2005 December

Zapiski z Państwa Środka

Szanghaj Tarn.Góry/Kraków

Noworocznie :-)
Saturday December 31 2005, 11:12
Dział: Archiwum

(wpis archiwalny – odzyskany bez komentarzy)

Tak oto udało się wejść w nowy, 2006, Rok.

Czy warto było?

Jeszcze za dobrze się z tym rocznikiem nie miałem okazji zaznajomić, ale muszę przyznać, że zapowiada się nieźle :-) W sporym, międzynarodowym towarzystwie przywitałem Nowy Rok.

Że zacząłem go siedem godzin wcześniej od większości Rodaków?

Cóż – takie życie :-)

Tak czy inaczej, Wszystkim Wam życzę, aby ten Rok zaskakiwał Was co krok. Pozytywnie, oczywista sprawa. Niech każdy dzień przynosi jakąś dobrą wiadomość. Niech będzie Waszym – Naszym Rokiem. Tego Wam wszystkim życzę!


Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
Odnośnik do wpisu będzie wyglądał tak:Noworocznie :-)


Wigilijnie
Saturday December 24 2005, 6:02
Dział: Archiwum

(wpis archiwalny – odzyskany bez komentarzy)

Wigilia. Tak. Wigilia w Chinach. Jeszcze lepiej :-) Było miło. Było sympatycznie. Opłatek Podróżnik dokonał żywota tego dnia przyczyniając się do pełniejszego obrazu tradycyjnej kolacji wigilijnej. Była ryba, co to jeszcze nie tak dawno pływała w którymś z chińskich akwenów nieświadoma istnienia białego człowieka. Były pierogi, których głównym sprawcą był Wasyl, a które dzielnie walczyły o miano potrawy tego wieczoru. Byli w końcu i uczestnicy tej kolacji, którzy z różnych zakątków Szanghaju postanowili spotkać się w jedym miejscu, coby tradycji stało się zadość. Można powiedzieć, że Wigilia była słowiańska – Polacy, dwoje Rosjan i Ukrainiec.

Wigilia w Szanghaju

Były więc panie dwie, bo od pań wypada zacząć:

Ania (na wspólnym zdjęciu pierwsza kobieta z lewej), która nie chciała, ale była głównodowodzącą na polu zmagań wigilijnych w Szanghaju

Walka (raptem dwie panie, więc łatwo dojść kto jest kto :-) ) – która Rosjanką z Władywostoku będac dzielnie radziła sobie z obcym jej opłatkiem

Igor (piąty z lewej, obok Walki) – Rosjanin, który z Walką prowadził nieustanną walkę kulinarną na poligonie kulinarnych doświadczeń

Wasyl (czwarty z lewej) – Ukrainiec z urodzenia, ostatnimi czasy Krakus z wyboru; któren pierogi dzielnie kleił i które w momencie decydującym nie rozkleiły się

Grzegorz (ostatni z lewej, lub też pierwszy z prawej) – wspomagający dzielnie w dziele klejenia pierogów; jednocześnie prowadzący dysputę o wyższości pierogów robionych w Polsce nad tymi ukraińskimi

Paweł (drugi z prawej) – który wraz ze mną zmęczył sałatkę warzywną, za której dressingiem przepatrzyliśmy najbliższą okolicę

Tomek (pierwszy z lewej) – z drugiego krańca miasta dotarł, coby z rodakami razem spędzić ten wieczór i wkupił się w łaski towarzystwa pierogami z mięsem (Że chińskimi? Grunt, że smacznymi :-) )

Wojtek (drugi z lewej) – czyli ja

Pewnych rzeczy w takim gronie nie trzeba tłumaczyć – to się po prostu wie. Stąd też nawet zajadanie się wigilijną rybą, gdy czasem wspomóc się trzeba było pałeczkami, jako że widelcy brakowało, było przyjmowane ze zrozumieniem. I chyba po raz pierwszy w ciągu ostatnich miesięcy stało się tak, że na stole królowały ziemniaki. Solone. :-)

Nawet o podkład muzyczny nie trzeba się było obawiać, jako że swój wkład w ten wieczór wniósł Frank Sinatra, Bing Crosby, Mazowsze, a i nawet Ryszard Rynkowski coś zanucił. Co z tego, że z laptopa – w końcu miała być odpowiednia oprawa tego wieczoru, i to udało się uzyskać.

I nawet choinka, mimo że rozmiaru mini, dumnie prężyła się i błyskała swoimi bombkami (z braku oświetlenia innego).


Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
Odnośnik do wpisu będzie wyglądał tak:Wigilijnie


Opowieść wigilijna
Thursday December 22 2005, 12:28
Dział: Archiwum

(wpis archiwalny – odzyskany bez komentarzy)

Tak oto został nawiązany kontakt z drugą stroną. Są. Istnieją. Jest ich całkiem sporo. Są starsi od nas. Mają cywilizację liczącą więcej lat, niż nasza. Znają nasz kraj takim, jakim ja go nie znam. Potrafią wyrecytować “Inwokację” z “Pana Tadeusza”. Znają poezję Kochanowskiego. Potrafią zaśpiewać tradycyjne polskie pieśni ludowe.

Kim są?

Nasza historia zaczyna się pewnego zimnego i ogólnie pochmurnego dnia, 21 grudnia roku 2005. Znajdujemy się właśnie w budynku konsulatu polskiego w Szanghaju. Jest godzina 15:45. Mała wskazówka nieuchronnie zbliża się do cyfry 4, podczas gdy duża sunie w kierunku liczby 12. W tarczy zegara odbija się w światło lamp, bynajmniej nie jarzeniowych. Nie takie znowu duże pomieszczenie zaczyna się powoli zapełniać osobami…


Witam pana, bardzo mi miło – osobnik ubrany w jeansy i czarny sweter/blezer/polar wyciąga dłoń do starszego Chińczyka. Ten uśmiecha się i nienaganną polszczyzną odpowiada: Dzień dobry. Miło mi poznać!

Tak właśnie wyglądało pierwsze nawiązanie kontaktu z drugą stroną. Osobnikiem odzianym w jeansy był niejaki Szymczyk Xiansheng, zamieszkały przy Zheng Su Lu, który dzień wcześniej bawił w … Hmmm…

Mniejsza z tym. Ten fakt nic nie wnosi do wydarzeń, o których mowa. Tak więc było to wydarzenie, które zmieniło losy całego świata ;-) Oczywiście nikt o tym jeszcze nie wiedział w tamtej chwili, ale miało się to już wkrótce zmienić.

Była dokładnie minuta po godzinie szesnastej, gdy do sali wszedł starszy jegomość, Konsul Generalny RP w Szanghaju.

- Witam wszystkich Państwa bardzo serdecznie – tak mógł rozpocząć swe przemównienie pan Konsul. Nie jesteśmy dokładnie pewni, czy słowa te brzmiały właśnie w ten sposób, ale z całkiem dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że brzmiały właśnie tak.

Następnie nastąpiło przedstawienie celu owej wizyty: spotkanie pokoleniowe. Studenci polscy przebywający w tamtym czasie w Szanghaju oraz Chińczycy, którzy studiowali w Polsce.

Oddajmy głos jednemu z uczestników owego spotkania, obecnie 62 letniemu Wojciechowi Szymczykowi.

- Jak wspomina pan to spotkanie? Czy coś szczególnego utkwiło w pana pamięci?
- Hmmm. Niech pomyślę przez chwilkę. Czy było coś wyjątkowego. Ba! Żeby tylko jedno takie wydarzenie. Było ich multum. Pamiętam jak dzisiaj, gdy Konsul zaprosił zebranych do oglądania filmów prezentujących Polskę, wraz z moimi znajomymi strasznie się nudziliśmy. W końcu niczym nas te filmy nie mogły zaskoczyć. Na szczęście nasi chińscy przyjaciele byli najwyraźniej zainteresowani tymi prezentacjami, cały czas …

- Czy czymś w szczególności? Coś ich szczególnie zainteresowało?
- Młody człowieku, nie wypada przerywać. Właśnie miałem przejść do tego. Otóż podobał im się Poznań. Wielu z nich studiowało tam w latach swojej młodości. Podziwiali także Gdańsk. Choć i inne miasta nie prezentowały się najgorzej.

- A jakieś śmieszne wydarzenie? Nie brakowało takich?
- Ha, oj nie brakowalo. Pierwsze z brzegu, które pamiętam. Po prezentacjach było tradycyjne dzielenie się opłatkiem. Pan Konsul usilował wyjaśnić cel i genezę tej tradycji. Ja pamiętam, że niemal dostałem wtedy ataku czkawki ze śmiechu, gdy po tych wywodach rozdano opłatki, starszy pan siedzący obok mnie, Chińczyk, obejrzał opłatek z jednej, z drugiej strony, po czym … zjadł go :-) Tym niemniej życzenia sobie złożyliśmy.


