’ z Chinami, mogę jedynie wzruszyć ramionami.

Spotkanie w roku 2019, link do zdjęcia TUTAJ

Mike oczywiście uważa siebie za niezłomnego bojownika w obronie wiary i wolności religijnej.

“My only consolation is that when Rome gave many inches on the
religious freedom of Catholics, our America First foreign policy did not.”


Chiny

Oczywiście, nie mogło zabraknąć głównego ‘wroga’ USA – Chin. O chińskim przywódcy Pompeo pisze, że to najniebezpieczniejszy człowiek na świecie – oddajmy zresztą mu głos, by posłuchać co ma do powiedzenie o pierwszym spotkaniu z Xi:

„I first met the most dangerous man in the world on June 14, 2018 (…) I listened. When he paused in his diatribe, I thanked him for seeing me. I briefed him on my meeting with Chairman Kim. Then, in response to his lies, I spoke the truth: the CCP could never match American greatness. A superpower’s staying power required creative destruction, not centralized planning. It required building friendships around the world, not coercing others to pay tribute to the great hegemon. It required rewarding excellence, not creating cronies with bribes. This was the high point of my relationship with General Secretary Xi. Softly and kindly, I had told him the hard truth.

Nie ma się co dziwić, że Pompeo uznaje za największe zagrożenie Komunistyczną Partię Chin. To sprytny zabieg, którym amerykańscy dyplomaci starają się powiedzieć Chińczykom (tym nienależącym do partii): zobaczcie, nie mamy problemu z Wami, mamy problem jedynie z partią, która Was uciska.

Ach ta mowa ciała – nawet eksperta od tejże nie potrzeba, żeby tyle wyczytać z tego zdjęcia 😉

Argumenty, że niewiele osób czuje się w Chinach uciskanych i że większość ludzi w Chinach popiera działania władz chińskich (szczególnie popierają Ci, którzy pamiętają, jak Chiny wyglądały jeszcze dajmy na to 20, 30 czy 40 lat temu) do tychże osób nie docierają. Wszak, jak to Pompeo mówi:

“We use our unmatched power and resources to be a force for good in the world, even if we misfire on occasion. We are the most brilliant star in the darkest skies of the world, showing humanity that life in a free society is superior to life under the evil wardens of Communism or Islamism or thieving strongmen who rule by the crooked principle of might makes right.”

Uprzedzenie, jakie Pompeo żywi do Xi widoczne jest także w jego komentarzu, że Xi Jinping zachowuje się jak “aparatczyk i wpisuje się w profil psychologiczny niemieckich czy sowieckich komunistów” – a wynikać to ma m.in. z tego, że Xi waży słowa, używa wyszukanego języka (np. chińskich powiedzeń). Innymi słowy – ktoś, kto waży słowa i korzysta z bogactwa językowego swojego kraju jest aparatczykiem, bo przecież powinno się ograniczać do prostych haseł:

Ile?

Tyle.

Kiedy?

Wtedy.  

Ja wiem, że w dobie „influenserów” Pompeo być może preferuje proste komunikaty w stylu “We’re fucking awesome!” (czyli “Jesteśmy zaje.iści!”), no ale w dyplomacji w dalszym ciągu komunikacja jest na trochę wyższym poziomie.

Podejście Pompeo do Chin jest jasne – Ameryka nie ma sobie nic do zarzucenia, to Chińczycy zabrali miejsca pracy w Ameryce.

Że ta argumentacja nie trzyma się kupy, bo – co powtarzam od lat – to przecież amerykańskie firmy przenosiły fabryki do Chin i nie robiły tego wcale, żeby wprowadzać demokrację, tylko żeby zarabiać.

Prawda o tym nie jest tak ciekawa, jak gadanie non-stop o demokracji i wartościach.


Mike i USA

To, co dla wielu będzie brzmieć sztucznie w tej książce, to ciągle powtarzanie tego, jak to Ameryka jest wspaniała – jak w tej historii, gdy Pompeo wspomina jednego z żołnierzy zwracających się do Pompeo (wtedy żołnierza) “Sir, America is f-ing awesome” które to stwierdzenie Pompeo podsumowuje prostym: „America is indeed, in a word, awesome”.

Mike, wiemy, że jest super. Naprawdę nie musisz tego na co drugiej stronie nam przypominać.

