Wpisy Komentarze

Zapiski z Państwa Środka » Chiny » Czerwony Krzyż – działalność charytatywna, czy dobry biznes?

Czerwony Krzyż – działalność charytatywna, czy dobry biznes?

Działalność charytatywna w Chinach nie ma dobrej prasy, wynika to zapewne przede wszystkim z faktu, że Chińczycy uważają, że sami są na dorobku, a pomagać innym można dopiero wtedy, jak samemu ma się tyle, ile dusza zapragnie (co oczywiście dla każdego znaczyć może coś innego). Tak więc do nowo powstających, ale i już istniejących organizacji, Chińczycy podchodzą z prawdziwą dozą ostrożności, żeby nie powiedzieć – podejrzliwości.

Tak oto ładnych kilka tygodni temu podejrzliwość chińskich internautów wzbudziła 20 letnia Chinka, niejaka Guo Meimei, która na swoim mikroblogu pochwaliła się zdjęciami z samochodami z górnej półki (Maserati oraz Lamborghini) oraz luksusowymi torebkami. Aczkolwiek to nie te wszystkie drogie ‘zabawki’ wywołały wstrząs, bo też nie jest pierwszą a i zapewne nie ostatnią, która ostentacyjnie pokazuje jak to się jej w życiu powiodło. Wstrząs nastąpił, gdy dziewczyna pochwaliła się swoją pracą. Otóż przedstawiła się jako Dyrektor Generalny działu handlowego chińskiego Czerwonego Krzyża (Red Cross Commerce). Czujni internauci zadali pytanie tyleż proste, to istotne – jak to możliwe, że 20 letnia dziewczyna ma tak drogie zabawki, pracując w organizacji charytatywnej. Pojawiły się kolejne pytania: co Czerwony Krzyż robi z pieniędzmi z datków? Czy są one przekazywane potrzebującym, czy może zasilają portfele takich młodych gniewnych?

 

zdjęcie pochodzi z tej strony: http://tieba.baidu.com/p/1135780502?pn=1

Burza rozszalała się na dobre, dziewczyna przestraszyła się i zdementowała informację o pracy dla Czerwonego Krzyża. Tłumacząc, że to taki żart,  przy okazji podrobiając papiery świadczące o jej rzekomym stanowisku. Internauci jednak mają odmienne poczucie humoru, czego dali wyraz w momencie, gdy przerażona zamieszaniem, jakie wywołała dziewczyna oświadczyła na swoim mikroblogu, że z mamą leci na wycieczkę do Australi, coby uciec od tego całego zamieszania.  Wtedy to też chińscy internauci zrewanżowali się i w ramach ‘żartu’ z ich strony  napisali do ambasady australijskiej z żądaniem wstrzymania procesu wydawania wizy dziewczynie (jako powód podając podejrzenie, że ucieknie tam z pieniędzmi CZerwonego Krzyża). Ambasada australijska nabrała wody w usta, bo co też może w takiej sytuacji zrobić? Jedynie oświadczyć, że nie komentuje tych doniesień, bo to, kto o wizę się stara nie jest informacją publiczną.

Internauci na tym jednak nie poprzestali, zabierając się za układanie ‘puzzli’. Pod lupę wzięto numery rejestracyjne samochodów, z jakimi się Guo fotografowała. Okazało się, że należą one do niejakiego Pana W, który jest dyrektorem firmy organizującej imprezy dla Czerwonego Krzyża. Pan W. potwierdził fakt, że samochody są jego, zaś luksusowe torebki są prezentem od niego dla Panny Guo.

Tak oto, przy okazji jednego wygłupujednej osoby, na jaw wyszły trzy problemy:

  1.  mało rozgarniętych dziewcząt nie brak, mają się całkiem nieźle, skupiając się na gromadzeniu kolejnych świecidełek. Guo Meimei najpierw musiała zdementować swoje zmyślone relacje z Czerwonym Krzyżem, potem zaś Czerwony Krzyż wystąpił do policji o sprawdzenie osoby, która szkodzi wizerunkowi organizacji podając się bezpodstawnie za osobę z organizacją związaną. Na koniec Czerwony Krzyż zapowiedział, że wejdzie na drogę sądową, bo w wyniku tejże mistyfikacji stracił na wizerunku (aczkolwiek organizacja już od jakiegoś czasu była na ‘cenzurowanym’ opinii publicznej
  2. portalu Sina, zarządzającego ‘weibo’, czyli platformą mikroblogów, któremu oberwało się za to, że weryfikuje pozytywnie takie osoby. Trzeba bowiem wiedzieć, że konto Guo Meimei, a więc prawdziwość informacji tam zawartych, zostały potwierdzone w procesie weryfikacji (wcześniej koleżanka była aktorką – tak przynajmniej twierdziła na swoim profilu internetowym).  Jedna z chińskich gazet przeprowadziła śledztwo dziennikarskie, w wyniku którego okazało się, że za 1500 rmb można pozytywnie zweryfikować jakąkolwiek niemal informację.
  3.  Czerwonego Krzyża, który miał już na pieńku z opinią publiczną, a któremu przy tej okazji przyjrzano się dokładniej, wyciągając na światło dzienne kolejne podejrzane interesy.

I tak oto okazało się, że:

  • w wyniku przetargu na zakup sprzętu medycznego, który pod koniec 2009 roku wygrała firma zadawalająca się kwotą 12 milionów RMB,  w roku 2010 Czerwony Krzyż podpisał z tą firmą umowę już na kwotę ponad 16 milionów RMB
  • na koniec roku 2009 Czerwony Krzyż miał ponad 250 tysięcy RMB niewykorzystanych środków w budżecie na centrum komórek macieżystych  w Pekinie. Pieniądze te nie zostały zgłoszone jako niewykorzystane środki i nie znalazły się już w budżecie roku 2010 (czyli innymi słowy – rozpłynęły się w powietrzu)
  • ten sam program (centrum komórek macieżystych) miał ponad 220 tysięcy RMB w wydatkach różnych, których zakup nie został, zgodnie z odpowiednimi regulacjami, autoryzowany
  • gdzieś zawieruszyło się 300 tysięcy RMB jakie zostało zabudżetowane w roku 2010 na program treningowy w grudniu tegoż 2010 roku (trening do tej pory się nie odbył)
  • Czerwony Krzyż w prowincji Jiangxi pobierał od każdej osoby, która przystępowała do kursów nauki jazdy, kwotę 90 rmb – oficjalnie na trening poświęcony udzielaniu pierwszej pomocy. Trening nie został nigdy przeprowadzony (uiszczający opłaty otrzymywali jedynie broszurkę i certyfikat ukończenia kursu)
  • w kwietniu pewien chiński internauta ujawnił, że szanghajski oddział Czerwonego Krzyża urządził wystawny obiad, płacąc za niego niemal 10.000 rmb (nie, nie był to bankiet na 50 osób)
  • wypłynęła na wierzch sprawa budowy komercyjnych budynków mieszkalnych (w Pekinie, Yangzhou w prowincji Jiangsu oraz w Hangzhou w prowincji Zhejiang) na terenach przekazanych bezpłatnie Czerwonemu Krzyżowi jako tereny pod budowę domów spokojnej starości.
  • stowarzysznie zależne od Czerwonego Krzyża (Red Cross Society of China’s Business System) w ramach programu ochrony wzroku wśród młodzieży sprzedawało urządzenie do badania wzroku za okazyjną cenę 2850 rmb. Jak sprawdzili dziennikarze, urządzenie to można kupić na rynku za 800 rmb

Czerwony Krzyż bronił się, początkowo skupiając się na wyjaśnieniach dotyczących jak zamówienie na 12 milionów RMB nagle zamienia się na kwotę 16 milionów RMB, twierdząc, że to tylko błąd księgowych i żadnego problemu nie ma. W momencie, gdy wyciągano na światło dzienne kolejne dziwne sprawy, Czerwony Krzyż zapowiedział, że podda się audytowi.

