2005 November

Zapiski z Państwa Środka

Szanghaj Tarn.Góry/Kraków

Jesiennie, słonecznie. Chińsko :-)
Tuesday November 29 2005, 1:33
Dział: Archiwum

(wpis archiwalny -odzyskany bez komentarzy)

Z Polski docierają do mnie wiadomości o zmianie pogody na zimową. Cóż – mogę się tylko łączyć w bólu z wszystkimi, którym nie w smak jest taka pogoda. Na całe szczęście Szanghaj stanął na wysokości zadania i niezmiennie wita ładną pogodą. Owszem – nie ma już temperatur, które pozwalają wyjść na zewnątrz w koszulce z krótkim rękawem, ale i tak jest ciepło. W porównaniu z Polską – nawet bardzo :-)

Tym przyjemniejsze było wyjście z ubiegły piątek z moją grupą językową na kolację. Lokal znany mi, wiedziałem więc, co też będę jadł (ma to niebagatelne znaczenie :-) ). Po raz kolejny zostałem zaskoczony, bo okazało się, że obsługa brała mnie do tej pory za … Francuza. Cóż, polska język – trudna język. Do tego stopnia, że niektórzy, przysłuchując się moim konwersacjom z innymi Polakami, mogą go wziąć za francuski.

Jednak najśmieszniejsze było, bo nasza nauczycielka została kategorycznie zakwalifikowana do grupy “Niechińczyków”. Dodam tylko, że widząc ją nie można mieć żadnych wątpliwości, że Chinką jednak jest.

Cóż – może gdyby przeprowadzić teraz kolejny spis, to okazałoby się, że Chińczyków jest więcej niż owo podawane wszem i wobec 1,3 miliarda :-) Spora część “Niechińczyków” okazałaby się być najprawdziwszymi Chińczykami.

Poza więc nielicznymi przyjemnościami pokroju wypadu na kolację z ludźmi z grupy, wypadów do jakiegoś lokalu w celu utwierdzania się w przekonaniu, że chińskie piwo nie jest złe, nic ciekawego nie dzieje się :-)

Jeszcze tylko wspomnieć można o urokach jeżdzenia środkami komunikacji miejskiej. Chińczycy (nie wszyscy oczywiście) mają dziwną tendencję do “mierzenia” się z ludźmi z zachodu. Idąc chodnikiem mającym dobre pięć metrów szerokości nie raz byłem świadkiem, jak idący z przeciwka Chińczyk obierał kurs kolizyjny na moją osobę.

Zawsze się wtedy zastanawiam, jak też zareagować. Bo z jednej strony szkoda mi takiego Chińczyka, który prezentując zaczepną kogucią naturę nie wie, że z tej potyczki to ja wyjdę zwycięsko; z drugiej zaś strony jest to denerwujące i czasami aż mnie korci, żeby nie odstawić ramienia (w zasadzie to łokcia, bo też na tym puławie rozgrywa się to emocjonujące starcie racji obu stron :-) ). No cóż. Taki folklor. Jak jednak zaznaczyłem, dotyczy to tylko pewnych osobników.

Tymczasem więc włóczę się po Szanghaju, w granicach rozsądku oczywiście i w granicach czasu wolnego. Śmieję się, że do tej pory zwiedziłem Katowice i Kraków – odnosząc to oczywiście do obszaru Szanghaju, jaki do tej pory udało mi się zobaczyć. No ale miasta, które ma 20 milionów mieszkańców nie da się zwiedzić nawet w miesiąc.


Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
Odnośnik do wpisu będzie wyglądał tak:Jesiennie, słonecznie. Chińsko :-)


Sobotnie poskramianie Chińczyków
Saturday November 19 2005, 3:15
Dział: Archiwum

(wpis archiwalny – odzyskany bez komentarzy)

Wielkie wydarzenie w Szanghaju – Teatr Dramatyczny z Warszawy zjawia się ze sztuką “Poskromienie złośnicy”. Studenci z Polski rzucają się na bilety. Dochodzi do zamieszek. Na szczęście nikt nie ginie i wszystkim zainteresowanym udaje się dotrzeć do teatru. Niektórym w ostatniej wręcz chwili, ale kto mógł przewidzieć zakorkowanie kilku ulic w porze południowej. Jeszcze tylko wyłączenie telefonów komórkowych i można zająć miejsca.

