Wpisy Komentarze

Zapiski z Chin » Różne » Wakacje 2025 w Europie

Wakacje 2025 w Europie

Tradycyjnie już letnie wakacje rodzinnie spędziliśmy w Europie. Na pierwszy ogień poszedł Amsterdam, jako że lecieliśmy z Szanghaju do Amsterdamu.

 

 

Kilka luźnych uwag dla turystów (nie tylko) z dziećmi:

– rewelacyjne muzea (VanGogh, Rijksmuseum), gdzie można spokojnie spędzić po całym dniu (szczególnie, jak jest się z dziećmi), polecam także Windmill Museum w Zaanse Schans, gdzie w salce kinowej mają ciekawe filmy dotyczące różnych wiatraków – czy to produkujących papier, czy np. deski. Oczywiście warto spędzić też chwilę w samych wiatrakach.

 

 

– nieco skomplikowany transport (Amsterdam busy/tramwaje/metro jedna aplikacja, pociągi – druga). Za bilety papierowe dodatkowa opłata (stąd najlepiej kupować online, szczególnie, że niektóre opcje dostępne tylko w sieci, ew w niektórych kasach, jak np. bilety dla dziecka czy dzienny bilet grupowy do pięciu osób). Aha, da się zarządzać biletami z jednego telefonu, choć wymaga to pewnej zręczności (w sieci widziałem opinie, że to strasznie skomplikowane – nie jest aż tak trudne, choć jeśli akurat jest np. tłok w tramwaju to fakt, że trzeba być cierpliwym i szybkim)

– jedzenie chińskie (jak już się Wam przejadą naleśniki, bitterballen czy stroopwafel) smakowo nienajgorsze – aczkolwiek ceny nie jak w Chinach: przykładowo warzywo “jielan” (zwany też czasami chińskim brokułem) za 20 euro to jednak przesada

– miasto (dyplomatycznie ujmując) średnio czyste. Okolice jednej z większych stacji przesiadkowych (Sloterdijk) to taki trochę śmietnik… Strasznie gryzło się to z w miarę czystym centrum.


 

Kilka słów o Polsce, gdzie tradycyjnie również byliśmy.

Ceny – widać, że pensje idą do góry 😉 bo podążają za nimi ceny wszystkiego… Nie wiem, co idzie do góry szybciej i bardziej, obstawiam, że jednak ceny wszystkiego dookoła (oceniając po ‘tłumach’ w sklepach / miejscach turystycznych / restauracjach). Rozumiem, że gdy my zwiedzaliśmy to wiele ludzi normalnie pracowało, ale przecież jest sezon wakacyjny a turystów jakby mniej. I to było widać – czy to w ZOO w Chorzowie, czy to w Planetarium, czy to w Wesołym Miasteczku w Chorzowie.

Koleje – nie planowałem, ale tak się złożyło, że obowiązki zmusiły mnie do skorzystania z naszej PKP i jednodniowej podróży do Warszawy po Bardzo-Ważną-Pieczątkę-Do-Zdobycia-Tylko-W-Stolicy.

 

 

 

I wiecie co?

 

 

 

 

 

 

Nawet mi się podobało – było punktualnie, czysto a i bilety dało się kupić wygodnie w aplikacji (tak, przyznaję się, że nie mam wygórowanych oczekiwań od naszych kolei). Do tego parking P+R przy stacji w Lublińcu – to ma sens. Wiem, niektórzy narzekają na wciąż zdarzające się opóźnienia i na wolny internet, ale jest krok w dobrą stronę. Większych oczekiwań nie mam 😉

 

 

Bezpieczeństwo – co prawda, nie taki poziom jak w Chinach, ale w porównaniu do niektórych krajów Europy Zachodniej (Francja, UK) to jest jak różnica między niebem a piekłem. Doceniajcie to proszę, bo to jedna z rzeczy, której się często nie docenia, a jak przychodzi co do czego, to jest za późno.

 

Odkrycie wakacji: ZOO w Chorzowie.

Jeśli nie byliście, albo (jak ja) byliście dawno temu, to polecam wizytę. Miejsce znakomite – tak dla dzieci jak i dla starszych dzieci.

Sporo miejsca do pospacerowania, nieoczywiści goście ogrodu (to może być jedynie moja perspektywa, jako że w Europie nie chadzam po ogrodach zoologicznych, ale porównując do tych w Azji to była miła odmiana), sporo otwartych wybiegów, gdzie można być ze zwierzakami na przysłowiowe wyciągnięcie ręki i znakomite tablice informacyjno-edukacyjne (masa ciekawych faktów a nie tylko informacji typu wzrost/waga) – polecam na całodniowy wypad!

 

 

Wyróżnienie: ponownie Śląskie Planetarium.

To miejsce polecam wszystkim i to nie tylko z uwagi na lot naszego astronauty, ale jest po prostu znakomitym miejscem do przybliżenia astronomii dzieciom i młodzieży.

Większość seansów także w języku angielskim, więc jeśli będziecie zapraszać kogoś spoza Polski, to można zrobić to bez większych obaw, nawet jak taka tematyka to dla nich i tak kosmos 😉

A już bonusem jest lot w symulatorze – dla osób które nie mają problemów z błędnikiem i są o pustym żołądku.

Przy tej okazji także i pewien ‘pro-tip’ – kupując bilety online zazwyczaj biletów na symulator nie ma – ale nie ma się co zrażać, tylko po przybyciu pytać w kasie – bo bilety często gęsto są dostępne mimo ich niedostępności w internecie.

 

Odkrycie kulinarne (nie tylko) tego lata – lody na rynku w Tarnowskich Górach (kawiarnia/lodziarnia Gelato).