—– —– —– —– —–

 Wróćmy jeszcze na chwilę do sprawy, która dała się Czerwonemu Krzyżowi we znaki. Prześledźmy w dużym skrócie jak rozkręcała się ‘afera’ z Guo Meimei:

1. GuoMeimei na swoim mikroblogu publikuje swoje ‘luksusowe’ zdjęcia wraz z informacją, że pełni stanowisko Dyrektora Generalnego ‘Red Cross Commerce’ (informacja ta ukazuje się jako sprawdzona przez serwis Sina, administratora platformy blogowej – weibo)

2. Czerwony Krzyż oświadcza, że Guo Meimei nie ma nic wspólnego z Czerwonym Krzyżem oraz że nie istnieje organizacja Red Cross Commerce’

3. Guo Meimei wyjaśnia na swoim mikroblogu, że jednak nie ma nic wspólnego z Czerwonym Krzyżem i jest wcześniejsza informacja była jedynie żartem.

4. Internauci włamują się do internetowej galerii zdjęć dziewczyny i doszukują się związków Guo Meimei z ‘Red Cross Society of China’s Business System’ (powiązaną z Red Cross Society), założoną w roku 2001.

5. Pojawiają się pogłoski, że Red Cross Society of China’s Business System współpracowało z firmą Tianlue Group z Shenzhen, w wyniku której to współpracy ‘wyciągano’ pieniądze przeznaczane pierwotnie na dotacje dla potrzebujących.

6. Red Cross Society of.oraz Tianlue Group wydają oświadczenie,że nie mają ze sprawą nic wspólnego i nic ich nie łaczy z Guo Meimei.

7. Jedna z gazet ujawnia  w wyniku dziennikarskiego śledztwa, że Red Cross Society of China’s Business System, mimo założenia w roku 2001, do tej pory nie zostało oficjalnie zarejestrowane.

8. Internauci piszą i wydzwaniają do ambasady australijskiej w Pekinie z żadaniem wstrzymania wydania wizy GuoMei i jej matce, po tym, jak dziewczyna pisze, że leci z mamą do Australii odpocząć od tego całego zamieszania (ta notatka szybko znika z jej mikrobloga).

9. Kolejne konferencje prasowe Czerwonego Krzyża, także i zawiadomienie do policji złożone przez organizacj zarzucające GuoMei szarganie wizerunku organizacji, jak i wzniecanie niepokojów społecznych.

10. GuoMei wraca z Shenzhen do miasta rodzinnego, Pekinu (jak później się okazuje na żadanie policji, która zaczyna proces weryfikacji informacji podanych przez GuoMeimei).

11, Czerwony Krzyż ogłasza, że zaprosił audytorów do zweryfikowania finansów organizacji.

12. Czerwony Krzyż oświadcza, że wystąpi oficjalnie na drogę sądową z GuoMei.

13. Pojawia się informacja, że Guomei była ‘dziewczyną’ członka zarządu firmy organizującej imprezy charytatywne dla Czerwonego Krzyża (firma Zhonghong Boai Asset Management Co – w sumie to niezła nazwa jak na firmę robiącą w działalności charytatywnej – niejakiego Pana W.

Kim jest ów członek zarządu, Pan W.? Ma 46 lat, to on jest fundatorem luksusowych torebek i użyczania swoich samochodów (co ujawnili już wcześniej internauci, że jeden z samochodów na zdjęciach był zarejestrowany na Pana W. Jak oświadcza Pan W., Guo usłyszała jego rozmowę z jednym z partnerów i wymyśliła sobie Red Cross Commerce, bo Czerwony Krzyż wydawał jej się znaną organizacją…

Pan W. rezygnuje z funkcji członka zarządu w momencie, gdy wypływa sprawa z jego 20 letnią ‘dziewczyną’, z którą poznał się na początku 2011 roku.

13. GuoMeimei ogłasza na swoim mikroblogu, że to wszystko nieprawda, bo jej chłopak ma 25 lat…

14. Policja ogłasza, że w wyniku śledztwa ujawniono, że majątek GuoMei i jej matki nie przekracza kwoty 10 milionów rmb (wliczając nieruchomości), zaś samochody i nieruchomości na tle których się dziewczyna fotografowała, nie należą ani do niej, ani do jej matki.

15. Na scenę wkracza żona Pana W., która oświadcza dziennikarzom, że o niczym do tej pory nie wiedziała, ale że jeden z samochodów na tle którego sfotografowała się Guo Meimei (Lamborghini) należy do jej męża.