Spojrzenie po sali i uśmiech na ustach – sami Chińczycy i wśród nich garstka spragnionych języka polskiego studentów. Będzie dobrze. Z pomocą Chińczykom spieszą dwa ekrany, na których wyświetlany jest tekst sztuki po chińsku i angielsku (wersja oryginalna – nie wiem za bardzo, kto mógłby przy niej dobrze się bawić – radość z przedstawienia anglojęzycznym osobom odbierać mógł też fakt dość barbarzyńskiego cięcia tekstu. Nie wszystkie kwestie były tłumaczone, nie wszystko dało się więc uchwycić).

Przedstawienie świetne – osoby znające język polski mogły naprawdę się ubawić. O czym sam zaświadczam swoją osobą :-) W przerwie uskuteczniliśmy z Agą i Pawłem chód sportowy do najbliższej kwiaciarni w celu zakupu bukietu kwiatów dla Złośnicy, w której to rolę wcieliła się Danuta Stenka. I zagrała, moim skromnym zdaniem, naprawdę świetnie. Kwiaty wręczyłem, zaprosiliśmy też do kolejnych odwiedzin spragnionych języka polskiego Chin :-) Bo niestety takie okazje nie trafiają się często. Tym przyjemniej jednak było zarezerwować sobie dzisiejszy dzień na porcję rozrywki na wysokim poziomie.

Warto również wymienić pozostałych aktorów: Małgorzata Kożuchowska, Joanna Olszewska, Adam Ferency, Janusz Wituch, Maciej Szary, Marcin Troński, Zygmunt Malanowicz, Marcin Dorociński, Paweł Tucholski, Michał Gadomski, Andrzej Szeremeta, Sławomir Grzymkowski.

Nie mniej interesującym przeżyciem od samego spektaklu było obserwowanie reakcji Chińczyków. Pewnych rzeczy pewnie nie rozumieli, inne mogły ich bulwersować, ale w końcu do teatru chodzi określony typ ludzi, więc chyba nie była dla nich problemem uwspółcześniona przez Krzysztofa Warlikowskiego, w przekładzie Stanisława Barańczaka sztuka.

Pozostaje mieć tylko nadzieję, że takich wydarzeń z udziałem Polaków będzie znacznie więcej. Tak czy owak informacje o spektaklu pojawiły się w prasie szanghajskiej, więc znowu była okazja przypomnienia Chińczykom, że istnieje takie państwo w Europie, zwące się Polską.

Na dowód poniżej podaję kilka linków (po angielsku):

• http://www.shanghaiexpat.com/Article1103587.phtml

• http://www.shanghaidaily.com/art/2005/11/17/214467/Bright_and_black_Bard.htm

• http://www.smartshanghai.com/en/scripts/event.php?event=2188&type=rng


Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
Odnośnik do wpisu będzie wyglądał tak:Sobotnie poskramianie Chińczyków


Jak Pies z Kogutem
Saturday November 12 2005, 6:12
Dział: Archiwum

(wpis archiwalny – odzyskany bez komentarzy)

Wczoraj w Polsce mieliśmy Święto Niepodległości. Niestety, ale ze względu na notoryczny brak pieniędzy w MSZ-cie nie odbyło się nic w polskim konsulacie. Bez komentarza. Na całe szczęście tak się złożyło, że mieliśmy wczoraj comiesięczną imprezę polską, więc była okazja spotkać się w większym gronie.

Potem obowiązkowe zmienienie lokalu na coś bardziej ruchliwego. Kolejny klub w Szanghaju zbadany. Badanie długie, bo trwające do rannych godzin sobotnich :-)

Dziś zaś odsypianie połączone z późniejszym wypadem z moją psiapsiółką ;-) Lian na popołudniowe (przeciągnięte do wieczora) ćwiczenie angielskiego (przez Lian) i moje ćwiczenie chińskiego.

