Dział: Chiny
(uwaga – wszystkie zdjÄ™cia dostÄ™pne w dziale ‘Galeria’ – tutaj zamieszczam tylko wybrane)
Przybyłem. Zobaczyłem. Wróciłem
Niesamowita podróż niemal jak na koniec świata. 28 godzin w pociągu w jedną stroną, tyle samo w powrotną. Co można zrobić w tym czasie? Okazuje się, że całkiem sporo. Wypić kilka piw. Posmakować wina. Koreańskiej wódki. Podjeść. Pograć w karty, kości. Poczytać. Poleżeć. Pospać. Posiedzieć. Pogadać. Przemyśleć tysiąc spraw i jeszcze mieć czas na tą tysiąc i jedną

(to niemal caÅ‚y skÅ‚ad naszego przedziaÅ‚u – nasze ulubione SÅ‚owaczki – Weronika i Kristina)
Na caÅ‚e szczęście każda podróż ma swój koniec. Tak wiÄ™c oto po dwudniowej podróży dotarliÅ›my na miejsce. Pierwsze wrażenie po wyjÅ›ciu z pociÄ…gu – gorÄ…co. Wilgotno. Na caÅ‚e szczęście tego dnia nic nie byÅ‚o przewidziane, poza dotarciem do hotelu, obiadem (typowo chiÅ„skim – a jakże), rozdaniem kluczy do pokojów (tak, tak – w takiej kolejnoÅ›ci – najpierw jedzenie, potem zaÅ› czas na prysznic…) i ustaleniem pobudki nastÄ™pnego dnia na nieludzkÄ… wrÄ™cz godzinÄ™ 6. Nikt nie ma ochoty na wyjÅ›cie gdziekolwiek. Miasto sprawia wrażenie przyjemnego, ale postanawiamy, że czas na bliższe poznanie znajdzie siÄ™ nastÄ™pnego dnia.
Dzień pierwszy.
Pobudka skoro świt, szybkie śniadanie i ruszamy. Na pierwszy ogień jaskinia, która bez dwóch zdań robi niesamowite wrażenie, szkoda tylko, że upstrzona została wątpliwej urody lampami.
Choć wszystko to przebiÅ‚a … winda. Tak, tak. Nie ma to, jak w taki piÄ™knym miejscu wybudować windÄ™… Nie narzekaliÅ›my jednak, bo i po co – i tak niczego to by nie zmieniÅ‚o
Kolejny punkt programu to rejs po LiJiang – i już wiadomo, dlaczego to miejsce uważane jest za jedno z piÄ™kniejszych w Chinach – niesamowite wzgórza, pokryte wszelkÄ… roÅ›linnoÅ›cia. Ma siÄ™ wrażenie, jakby to nie byÅ‚a lita skaÅ‚a, tylko wyjÄ…tkowo żyzna ziemia.
A oto i ekipa
I na deser – kuchnia okrÄ™towa
Przyznam siÄ™ szczerze – nie próbowaÅ‚em specjalnoÅ›ci, wystarczyÅ‚ mi widok krabów i krewetek obtoczonych w wÄ…tpliwej jakoÅ›ci panierce
Po kilku godzinach dotarliÅ›my do kolejnego miejsca – mieÅ›ciny (w chiÅ„skich kategoriach wioski) Yangshuo (marne 300 tysiÄ™cy mieszkaÅ„ców). Miejsce naprawdÄ™ piÄ™kne, szkoda tylko, że nie miaÅ‚em wiÄ™cej czasu na pobuszowanie po licznych zauÅ‚kach i krÄ™tych uliczkach.
Nie mogÅ‚em sobie odmówić zrobienia tego zdjÄ™cia – już to ze wzglÄ™du na kolorystykÄ™, już to na krzyż, wystajÄ…cy z pomiÄ™dzy posążków.