- Panie przewodniczący, pan pozwoli tutaj. Wygłosi pan krótką mowę wraz z panem inżynierem – konsul zwrócił się do studenta, który miał swego czasu okazję bycia przewodniczącym komisji wyborczej i stąd się wziął jego tytuł: przewodniczący. Drugim “tytułem” było określenie ‘Szymczyk xiansheng’, które także zostało mu nadane przez Konsula, gdy swego czasu podarował pokaźnych rozmiarów bukiet kwiatów pewnej bardzo ładnej Chince zatrudnionej w Konsulacie. Od tego czasu ilekroć pojawiał się w Konsulacie, tym razem już bez kwiatów, Konsul nie mógł odmówić sobie przyjemności, żeby poinformować ową Chinkę o pojawieniu się ‘Szymczyk xianshenga’ bez bukietu kwiatów :-)

- Wolałbym … – najwyraźniej zaskoczony student usiłował wycofać się w bezpieczniejsze miejsce, ale ramię konsula dosięgło go i nie miał innego wyjścia, jak tylko szybko w myślach przygotować sobie treść przemówienia. Przydały się tu umiejętności nabyte przy okazji Debat Śląskich :-)


- Pamięta pan tą sytuację? Chyba nie było panu wtedy do śmiechu?
- Ha,ha. W rzeczy samej. Zastanawiłem się, o co w ogóle chodzi. Nic takiego nie miało mieć miejsca, ale Konsulowi się nie odmawia. Więc wygłosiłem owo przemówienie. Nie było, taką mam nadzieję, tragiczne. Tak czy owak, było to krókie przemówienie – z rodzaju tych kurtuazyjnych. Jeszcze złożyłem wszystkim życzenia świateczne i noworoczne i …

- I wtedy rozpoczęła się część mniej oficjalna?
- W rzeczy samej…


Była godzina 18, minut 20, może 30. Część oficjalna została zakończona. W tej właśnie chwili do pomieszczenia weszło dwóch kelnerów z tacami zastawionymi wszelakimi drinkami. Konsul wzniósł toast, którego treść nie zachowała się do dnia dzisiejszego, jednak z pewnością było to jeden z tych tradycyjnych toastów za przyjaźń między Polską a Chinami. Chwilę później zaprosił gości do sąsiedniego pomieszczenia, gdzie czekał poczęstunek – z rzeczy wartych wymienienia trzeba powiedzieć o polskim bigosie. Podobno udanym.


- Tak, bigos należał do tych wyjątkowo jasnych punktów kulinarnych. Trzeba przyznać, że był naprawdę świetny.
- Czy coś jeszcze się działo tego wieczoru? Oczywiście, oprócz dyskusji toczonych przy tym wspaniałym bigosie?
- Działo się, działo. Wspomnę jeszcze o śpiewaniu przez Chińczyków tradycyjych polskich pieśni ludowych. Robili to naprawdę nieźle. Ha. Śmieszna historia. Siedziałem wtedy obok kolegi z Polski i mówię mu: “Słuchaj Grzesiek, coś mi mówi, że zaraz jeszcze nam każą śpiewać. Więc ja może pójdę rozejrzeć się za kolejnym piwem…”
- I jak było? Wyciągali pana do śpiewania?
- Jakby pan zgadł. Już miałem wstawać i wymykać się z sali w poszukiwaniu piwa, gdy nagle zamarłem, bo jedna z Chinek stwierdziła, że teraz Polacy powinni coś zaśpiewać. I kto miał to zrobić?
- Szymczyk Xiansheng :-)
- Ha, ha. No to mnie pan ma. Dokładnie. Simcik, bo tak wymawiali moje nazwisko, xiansheng. Wykręciłem się wtedy z tego śpiewania, bo byłby wstyd. Akurat tego dnia nie byłem wyspany, ze względu na pewien udany wieczór przy piwie ze znajomymi i głos miałem niezbyt nadający się do śpiewania…


Nie wiemy dokładnie, ile trwała część nieoficjalna. Ale były to okolice godziny 21. Przynajmniej dla Chińczyków, jak i dla większości polskich studentów. Tylko “Simcik” xiansheng został dłużej. Zapewne przekonała go możliwość posiedzenia z Chińczykami pracującymi w konsulacie lub też piwo zaproponowane przez wicekonsula. A może jedno i drugie? :-)


- Jeszcze tylko na koniec mamy do Pana prośbę. Jeśli możemy, oczywiście…
- Ależ proszę śmiało. W czym rzecz?
- Jeśli tylko chciałby pan coś przekazać osobom, które będą to czytać. Jakieś 37 lat temu. W roku 2005…
- Ach ta dzisiejsza technika. Człowiek ma 62 lata i do głowy by mu nie przyszło, że będzie składał życzenia w przeszłość. Ale z przyjemnością to zrobię. Tak, jak z prawdziwą przyjemnością robiłem to 37 lat temu ;-)

Chciałbym Wam zatem wszystkim złożyć najserdeczniejsze życzenia udanych, spokojnych, ale i radosnych Świąt Bożego Narodzenia. Odpocznijcie przez ten czas – zapomnijcie na moment o całym bożym świecie.