Cóż – ze względu na zarwaną noc i przestawiony zegar biologiczny nie byłem w stanie skupić się na mówieniu po chińsku, więc zrobiliśmy sobie wieczór anglojęzyczny ;-)

Tak czy owak czas miło spędzony nie jest czasem straconym, a wiedza, jaką przy okazji spotkania wyniosłem, jest moja. Wiem już niemal wszystko o miejscach wartych zobaczenia, kupowaniu prezentów w Chinach (w relacjach damsko-męskich), o pewnych zawiłościach języka chińskiego, o zodiaku i jego wpływie na życie Chińczyków jak również o zawieraniu małżeństw w Chinach. Spokojnie, spokojnie, nic takiego mi na razie po głowie nie chodzi, więc uprzedzając ewentualne pytania: nie, nie i jeszcze raz nie. Nie myślę o zmianie stanu cywilnego w najbliższym czasie :-)

Tak swoją drogą, to dowiedziałem się, że urodzony jestem w dobrym roku (1980 – rok małpy), bo zdarza się jeszcze w Chinach, że przywiązuje się wagę do urodzenia przy ewentualnych związkach. Lian opowiedziała mi o swoich znajomych, gdzie chłopak urodzony jest w roku psa, zaś dziewczyna w roku koguta i niestety, ale nie mają szansy na zawarcie małżeństwa.

Dlaczego? Sprzeciwia się temu matka dziewczyny, bo związki ‘psów’ z ‘kogutami’ nie są szczęśliwe. Tak – też miałem zdziwioną minę, jak to usłyszałem, ale przyjmuję to jako coś, co mi może się wydawać dziwne. Nie oceniam tego, bo trochę za krótko tu przebywam, żeby cokolwiek oceniać.

Z innych ciekawych rzeczy – nie ma w Chinach nic dziwnego w ofiarowaniu bukietu kwiatów z parzystą liczbą kwiatów. Rzecz nie do pomyślenia w Polsce, żeby wręczyć komuś np 6 kwiatów. Tutaj nie wzbudzi to uśmiechu politowania. Chińczycy kierują się innymi kryteriami. Jeśli wręczyć komuś 9 kwiatów, to znaczy, że dajemy je jako przyjaciele i jako tacy chcemy być odbierani. Natomiast 11 kwiatów to już jednoznaczny sygnał dla dziewczyny, że jesteśmy nią zainteresowani. Można też dać trzy kwiaty (wersja oszczędniejsza) – każdy kwiat na jeden wyraz z frazy: ‘I love you’. Na moje pytanie, czy można dać cztery kwiaty, mając na myśli np zdanie w rodzaju: ‘I really love you’ Lian zaczęła się śmiać i dostaliśmy lekkiej głupawki wymyślając inne złożenia 4 i 5 wyrazowe.

Wieczór więc spędzony bardzo miło. Na tyle, że nie popsuł mi nawet humoru fakt kradzieży mojego roweru. Ha, bedę więc miał wkrótce trzeci rower w Szanghaju ;-)

Właśnie wpadło mi do głowy. Czy wspominałem, że zakończyły się egzaminy ? Nie? To teraz to czynię. Było cieżko, ale jest do przodu ;-) Co dziwne, część złożona ze słuchania i mówienia, których najbardziej się obawiałem wypadła bardzo dobrze. Gorzej było z częścią pisemną, ale w sumie można się tego było spodziewać. Słownictwa było sporo. I niestety, ale część ma tendencję do wypadania mi z pamięci (ech, te tony…). No nic, trzeba po prostu trochę więcej czasu poświecić temu (tylko kiedy…).


Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
Odnośnik do wpisu będzie wyglądał tak:Jak Pies z Kogutem


Shang you tian tang ,xia you su hang / W niebie jest raj, na ziemi Suzhou i Hangzhou
Monday November 07 2005, 8:48
Dział: Archiwum

(wpis archiwalny – odzyskany bez komentarzy)

W końcu udało wyrwać się poza Szanghaj, co wbrew pozorom nie należy do zadań z rodzaju tych prostych – to miasto jest ogromne. Na szczęście kierowcy trzech autobusów, którymi w sobotni poranek wyruszyliśmy spod budynku akademiku dla studentów zagranicznych, znakomicie znali trasę. Tak więc o godzinie 7:30 wyruszliśmy w podróż, która miała nas zaskoczyć. Było śmiesznie, było strasznie. Ale żyję ;-) O czym donoszę już na spokojnie z ciepłego wnętrza pokoju. Zacznijmy więc od początku.