Pisze też Pompeo o Ameryce tak:

“Ameryka to kraj, gdzie ciężko pracujący bez pleców czy przywilejów mogą osiągnąć sukces, jak nigdzie indziej. Ale ta wspaniałość Ameryki tylko po części bierze się ze wspaniałych Amerykanów. Dzięki Deklaracji Niepodległości i Konsytutcji, nasza republika szanuje godność ludzką, neizbywalne prawa i rządy prawa jak żadne inne państwo w historii. Wykorzystujemy naszą niezrównaną silę i środki by być siłą dobra na świecie, nawet jeśli czasami mylimy się. Jesteśmy najjaśniejszą gwiazdą na ciemnym niebie, pokazując ludzkości że życie w wolnym społeczeństwie jest nadrzędne nad tym pod butami Komunizmu, Islamu czy kradnących siłaczy rządzących według wykrzywionych zasad, że siła wszystko usprawiedliwia. Ale nic z tego nie będzie miało miejsca, jeśli nasi przywódcy nie są przygotowani żeby na pierwszym miejscu postawić nasz naród i szanować nasze amerykańskie wartości i historię.”

“America is where grinders of no special background or privilege can rise like nowhere else. But American greatness depends only in part on great Americans. Thanks to the Declaration of Independence and the Constitution, our republic honors human dignity, unalienable rights, and the rule of law more completely than any other country in history. We use our unmatched power and resources to be a force for good in the world, even if we misfire on occasion. We are the most brilliant star in the darkest skies of the world, showing humanity that life in a free society is superior to life under the evil wardens of Communism or Islamism or thieving strongmen who rule by the crooked principle of might makes right. But none of this happens if our leaders aren’t prepared to put our nation first and honor our American principles and history.”

Ale, żeby nie było tak zaje…, przepraszam – różowo, pisze Pompeo także o podziale w USA.

Takim ciekawym przykładem jest jego przesłuchanie przez senacką komisję w związku z kandydowaniem na szefa CIA.

Pisze zatem z przekąsem o pytaniach, jakie zadawała mu Kamala Harris (obecna vice-prezydent), czy to tych związanych z podejrzeniami o udział Rosji w wygraniu wyborów przez Trumpa (tak na marginesie, to Pompeo poświęca temu zagadnieniu kilka ładnych stron swojej książki, pokazując jak było to zorganizowane przez nieprzychylnych Trumpowi urzędników administracji amerykańskiej), czy też o jego podejściu do LGBTQ, czy też o tym, czy będzie się w swojej pracy zajmował zmianami klimatu jako czynnikiem niepewności (driver of instability).

Podsumowuje to słowami: “What a wasteful use of a seat on a committee dedicated to protecting America.” I trudno się w tym przypadku nie zgodzić – od osoby kandydującej na stanowisko szefa CIA powinno wymagać się innych umiejętności 😉

Jeśli jednak jest coś, co łączy zarówno Demokratów jak i Republikanów – to jest to obecnie niechęć do Chin. Tak, ‘niechęć’ jest tu właściwym słowem, bo tu nie chodzi o jakąkolwiek rywalizację, a chęć zmiażdżenia Chin, które zagrażają amerykańskim interesom.

W tej potrzebie ciągłej rywalizacji z kimkolwiek, kto tylko zagraża pozycji USA, Pompeo zdaje się nie zauważać, jak te jego słowa brzmią. Pisze np, że “ludzie (Amerykanie) mogą się dziwić, dlaczego powinni się przejmować małymi krajami typu Czarnogóra, Mikronezja czy Surinam” – takie pytania podobno zadawał też sam Trump. Na to Pompeo odpowiadał tak:

Po pierwsze- amerykański biznes zasługuje na szansę robienia pieniędzy na całym świecie i nasza (amerykańska) dyplomacja w tych krajach stwarza szanse dla naszych ludzi do prosperowania.

Po drugie – w rywalizacji z Chinami – USA “potrzebują przyjaznych krajów chętnych pozwolić USA na używanie ich wody, powietrza i ziemi do lokowania i przemieszczania amerykańskich sił wojskowych.

Nie ma chyba czytelniejszego opisu amerykańskiej strategii – jeśli ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości, to Mike Pompeo je tutaj jednoznacznie rozwiewa. Tu nie ma co mówić o jakichkolwiek akcentach – to jest „America first”, nawet jeśli to ziemia nie należąca do Ameryki.

I to moja największa pretensja do naszych rządzących, wśród których są i takie osoby, które stawiają pytania o nasze uzależnianie się od jednej strony w tej globalnej rywalizacji.

Pytanie jest jednak zasadne – czy takie jednoznaczne uzależnianie się od kogokolwiek rzeczywiście nam służy? Uczmy się tego podejścia od Amerykanów – pisałem o tym we wpisie “Być jak USA“.