Próbowaliśmy lodów w tym roku w tuzinie różnych miejsc na Śląsku, ale nigdzie nie mają tak dobrych, jak właśnie w tej lodziarni. To opinia moich córek a one są ostrymi recenzentkami lodów i deserów, więc można zaufać. Przy okazji – może ktoś z firmy Grycan przeczyta – drodzy Państwo, Wasze wyroby są już niemal niejadalne – zróbcie z tym coś…

 

Porażka wakacji: nie będę podawał nazw ani miejsc, ale że było to w więcej niż jednym miejscu, to pokuszę się o ogólną opinię. Bubble tea/milk tea, które niby ma być azjatyckie i prosto z Azji jest po prostu ohydne. Wybaczcie, ale takie ‘coś’, to w Chinach robiło się jakiś 15 lat temu z proszku. Dawno się tego nie robi a firmy, które się tym zajmowały już dawno wypadły z rynku. Widzę zatem, że jak Wam piszę czy zachwalam (to na moim tweeterze) Luckin z ich kawami/herbatami mlecznymi, także z tymi bubble (czyli kulkami z tapioki czy jakiejś żelatyny), to pewnie nie wiecie o czym w ogóle mówię. A jak spróbowaliście właśnie czegoś a’la milk tea w Polsce, to pewnie myślicie, że upadłem na głowę zachwalając coś takiego. No więc raz jeszcze – odradzam bubble tea w Polsce.

 

Najlepszym podsumowaniem wizyty w Europie był komentarz Heleny, która stwierdziła, że jest masa ładnych miejsc i warto przylecieć na wakacje by odpocząć, ale widać, że w Europie niewiele się dzieje (szczególnie odnosząc to do tempa zmian w Azji – bo już nawet nie w samych Chinach). Wymowna była także reakcja moich dziewczyn, czy wybiorą się ze mną do Warszawy (na zasadzie, że ja będę załatwiał swoję sprawy, a one wybiorą sobie miejsce do odwiedzenia) – było jednogłośne ‘nie’. Owszem, w zeszłym roku im się podobało, ale po tym, jak już w zasadzie wszystko co Warszawa ma najlepszego zobczyły nie chciały się pchać do niej ponownie… No i też tak prawdzie co miałbym im pokazać nowego? Ten biały konternerowiec dla niepoznaki nazwany Muzeum Sztuki Współczesnej? Kładkę nad Wisłą? 

Ja zaś ironicznie zauważę, że nakrętki ‘nieodkrętki’ jakby się poprawiły – widać, że optymalizacja designu poszła, więc myśl inżynierska dalej w cenie. Szkoda, że akurat w takiej dziedzinie, bo nie sądzę, żebyśmy jako firmy europejskie zawojowali świat super nakrętkami…


 

A, i jeszcze jedno przemyślenie. Te demonizowane u nas miasta 15minutowe, o których zaczęło być głośniej przy okazji pandemii (ale to przecież nie pomysł związany z COVIDem) nie mają sensu w Europie. To wynika z różnicy w tym, jak się mieszka w takich np. Chinach w Szanghaju (duże osiedla z budynkami po kilkadziesiąt pięter) a jak się mieszka w małej miejscowości w Polsce (rozproszona zabudowa).

Choćby z tej różnicy wynika, że 15minutowe miasto to w Polsce mrzonka – nie ma sensu ekonomicznego robienie np. szpitala/przychodzi z promieniu 15min spacerem z domu do przychodni, gdy w takim promieniu (plus minus to promień 1km – bo tyle przeciętnej osobie zajmie pokonanie dystansu 1 km) w Polsce jest bez sensu. W Chinach to ma większy sens, bo w promieniu 1km mieszkać będzie dajmy na to 10000 więcej osób – i to wtedy się spina, że ma się szkoły, szpital/przychodnię, sklepy wszelakie i 20 restauracji. Tak więc 15minutowe miasta w Chinach – tak, mają sens i nie chodzi o jakąś kontrolę ludzi i zamykanie ich w jakiś gettach, tylko fakt, że w ciągu 15 minut dotrą do różnych budynków użyteczności publicznej. U nas to nie miałoby większego sensu. A piszę o tym, bo gdy myśleliśmy, że być może będzie trzeba się wybrać z córką na SOR w niedzielę, to okazało się, że najbliższy dziecięcy SOR był 45minut jazdy samochodem…

Napisal

Od 2005 w Chinach, gdzie mieszkam, pracuję, obserwuję i piszę :-)

Wpis z kategorii: Różne · Tagi: , , , , , , , , ,

2 komentarze(y) do wpisu: "Wakacje 2025 w Europie"

  1. stas says:

    🙂 a tak naprawdę można stwierdzić, że dalej jest u nas aktualne powiedzenie: cudze chwalicie, swego nie znacie. Szkoda, bo ambicja wielu rodziców sprowadza się do zabrania dzieci na wakacje do Turcji, Grecji- bo tam cięgle słońce i nie trzeba się ruszać z hotelu:)
    A tu u nas na Śląsku jest tyle miejsc do zobaczenia:)

  2. Wojtek says:

    Stas – Turcja/Grecja jako dodatek: czemu nie? Byle wiedziec i zobaczyc najpierw ‘swoje’ miejsca. A dwa – czesto sie widzi artykuly pokazujace, ze niektore miejsca turytyczne w Polsce sa drozsze niz te wakacje ‘all-inclusive’ w Turcji (te ‘slawne’ paragony grozy) – to tez moze byc jeden z powodow dlaczego niektorzy wola czas spedzic tam (do tego ‘gwarancja’ pogody – dzieci sie puszcza na basen i nie trzeba sie nimi zajmowac – co tez wyglada na to wielu rodzicow preferuje)