Prawie cztery godziny zajął nam dojazd do miejsca docelowego – miasta zwanego pod nazwą Hangzhou. Mieścina ta, w porównaniu z Szanghajem, liczy nieco ponad 6 milionów mieszkańców ;-) Tam też udaliśmy się do jednego z bardziej urokliwych zakątków Chin – Jeziora Zachodniego (Xi Hu).

Jakkolwiek jezior o takiej nazwie jest w Chinach podobno aą 36, to to jedno jest tym najbardziej znanym. Liczy niemal 3 km długości i trochę ponad 3 km szerokości. Zdjęcia z tego miejsca zamieściłem w Galerii – zapraszam do oglądania, bo naprawdę warto.

Po przepłynięciu jeziora jedną z tras wycieczkowych na pok�’adzie ca�’kiem przyjemnej �’�?dki/promu udali�’my si�T na obiad. Jak si�T okaza�’o, chi�’ski obiad z prawdziwego zdarzenia. Co polega�’o na tym, �?e siedzieli�’my po na�’cie os�?b przy sto�’ach, na kt�?rych ustawione s�: obrotowe ko�’a (o �’rednicy na tyle mniejszej od �’rednicy sto�’u, �?e jest w sam raz miejsce na swoje pa�’eczki, talerzyk i miseczk�T). Obs�’uga zacz�T�’a wnosi� potrawy (teoretycznie powinno by� ich o jedn�: wi�Tcej ni�? os�?b siedz�:cych przy stole, ale kto by si�T tam czepia�’ takich szczeg�?�’�?w w momencie, gdy jest g�’odny :-) ). Tak czy inaczej jedzenie by�’o typowo chi�’skie (troche niefortunne to stwierdzenie, ale nie b�Td�T zaciemnia�’ i tak zagmatwanego obrazu chi�’skiej kuchni). W tym przypadku znaczy to, �?e by�’o t�’uste (wi�Tcej t�’uszczu i ko�’ci ni�? mi�Tsa) i podawane na takim w�’a�’nie obrotowym stole. Obraca si�T wi�Tc nim i je�’li ma si�T to szcz�Tscie, �?e znajdzie si�T przed nami wymarzona potrawa, jak r�?wnie�? ma si�T odrobin�T refleksu i nabyt�: umiej�Ttno�’� do�’� sprawnego operowania pa�’eczkami, to mo�?emy by� pewni, �?e uda nam si�T uszczkn�:� kawa�’ek ze sto�’u ;-) C�?�? wi�Tcej doda� – g�’odny nie odchodzi�’em od sto�’u, cho� musia�’em zje�’� odpowiedni�: porcj�T ry�?u, bo wi�Tkszo�’� potraw nie znalaz�’a mojego, jak r�?wnie�? moich kubk�?w smakowych, uznania.

Po tych doznaniach kulinarnych zapakowali�’my si�T do autokar�?w i ruszyli�’my po raz kolejny w tras�T. Celem by�’ sp�’yw rzek�: Liu Xi �??�??�??. Odby�’ si�T on na bambusowych tratwach, kt�?re na pierwszy rzut oka nie wzbudza�’y zaufania, ale w ko�’cu raz si�T �?yje. Sp�’yw potrwa�’ �’adn�: chwil�T – w mi�Tdzyczasie zd�:�?y�’o si�T �’ciemni� a jak si�T okaza�’o nie by�’ to koniec atrakcji – po dobiciu do przystani nast�:pi�’a szybka przesiadka do motor�?wek i ruszyli�’my w zwariowan�: tras�T w niemal ca�’kowitych ciemno�’ciach (z oczywistych powod�?w zdj�T� z tych atrakcji nie posiadam).
Potem za�’ ju�? tylko czeka�’ nas dojazd do hotelu, gdzie zostali�’my podj�Tci chi�’sk�: kolacj�:/obiadem i mogli�’my pomy�’le� spokojnie o wra�?eniach czekaj�:cych nas nast�Tpnego dnia. Najbardziej frapuj�:cy i zatrwa�?aj�:cy by�’ fakt konieczno�’ci wstania o nieludzkiej porze, znaczy si�T o godzinie 6 rano.