Tutaj zaś uwieczniłem proces produkcji jedwabiu

I jeszcze jedno zdjÄ™cie – niby zwyczajne boisko przyszkolne. Ale wyobraźcie sobie, jaka to musi być frajda grać w kosza na boisku otoczonym przez takie góry, jak ta w tle. Niesamowite wrażenie. ZresztÄ… wiÄ™kszość miejsc w tym rejonie sprawia wrażenie wciÅ›niÄ™tych miÄ™dzy skaÅ‚y i góry.
ZmÄ™czony, spocony (ech, nieludzka wilgotność, a i temperatura wysoka) zapakowaÅ‚em siÄ™ ostatkiem siÅ‚ do autobusu. Koniec pierwszego dnia zwiedzania. Przez grzeczność nie wspomnÄ™ o obiedzie – zupeÅ‚nie nie przypadÅ‚ mi do gustu. Na caÅ‚e szczęście po przyjeździe do hotelu w Guilinie i prysznicu odzyskaÅ‚em siÅ‚y. Na tyle, że mogÅ‚em myÅ›leć o uskutecznieniu jakiegoÅ› wypadu ‘na miasto’. OczywiÅ›cie w doborowym towarzystwie
A to zdjęcie sprzed jednej z restauracji. Nie ma to, jak samemu skompletować sobie menu. Ja akurat nie jestem zwolennikiem tego typu fast-foodów, więc odmówiłem sobie tej wątpliwej przyjemności.
Dzień drugi.
Kolejna poranna pobudka, tym razem przewodnicy zlitowali sie nad nami i ustalili godzinÄ™ wstawania na 7.30
Dzięki im za to
RozpoczeliÅ›my zwiedzanie od jednego z najbardziej chyba znanych i kojarzonych widoków zwiÄ…zanych z Guilinem – wzgórza XiangBi – w ksztaÅ‚cie sÅ‚onia (zanurzajÄ…cego trÄ…bÄ™ w wodach rzeki Li).
Mnie zainteresowały także ptaki, które widziałem dzień wcześniej. Te bystre stworzenia wykorzystywane są do łowienia ryb. Nie odmówiłem więc sobie okazji zrobienia kilku zdjęć.
Po licznych próbach, zwieńczonych tymi oto zdjeciami zrobiłem sobie przerwe, uwieczniając na fotografii robotnika skrzętnie rozbijającego pobliski chodnik. Być może na jego miejscu powstanie taki oto oryginalny, nowy.
Po tych porannych spacerach przyszÅ‚a kolej na prawdziwe wyzwanie – wzgórze DieCai.
Nie wiem, kto wpadÅ‚ na pomysÅ‚ budowania schodów prowadzÄ…cych na szczyt wzgórza, ale kazaÅ‚bym temu ktosiowi chodzić tymi schodami w te i we wte. MÄ™czarnia – to jedno sÅ‚owo przychodzi mi do gÅ‚owy. NaprawdÄ™ uważam, że w górach chodzi siÄ™ po szlakach, a nie po schodach. Tak czy owak dotarÅ‚em na szczyt, mijajÄ…c przy okazji Å›wiÄ…tyniÄ™ i pÅ‚askorzeźby na skaÅ‚ach.
Upał straszny, więc i nie dziwne, że minę po dotarciu na szczyt miałem taką, jak na poniższym zdjęciu:
Nie wspomnę już o drodze na dół, bo i po co. Schodzenie schodami jest jeszcze bardziej interesujące, niż wchodzenie nimi
Na caÅ‚e szczęście na dole czekaÅ‚ już autokar. ZapakowaliÅ›my siÄ™ i ruszyliÅ›my na zwiedzanie kolejnego punktu – kanaÅ‚u Ling (LingQiu). Zbudowany w latach 219-214 p.n.e.sÅ‚użyÅ‚ pierwszemu cesarzowi, pozwalajÄ…c na transport zaopatrzenia jego wojsk. KanaÅ‚ ten uważany jest za jednÄ… z trzech budowli pokazujÄ…cych zdolnoÅ›ci chiÅ„skiej inżynierii (pozostaÅ‚ymi sÄ… – Wielki Mur i system rzeka Du – system irygacyjny).