W końcu kiedy to zrobić, jak nie w święta :-)


Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
Odnośnik do wpisu będzie wyglądał tak:Opowieść wigilijna


Świątecznie. Koncertowo.
Sunday December 18 2005, 9:01
Dział: Archiwum

(wpis archiwalny – odzyskany bez komentarzy)

Święta w Chinach są … świąteczne, to bez dwóch zdań. Głównie w tej warstwie pokazowej. Witryny sklepów przyozdobione Mikołajami, gałązkami zielonego czegoś imitującego świerk, bombkami, lampkami i wszelakimi innymi cudami. Podobnie w restauracjach, aptekach, na ulicach. Wbrew pozorom nie wygląda to zupełnie inaczej niż w Polsce. Nie licząc, oczywiście, faktu bezspornego, że Święta Bożego Narodzenia u nas mają określony charakter. W Chinach zaś są kolejną okazją do odpoczynku (krótkiego), zakupów (dużych – im większych, tym lepiej), wspólnego posiedzenia (w im większym gronie, tym lepiej).

W takich okolicznościach przyrody myślę powoli o tym, jak spędzić ten czas. Jestem już umówiony ze znajomymi na świętowanie w większym gronie wśród osób, które święta spędzą z dala od domów. Pierwotnie miał to być wieczór w polskim gronie, ale całkiem możliwa jest zmiana tego planu (a nawet już przesądzona) – tym lepiej dla atmosfery, bo święta w miedzynarodowej grupie w Chinach mogą być całkiem interesujące :-)

Tymczasem jednak jeszcze zajęcia – znaków przybywa. Na miejsce jednego nauczonego w kolejce do zapamiętania czeka kilkanaście nowych. Jedyną radą jest nauka własnym tempem. Pośpiech nic nie daje. Nagłe próby nadganiania materiału także są niewskazane – więcej szkody niż pożytku. Co też potwierdzam swoją osobą :-)

Teraz zaś gwoli wyjaśnienia, dlaczego nie byłem tak długo obecny na blogu. Ubiegły tydzień upłynął pod znakiem leczenia przeziębienia, które nie wiadomo skąd się wzięło, na całe szczęście równie niespodziewanie zniknęło. Kilka zajęć musiałem niestety opuścić.

Rozwiązaniem okazało się wybranie na polski wieczór. Przeziębienie zniknęło jak ręką odjął. Przy okazji wyrwałem się też na kilka spotkań z typu tych niezapowiedzainych i nieplanowanych, ale na całe szczęście udanych.

Najpierw na koncert koleżanek, które przyjechały do Szanghaju na koncert. Koncert marimbowy – osoby, którym nic to nie mówi zapraszam do oglądania zdjęć.

Do drugiego wydarzenia zaliczę wybranie się na ‘zwiedzanie’ Huangpu, a dokładniej na rejs po rzece. Wszystko to odbyło się późnymi godzinami, stąd też zdjęcia nie wyszły najlepiej, ale nie są też jakoś szczególnie tragiczne (tak myślę :-) ). Tak czy owak widać na nich jeszcze odrobinę wielkiego Szanghaju – wieżowce wyjatkowo korzystnie prezentują się w nocy, gdy oświetlone są tysiącami świateł. Tak po prawdzie, to wtedy są całkiem znośne :-)


Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
Odnośnik do wpisu będzie wyglądał tak:Świątecznie. Koncertowo.


Wielki Szanghaj
Thursday December 01 2005, 9:34
Dział: Archiwum

(wpis archiwalny – odzyskany bez komentarzy)

Tak oto postanowiłem wybrać się na zwiedzanie na własną rękę. Z jednej strony miejsca takie jak Szanghaj przyjemniej zwiedza się w większych grupach (nie trzeba mieć oczu dookoła głowy), z drugiej zaś rzucając się w miasto samemu, nie trzeba iść na żadne ustępstwa, żadne kompromisy w wybieranej trasie. Co też uczyniłem. Kroki swe skierowałem najpierw do jednego chyba z najbardziej charakterystycznych i znanych miejsc w tym mieście, a mianowicie na Bund.