Na szcz�T�’cie okaza�’o si�T, �?e odpowiednie powietrze robi swoje i nast�Tpnego dnia mo�?e nie dok�’adnie o 6, ale niewiele p�?�?niej mo�?na by�’o uda� si�T na konsumpcj�T �’niadania. Tak – uprzedzam ewentualne pytania – typowo chi�’skiego �’niadania, na kt�?re sk�’ada�’ si�T ry�? (w�’ciekle s�’odki) owini�Tty w jakie�’ wodorosty, ciastko z nadzieniem (a jak�?e) mi�Tsnym, kawa�’ek ciasta niby dro�?dzowego (o rado�’ci) oraz zupa wygl�:daj�:ca na nasz�: zup�T mleczn�:, kt�?ra okaza�’a si�T nie by� zup�:, a ry�?em w wodzie.

Nied�’ugo po �’niadaniu zapakowali�’my si�T do autokar�?w i ruszyli�’my na podb�?j kolejnej atrakcji turystycznej, kt�?r�: okaza�’a si�T by� g�?ra Da Ming �?�??�++.

Miejsce niew�:tpliwie �’adne, tym �’adniejsze, �?e zwiedzane w momencie, gdy wszystko dooko�’a przybiera barwy jesienne.

Poza tym nie oby�’o si�T bez dodatkowych atrakcji w rodzaju dojazdu na miejsca wyruszenia w tras�T busikiem dziesi�Tcioosobowym o ca�’kiem pr�T�?nym silniku (do pokonania by�’ �’adny kawa�’ek drogi o ca�’kiem sporym nachyleniu). Kierowcy, kt�?rzy siedz�: za kierownicami tych pojazd�?w to, jak dla mnie, ludzie nie z tej planety. Zawrotna pr�Tdko�’�, wchodzenie w zakr�Tty z pe�’n�: nonszalancj�: i do tego zawadiackie u�?ywanie klaksonu przed ka�?dym powa�?niejszym zakr�Ttem (co mia�’o nas zabezpieczy� przed ewentualnym spotkaniem z innymi autobusami, wracaj�:cymi z g�?ry). Lepsze to ni�? niejeden rollercoaster :-) Nie musz�T dodawa�, �?e powr�?t by�’ jeszcze ciekawszy :-)

Jednak zanim nast�:pi�’ powr�?t, trzeba by�’o wdrapa� si�T na g�?r�T. Co zaj�T�’o chwil�T :-) W mi�Tdzyczasie jeszcze mia�’em okazj�T pozna� si�T bli�?ej z Jaskini�: Dziesi�Tciu Tysi�Tcy Metr�?w (i, niestety ze stropem, ma�’o ciekawe prze�?ycie). Wszystko to w towarzystwie innych delikwent�?w, kt�?rzy zaryzykowali t�: wspinaczk�T nieko�’cz�:cymi si�T schodami. Tak czy inaczej szczyt zosta�’ zdobyty. Przez moment liczy�’ ona nawet dodatkowe 185 cm, co mo�?na uzna� za drobne oszustwo, ale co mi tam ;-)

Musz�T natomiast napisa� o rzeczy kt�?ra mnie strasznie rozbawi�’a – do tego wr�Tcz stopnia, �?e nie pomy�’la�’em o zrobieniu zdj�T�. Ot�?�? jest mo�?liwo�’� dostania si�T na szczyt w ca�’kiem komfortowych warunkach. Wystarczy wynaj�:� dw�?ch tragarzy, kt�?rzy na w�’asnych barkach ponios�: lektyk�T z takim turyst�:. Wygl�:da�’o to arcyzabawnie, cho� po chwili zastanownia si�T doszed�’em do wniosku, �?e bardziej ufam w�’asnym nogom i wol�T nie zawierza� swojego �?ycia dw�?jce tragarzy (jakby nie byli do�’wiadczeni i ilekro� by tej trasy wcze�’niej nie przebyli).

Po tym wszystkim zosta�’o ju�? tylko zej�’cie na d�?�’, zjechanie busikiem do �??bazy�?T (ech – zakr�Tty pokonywane w zawrotn�: pr�Tdko�’ci�:, gdzie ka�?dy b�’�:d mo�?e zako�’czy� si�T spadkiem z dosy� poka�?nej wysoko�’ci to naprawd�T niez�’e prze�?ycie :-) ), chwila oddechu i mo�?na by�’o po raz wt�?ry zapakowa� si�T do autokaru tylko po to, by po chwili wysiada� w pobliskiej restauracji na ostatni ju�? tego dnia posi�’ek.