Dzień trzeci.
Rozpoczynamy od zwiedzenia kolejnej jaskini. LuDi Yan jest – moim zdaniem – jeszcze Å‚adniejsza, od jaskini zwiedzanej pierwszego dnia, szkoda tylko, że i tu powstawiano owe Å›mieszne lampy.
Kolejne miejsce to pewna wioska. Oficjalnie – jednej z mniejszoÅ›ci. Faktycznie? Hmm. Nie wiem, czy choć jedna osoba w tym miejscu byÅ‚a z jakiejÅ› mniejszoÅ›ci. No cóż – dla wiÄ™kszoÅ›ci turystów najważniejsze jest, żeby po prostu zobaczyć kolejne kolorowe miejsce.
Tutaj jedna z zabaw – przeskakiwanie nad ‘prÄ™tami’ bambusowymi
I kolejna atrakcja – walki kogutów (w rytm hiszpaÅ„skiej muzyki… skojarzenia z corridÄ… chyba jak najbardziej oczywiste…). Na zdjÄ™ciu kobieta cieszÄ…ca siÄ™ po wygraniu zakÅ‚adu (można byÅ‚o obstawiać, który kogut wygra)
Po tych atrakcjach już tylko zapakowaÅ‚em siÄ™ do autokaru i czekaÅ‚em na powrót do Gulinu – kilka miejsc w tym mieÅ›cie chciaÅ‚em zobaczyć, co też udaÅ‚o siÄ™.
I jeszcze na koniec czekała taka oto niespodzianka:
Na centralnym placu wyrysowano olbrzymią mapę świata, na której nie zapomniano także o umieszczeniu naszej stolicy
I to nawet z nazwÄ… napisanÄ… po polsku
Powrót.
Pobudka o 7.30. Szybki prysznic, spakowanie plecaka i można zapakować siÄ™ do autobusu. Pogoda zdecydowanie gorsza – temperatura spadÅ‚a do jakiÅ› 15-18 stopni, pochmurno – cisza jak przed burzÄ…. Ale to już nie nasz problem. Docieramy na dworzec kolejowy, przedostajemy siÄ™ przez kolejne bramki i po krótkim pobycie w poczekalni dostajemy siÄ™ do pociÄ…gu. SkÅ‚ad osobowy naszego ‘przedziaÅ‚u’ zbliżony do pierwszego – sekcja sÅ‚owacka, sekcja polska oraz sekcja amerykaÅ„ska
Teraz już tylko odliczaliśmy, ile to jeszcze zostało do Szanghaju. Krajobraz za oknami taki, jak na poniższych zdjęciach
Tym razem nasza grupa zostaÅ‚a rozrzucona po caÅ‚ym pociÄ…gu – Chris i Kyoko odwiedzajÄ… nas od czasu do czasu. A i ja skÅ‚adam rewizytÄ™
Sporo czasu przegadaÅ‚em z Jian (KoreankÄ…). Chris nie mógÅ‚ tego zrozumieć – dla niego Jian jest strasznie ’sztywna’ (Oh man, what a stiff girl) – choć sam z wÅ‚asnej nieprzymuszonej woli przesiedziaÅ‚ z nami caÅ‚kiem sporo czasu
Cóż – Chris jest po prostu bardziej otwarty i bezpoÅ›redni. Jian jest zupeÅ‚nie inna. Co nie znaczy, że sztywna. I tak wÅ‚aÅ›nie na takich rozmowach przerywanych grÄ… w karty i koÅ›ci, jak również snem przemÄ™czyliÅ›my drogÄ™ powrotnÄ… ![]()
Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
OdnoÅ›nik do wpisu bÄ™dzie wyglÄ…daÅ‚ tak:Guilin – czyli 56 godzin w pociÄ…gu









