16. Pan W. milczy

Ciąg dalszy – pewnie – nastąpi.

—–

I już na koniec. Oberwało się także – zupełnie niesłusznie –  magazynowi ‘Time‘, którego podrobioną okładkę, jaka pojawiła się w internecie, co poniektórzy internauci wzięli za prawdziwą. Na okładce zaś prezentowała się Guo Meimei – z wielce wymownym leadem: ‘Nie jestem bohaterką, jestem idiotką‘. Jak widać osoba, która tą podrabianą okładkę zrobiła, podsumowała dziewczynę w dosyć jednoznaczny sposób.

zdjęcie pochodzi ze strony: http://tieba.baidu.com/p/1135780502?pn=1

Na koniec – tradycyjnie już – czas na morał. Jak pisałem wcześniej (tutaj) przy okazji problemów z luksusowym alkoholem zakupionym przez kantoński oddział koncernu Sinopec, internauci chińscy coraz baczniej przyglądają się temu, co dzieje się w kraju i coraz częściej dzięki nim takie dziwne historie są nagłaśniane. Zaś przypadek Czerwonego Krzyża pokazuje po raz kolejny, że na zaufanie i wiarygodność pracuje się non-stop.

Napisal

Od 2005 w Chinach, gdzie mieszkam, pracuję, obserwuję i piszę :-)

Wpis z kategorii: Chiny · Tagi: , , , , , , , , , , , , ,

4 komentarze(y) do wpisu: "Czerwony Krzyż – działalność charytatywna, czy dobry biznes?"

  1. stanislawa says:

    Prawda o działalności charytatywnej jest chyba w ogóle na całym świecie dosyć porażająca. To smutne , ale ludzie w dobrej wierze pomagają i okazuje się, że składają się na całkiem niezłe pensje i inne korzyści – akurat nie tych, którym by chcieli pomóc. W tym chyba tkwi tajemnica niektórych fundacji, które pozwalają na dziwne czasem działania. Tak jakoś też się okazało całkiem mniej ciekawie z naszą przereklamowana “Orkiestrą”.
    I smutne- bo przecież część ludzi pracuje społecznie właśnie dla tych, którym trzeba pomóc. Ale jak życie pokazuje jest już i spora grupa ludzi, którzy korzystanie z takiej pomocy uważają za “należne sobie” i rodzą się postawy roszczeniowe. Ot i życie…

  2. Wojtek says:

    Stanisława – ano właśnie, ot i życie.

  3. Maciek says:

    Cała historia napawa optymizmem. Czyżby dostęp do sieci spowodował że faktycznie wiek XXI będzie czasem, w którym władza trafi w ręce ludu, a politycy będą czuli na sobie non stop czujne oko opinii publicznej? Bardzo bym sobie takiego obrotu sprawy życzył.

    Ciekaw natomiast jestem, kiedy to w kraju nad Wisłą prowadzona przez KK organizacja charytatywna zacznie publikować raporty na wzór Owsiakowej “Orkiestry”. To dziwne, że część dostojników Kościelnych zarzuca Owsiakowi i “Orkiestrze” różne sprawy, natomiast “Caritas” wg tych osób nie powinien mieć sobie nic do zarzucenia. Hm… tak jakby widzieć drzazgę w oku cudzym a w swoim belki nie bardzo… jakoś chyba nie jestem zaskoczony 😉

  4. Wojtek says:

    Maciek – bez wątpienia internet daje ludziom do rąk potężne możliwości. Choć nie przeceniałbym mimo wszystko jego wpływu na to, co porabiają politycy – oni sobie radę dadzą 😉

    Co do raportów. Nie potrzebuję raportów od Owsiakowej Orkiestry, nie potrzebuję ich od Caritasu. Istotne – z mojego punktu widzenia – jest jedynie to, do kogo mam większe zaufanie. I tu wygrywa Caritas. Bo tak po prawdzie, to się o to zaufanie rozchodzi. Raporty – jak to z papierem – są cierpliwe i wiele zniosą. Zawsze można wrzucić pieniądze w jakieś audyty/nadzór/konsultacje czy coś podobnego. I niby wszystko z formalnego punktu widzenia będzie ok, ale …