To tutaj widać zachodnią twarz Szanghaju. Jeszcze nie tak dawno znajdowało się tu rybackie miasto, które zaczęło zmieniać się dopiero w 1842, kiedy to Brytyjczycy po Pierwszej Wojnie Opiumowej otworzyli tu swoją pierwszą koncesję. Zmiany zapoczątkowane przez Brytyjczyków kontynuowali Francuzi. W 1963 powstała tu dzielnica wyłączona spod prawa chińskiego, a będąca zasiedlona – jak można się domyśleć – przez Nie-chińczyków. Cóż – ciekawe były to czasy… Niektórzy Chińczycy do dnia dzisiejszego mają w pamięci to, jak byli tu traktowani.
Dzisiaj jest to obszar o ciekawej zabudowie, z widokiem na nową, biznesową’dzielnicę’ Lujiazui (zdjęcia dostępne w galerii) znajdującą się po drugiej stronie rzeki Huangpu, jak również z jedną z najsłynniejszych ulic w Szanghaju – Nanjinglu. Jest to ulica na której znajdują się niezliczone wprost ilości sklepów, centrów handlowych i salonów wystawowych. Zresztą i innych ‘atrakcji’ również.

Co do tych atrakcji, to miałem okazję być zaczepionym pięć razy przez różne Chinki, które koniecznie chciały porozmawiać po angielsku. Cóż – wyglądać to miało w ten sposób, że mieliśmy przysiąść w którejś z restauracji/kawiarni, których tu nie brak i przy kawie/herbacie/czymkolwiek innym rozmawiać po angielsku w celu osiągnięcia obupólnych korzyści. Jakoś nie w smak mi były takie konwersacje, wobec czego rozczarowane Chinki zostawały w tyle, szukając pewnie innych Amerykanów :-)

I powiem szczerze, że gdy rozmawiałem z piątą z zainteresowanych Chinek, miałem już tego serdecznie dość. A trzeba dodać, że jeszcze dawałem odpór handlarzom próbującym sprzedać mi najprzeróżniejsze rzeczy.

Ech. Ciężkie jest życie turysty :-) Choć najciekawsze spotkało mnie w trakcie robienia zdjęć z widokiem na Lujiazui. Podeszły do mnie dwie Chinki, które koniecznie chciały poćwiczyć swój angielski. Dziewczyny mówiły całkiem nieźle, w związku z czym gawędziło nam się całkiem przyjemnie. Okazało się, że są studentkami spoza Szanghaju. Tutaj zaś przyjechały na wystawę prac ich nauczycielki i przy okazji wystawę prac studentów. Wyciągnęły mnie nawet na oglądanie ich prac do znajdującej się niedaleko galerii. Malarstwo współczesne, ale też i tradycyjne się znalazło (jakość można oceniać w galerii).

Powiem tylko tyle, że na mnie prace zrobiły wrażenie. Nie skusiłem się co prawda na kupienie żadnej z prac (ceny prac studenckich zaczynały się od 200RMB, prace nauczycielki od 600RMB – o ceny współczesnego malarstwa nawet nie pytałem, bo wcześniej koleżanki poinformowały mnie, że malarstwo współczesne jest o wiele droższe, bo na tradycyjne nie ma zapotrzebowania…), ale nie nalegano, bym coś zakupił. Posiedziałem, porobiłem zdjęcia, pogawędziłem i po dwóch godzinach mogłem ruszać na kolejne zwiedzanie :-)

Wróciłem wiec raz jeszcze zrobić zdjęcia na Lujiazui w nocy (bez statywu, ale nie miałem sił go rozkładać, bo byłem oblegany przez handlarzy próbujących sprzedać mi wszystko co tylko się da – począwszy od widokówek, a skończywszy na świecących wrotkach) i po spełnieniu tego obowiązku ruszyłem wzdłuż Nanjinglu. Nogi niosły mnie aż do Placu Ludowego, gdzie znowuż wyciągnąłem aparat. Czego efekty można podziwiać w Galerii.

Po tych wrażeniach miałem już tylko na tyle sił, żeby wcisnąć się do autobusu jadącego w kierunku domu. Ale obiecuję, że siły przegrupuję i wkrótce pojawię się z nowymi zdjęciami :-)


Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
Odnośnik do wpisu będzie wyglądał tak:Wielki Szanghaj