Potem z mozo�’em znowu pokona�’em tras�T od drzwi do przedostatniego rzedu siedze�’ i ruszyli�’my na spotkanie zachodz�:cego s�’o�’ca�?� Hmmm. To chyba nie tak. Tak czy owak ruszyli�’my w tras�T. Powrotn�:, na szcz�T�’cie, jako �?e pada�’em ju�? ze zm�Tczenia. I tak oto po ponad pi�Tciu godzinach jazdy wr�?ci�’em do siebie ;-) O czym donosz�T skwapliwie – jestem, �?yj�T, mam si�T dobrze, jestem zm�Tczony, niewyspany, ale na�’adowany pozytywn�: energi�: na kolejny tydzie�’.

Co potem? Co�’ si�T wymy�’li ;-)


Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
Odnośnik do wpisu będzie wyglądał tak:Shang you tian tang ,xia you su hang / W niebie jest raj, na ziemi Suzhou i Hangzhou


W oczekiwaniu na egzaminy
Tuesday November 01 2005, 2:20
Dział: Archiwum

(wpis archiwalny – odzyskany bez komentarzy)

Egzaminy miały rozpocząć się dzisiaj. Na szczęście okazało się, że te niewątpliwe przyjemności czekają mnie w czwartek i piątek. Jest więc okazja do pogłębiania znajomości słownictwa (z gramatyką nie przewiduję jakiś większych problemów), którego – nie wiem kiedy – uzbierało się całkiem sporo. A ciężko tak pogodzić wszystko ze sobą (znaczy się siatkówkę, koszykówkę i chiński :-) ).

W temacie siatkówki – kolejne dwa wygrane mecze. Całkiem miły to przerywnik od chińskiego – poza tym warto było zobaczyć minę naszego nieformalnego opiekuna – nauczyciela Wang’a, gdy stanęło przed nim pięciu wysokich białych :-) (Austriacy i Szwajcar to goście mierzący ponad 185 cm każdy). Pan Wang, będąc człowiekiem w sile wieku i o wzroście, jaki większość Polaków utożsamia ze wzrostem Azjaty (młode pokolenie, szczególnie w takim mieście jak Szanghaj nie odbiega wzrostem od naszych wymiarów) uśmiechnięty od ucha do ucha kiwał co i rusz w uznaniem głową (to nie po moich zagraniach ;-) ).

Pierwszego dnia naszych rozgrywek przyszedł nawet z aparatem fotograficznym, który męczył w trakcie meczu niemiłosiernie (baterie zapewne odmówiły dalszej współpracy). Siatkówka z Azjatami jest jeszcze o tyle ciekawym i niezapomnianym przeżyciem, że muszą się oni męczyć z siatką, którą my pozwoliliśmy sobie ustawić na właściwej wysokości – a co im zupełnie nie odpowiadało.

Dziś doszło nawet do niewielkiego spięcia słownego związanego z ową siatką. Otóż Chińczycy próbowali nas przekonać, że należy siatkę obniżyć. Nic nie pomagały próby wyjaśniania po chińsku, że gramy na wysokości odpowiedniej dla rozgrywek męskich. Dopiero Austriak, Arni, o słusznej – aczkolwiek tyczkowatej – posturze kategorycznym tonem, po angielsku, stwierdził, że w końcu jesteśmy facetami, więc nie gramy na wysokości odpowiedniej dla dziewczyn. Nie wiem, czy Chińczycy zrozumieli, czy wystraszyli się zdecydowanego tonu – tak czy owak dyskusja w tym momencie została zakończona. Zaczęła się gra. Jak już wspomniałem – wygrana dla nas stosunkiem 2:1 (nie wiem jak to się stało, że przegraliśmy tego jednego seta – myślami byłem wtedy pewnie zupełnie gdzie indziej :-) ).

Kolejne mecze już po egzaminach – najbliższy w przyszły poniedziałek.

Kulinaria. Odkryto nową restaurację chińską, w której można zjeść całkiem dobrze i smacznie – furorę w początkowym okresie robiło coś, co wygląda jak nasza swojska jajecznica :-) Smakuje podobnie, wygląda też jak najzwyczajniejsza jajecznica ;-) Niezłe jaja :-)


Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
Odnośnik do wpisu będzie wyglądał tak:W oczekiwaniu na egzaminy