Podsumowując – jeśli chcecie poznać trochę od kuchni amerykańską administrację, jeśli nie odrzuca Was momentami jednostronne ujmowanie różnych tematów – to warto tą książkę przeczytać.

Czego byśmy bowiem o Pompeo nie myśleli, to jest to osoba konsekwentna w tym co robi i co mówi – i od niego można się też pewnych rzeczy nauczyć. Polecam więc szczególnie tą książkę naszym politykom. „Książę” Machiavelliego to nie jest, ale też daje spory materiał do przemyśleń.


Polecam kilka moich wcześniejszych tekstów:

Lekcja pragmatyzmu

Partia szachów, w której jesteśmy pionkami.

Chiny, USA i Tajwan

Chiny, Stany, Oceany

Czy Chiny pójdą drogą Singapuru?

Afganistan – czy było warto?

Napisal

Od 2005 w Chinach, gdzie mieszkam, pracuję, obserwuję i piszę :-)

Wpis z kategorii: Azja, Chiny, Różne · Tagi: , , , , , , , , , ,

9 komentarze(y) do wpisu: "Pompeo i jego książka, część 2. Najniebezpieczniejszy człowiek świata ;-)"

  1. stas says:

    Jak na to popatrzeć z perspektywy tej naszej przyjaźni z Wielkim Bratem to strach się bać:)
    A teksty pana Pompeo o wielkiej Ameryce…- jakoś przypominają nam retorykę czasów minionych.
    Czy ktoś nad tym się zastanawia- no jak popatrzeć na programy TV – wcale nie tej krytykowanej “reżimowej”- to przeciętny obywatel jest – no właśnie ???

  2. Wojtek says:

    Stas – bez przesady, nie ma sie czego bac, tylko nie ma sobie co dawac wciskac kitu, ze to tylko o wartosci (jakie?) chodzi. Pan Pompeo jest z okreslonej opcji i mowi tak, jak jego elektorat oczekuje. Po drugiej stronie sa takze niezle aparaty.

  3. Wojtek says:

    Tomasz – jaka szkoda, ze to nie prawdziwa wypowiedz, tylko z serialu. Inna sprawa, ze tam caly czas jest spora grupa ludzi, ktorzy rzeczywiscie chca dobrze. Jak i po drugiej stronie. I po trzeciej i po czwartej. Tylko, z roznych powodow, ludzie tego nie artykuluja glosno i sa w mniejszosci. Nic to, trzeba robic swoje – jak to zawsze mowie 🙂

    1. Tomasz says:

      Taki występ jak w tym serialu to śmierć polityczna, albo wygrane wybory ?
      Wiem, że polityka to przedstawienie dla gawiedzi, część aktorów nawet wierzy w swoje role i odnajduję się w nich, jak Mike.
      Wydaje mi sie że wiem dlaczego ci “dobrzy” siedzą cicho i wydają sie w mniejszości, są zbyt zajęci prostowaniem absurdów generowanych prze pierwszą grupę. Robią swoje i nie mają czasu.
      I wiedzą jaki będzie wynik 8:4(1+1)= ?

  4. stas says:

    No – róbmy swoje 🙂
    “Rodacy! Róbmy swoje!(…) Róbmy swoje! A Ty zdrowie nasze pij! Niejedną jeszcze paranoję Przetrzymać przyjdzie- robiąc swoje!
    Kochani, Róbmy swoje! Róbmy swoje! Żeby było na co wyjść! (…)
    Minęły lata, proszę Pań, I chmurzy lico moje, Że dziś wczorajszy byle drań Też śpiewa „Róbmy swoje!”. I w mądrych ludziach przygasł duch, Choć ciągle im tłumaczę, Że gdy to samo śpiewa dwóch, To nie to samo znaczy!”

    To tak dla refleksji dobry tekst piosenki Młynarskiego:):)

  5. Wojtek says:

    Tomasz – taki występ to śmierć polityczna. Tak w USA, jak i w Polsce. Dlatego to można tylko w serialu telewizyjnym zobaczyć 🙂
    Co do milczenia tych ‘dobrych’ – pewnie masz rację Tomaszu, że nie mają czasu na nic więcej niż tylko prostowanie absurdów czy próby odnajdywania się w tych absurdach, tylko że efekty tego widać – niewiele się poprawia a ilość absurdów rośnie

  6. Wojtek says:

    Stas – dzięki za przypomnienie. Niektóry teksty jak widać się nie starzeją i są w dalszym ciągu aktualne

  7. […] Wojtek on Pompeo i jego książka, część 2. Najniebezpieczniejszy człowiek świata ;-)"Stas – dzięki za przypomnienie. Niektóry teksty jak widać się nie starzeją …" […]