Wpisy Komentarze

Zapiski z Chin » Azja, Różne » Cena zaufania. Od Kambodży do Ukrainy.

Cena zaufania. Od Kambodży do Ukrainy.

Niedawno opublikowałem tutaj recenzję książki profesora Kishore’a Mahbubaniego, doświadczonego singapurskiego dyplomaty. Dzieli się w niej wspomnieniami ze swojej kariery dyplomatycznej, a jedna historia szczególnie utkwiła mi w pamięci.

Często o niej myślę, zwłaszcza w kontekście ostatnich wydarzeń – wojny na Ukrainie i decyzji podejmowanych przez globalne mocarstwa, w tym obecną administrację USA. Ta historia niesie lekcję wartą rozważenia – nie tylko dla naszych polityków, ale także dla nas, obywateli mniejszych krajów.

Mahbubani wspomina swoją misję w Kambodży w latach 70., podczas wojny domowej.

Czerwoni Khmerzy walczyli o władzę, podczas gdy ich przeciwnicy otrzymywali wsparcie od Stanów Zjednoczonych. Gdy konflikt stał się nie do wygrania, USA uznały dalsze zaangażowanie za bezcelowe i stopniowo się wycofały.

Ich sojusznicy, tacy jak Sisowath Sirik Matak, znaleźli się w trudnej sytuacji.

Sirik Matak, prominentny polityk i członek kambodżańskiej rodziny królewskiej, napisał 12 kwietnia 1975 roku do ambasadora USA: „Jedynym błędem, jaki popełniłem, było zaufanie wam, Amerykanom”. Odmówił ewakuacji, a kilka dni później, 21 kwietnia, został stracony przez Czerwonych Khmerów.

Jego słowa są zarówno ostrzeżeniem, jak i zaproszeniem do refleksji – proszę, przeczytajcie je sami:

„Drogi Ekscelencjo i przyjacielu, Dziękuję bardzo szczerze za Twój list i za Twoją ofertę przewiezienia mnie ku wolności. Niestety, nie mogę odejść w tak tchórzliwy sposób. Jeśli chodzi o Ciebie, a w szczególności o Twój wielki kraj, ani przez chwilę nie wierzyłem, że moglibyście mieć to uczucie porzucenia narodu, który wybrał wolność. Odmówiliście nam ochrony i nic na to nie możemy poradzić. Odchodzicie, a moim życzeniem jest, abyś Ty i Twój kraj odnaleźli szczęście pod niebem. Ale zapamiętaj dobrze, że jeśli umrę tu na miejscu, w moim ukochanym kraju, to trudno, bo wszyscy rodzimy się i kiedyś musimy umrzeć. Popełniłem tylko ten błąd, że uwierzyłem wam, Amerykanom.”

Wiele lat później, ówczesny ambasador USA John Gunther Dean powiedział w wywiadzie dla The Associated Press w 2015 roku:

„Przyjęliśmy odpowiedzialność za Kambodżę, a potem odeszliśmy, nie spełniając naszej obietnicy. To najgorsza rzecz, jaką może zrobić kraj. Płakałem, bo wiedziałem, co się stanie.”

My również wiemy, co się stało: 1 na 4 Kambodżan zmarł z powodu egzekucji, tortur i głodu podczas rządów Czerwonych Khmerów w Kambodży… …


Zastanówcie się nad tym: ktoś wiąże los swojego kraju z wielkim mocarstwem, którego interesy chwilowo pokrywają się z jego własnymi. Ale co się dzieje, gdy te interesy się rozchodzą? Takie partnerstwa wymagają zaufania, ale niosą ryzyko. Gdy priorytety się zmieniają, mniejsze narody mogą zostać pozostawione same sobie – to bolesna lekcja, ale nie dotyczy tylko Ameryki! To powtarzająca się dynamika między potężnymi państwami a ich partnerami.

Mahbubani podkreśla tę geopolityczną rzeczywistość. Jego krytyka Zachodu, w tym USA, być może wynika z obserwacji takich momentów – ale trudno winić jedno wielkie mocarstwo za działanie zgodnie ze swoimi strategicznymi celami. Każdy ważny gracz, od USA po Rosję czy Chiny, realizuje własne interesy.

Prawdziwe pytanie brzmi: czy my, jako mniejsze narody, uczymy się na tych przykładach? Dla mnie odpowiedź jest jasna – historia jest nauczycielem, którego musimy słuchać.

Interesy narodu zawsze powinny być na pierwszym miejscu. Całkowite poleganie na jednym partnerze, bez pewności co do jego długoterminowych intencji, to hazard. W biznesie żaden rozsądny człowiek nie stawia wszystkiego na jedną kartę – w polityce ostrożność jest jeszcze ważniejsza.

Patrząc na Ukrainę i decyzje USA, widzę pewne podobieństwa. Administracje Bidena i Trumpa różnią się podejściem, ale obie stawiają interesy swojego kraju na pierwszym miejscu. Biden wspierał Ukrainę, jednocześnie rozważając korzyści dla amerykańskiej gospodarki. Trump działa bardziej otwarcie, bez udawania. Obaj są skuteczni na swój sposób – i obaj pokazują, że wsparcie wielkich mocarstw ma swoje granice.


Zełenski walczy o przyszłość Ukrainy. Ale czy był moment, w którym można było rozważyć inne opcje? Trump jasno wyrażał swoje pragmatyczne stanowisko – wiedzieliśmy, czego się spodziewać.

Być może Kijów mógł wcześniej przygotować się na alternatywne scenariusze.

Czy Zełenski podzieli los Sirika Mataka?

Nie wiem.

Ale słowa Sirika Mataka przypominają nam, że w geopolityce nie ma prostych sojuszy – są tylko interesy i trudne wybory

— — —

Tekst pierwotnie opulbikowałem w języku angielskim, jest od dostępny TUTAJ.

Recenzję książki prof. Kishore Mahbubaniego zamieściłem w języku polskim TUTAJ, natomiast po angielsku TUTAJ.

Napisal

Od 2005 w Chinach, gdzie mieszkam, pracuję, obserwuję i piszę :-)

Wpis z kategorii: Azja, Różne · Tagi: , , , , ,

2 komentarze(y) do wpisu: "Cena zaufania. Od Kambodży do Ukrainy."

  1. stas says:

    Podobno istnieje tak zwany instynkt samozachowawczy- i podobno politycy mają ogląd rzeczywistości większy niż przeciętni, którym brakuje wielu informacji. Co więc decyduje o takich , czy innych wyborach- czy w relacjach politycznych może być „przyjaźń”? Nie od dziś wiadomo, że relacje, nie tylko polityczne, są takie , że decyduje korzyść.

  2. Wojciech says:

    Stas – z tym wiekszym ogladem rzeczywistosci to nie jestem taki pewien… Bo pytanie brzmi – czy do polityki w zdecydowanej wiekszosci ida rzeczywiscie najlepsi? Trudno oczekiwac cudow, jesli ida tam tacy, ktorzy nie maja innego pomyslu na zycie…