2006 June

Zapiski z Państwa Środka

Szanghaj Tarn.Góry/Kraków

世界杯 czyli Puchar Świata w piłce nożnej
Wednesday June 21 2006, 10:12
Dział: Chiny

Tak oto zagoniony człowiek szuka sposobności wypicia piwa, nastawia się na mistrzostwa świata w piłce nożnej (wszak to rewelacyjny powód, żeby posiedzieć ze znajomymi), czeka do pierwszego meczu (w Szanghaju zaczynał się … o 3 nad ranem), wybiera się do centrum, siada przed ekranem, upija pierwszy łyk nienormalnie wręcz drogiego piwa i … zamiera.

90 minut później bez słowa wstaje, udaje się do taksówki i wraca do domu. Zmęczony. Zaskoczony? W zasadzie to nie. Na całe szczęście jacyś kopacze nie rzutują na moje życie.Przyjdzie mi po prostu do piwa pooglądać mecze innych drużyn.

A taksówkarzom, którzy pytać mnie będą, skąd jestem – niezmiennie będę odpowiadał, że z Polski. Na ich uwagi o grze polskiej drużyny reagował nie będę.

Pozytyw tych mistrzostw jest taki, że pojawił się nowy temat, który wszystkich interesuje. A że na uczelni ludzie z wszystkich stron świata, to i codziennie coś ciekawego. Anglicy zagrali ładnie? Steve na pewno na zajęciach będzie musiał rzucić kilka fachowych uwag o grze angielskich napastników. Australia radzi sobie nieźle? Ben nie omieszka przypomnieć, że to ich pierwszy udział w mistrzostwach świata. Ukraina podnosi się z kolan, rozbijając w drugim meczu Arabię Saudyjską? Romanowi twarz będzie się uśmiechać od ucha (choć Rosjanin, to Ukraińcom życzy jak najlepiej). Szwedzi ładnie grali? Kris o piątej nad ranem przyśle smsa, że w końcu strzelili (w drugim meczu Szwecja zdobyła bramkę w 89 minucie).

I tak dalej, i tak dalej. Naprawdę przyjemnie ogląda się te mistrzostwa w takim gronie Codziennie jakieś święto :-)

Co więcej – udzieliłem nawet pierwszego króciutkiego wywiadu dla radia. Jedna ze znajomych mojej Znajomej ;-) jest dziennikarką, pracuje dla jednej z szanghajskich stacji radiowych. Więc pomyślała sobie, że przy okazji spotkania z nami może zadać mi kilka pytań. Uff. Wywiad po chińsku. No ale mam to już na sobą – kolejne ;-) bedę coraz prostsze :-) Za jakiś czas wrzucę na bloga zapis całej audycji w formacie mp3.

Z innych rzeczy, tym pozasportowych. Odbył się egzamin. Oficjalny, państwowy. Nie podszedłem do niego. Pracowałem. Języka będę się dalej uczył, więc egzamin zdam sobie później. A tym razem skupiłem się na pracy. I nie żałuję – znowu była okazja nauczyć się czegoś nowego, sprawdzenia się w nowych sytuacjach i podreperowania budżetu stypendialnego. Potrzebuję tego. To w końcu praktyka czyni mistrzem, a nie przesiadywanie nad książkami.


Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
Odnośnik do wpisu będzie wyglądał tak:世界杯 czyli Puchar Świata w piłce nożnej


Pracowicie
Sunday June 04 2006, 5:11
Dział: Chiny

No tak. Dawno tu nie byłem. Różne zajęcia – te bardziej poważne i te mniej zajmowały mnie na tyle, że nie miałem nawet siły na pisanie. Co gorsza, blog został namierzony przez jakiś automat do rozsyłania spamu. Co zrobić – moderuję teraz wszystkie komentarze. Spam od razu idzie do kosza. Czekam, aż im sie znudzi – bo efektu nie mają żadnego.

Cóż to za różne zajęcia tak mnie pochłaniają? Zacznę więc od tych poważnych. Jakieś dwa tygodnie temu zajmowałem się naszymi rodakami, którzy przyjechali do Szanghaju na targi branży cukierniczej. Tydzień spędzony z nimi wspominam bardzo miło – nie ma nic lepszego, niż przekonanie się, że jednak coś z tego chińskiego udało się zrobić przez ten rok. Niby tylko jakieś praktyczne rzeczy, ale to już coś. Szczególnie w chińskim, gdzie czasami nawet wyartykułowanie tych ‘praktycznych’ zdań może przysporzyć problemów :-)

Do równie poważnych rzeczy zaliczę zajęcia na uczelni, choć w dalszym ciągu część z nich uważam za mało przydatną i mało praktyczną. Ostatnio zapisałem się nawet na egzamin językowy, ale wszystkie znaki na niebie wskazują, że czekać mnie będzie kolejne zajęcie – w tej rywalizacji egzamin przegrywa. Mam zamiar dalej uczyć się języka, więc egzamin mogę zdać w późniejszym terminie. O wiele cenniejsze dla mnie będą kontakty z rodakami.

Do rzeczy rozrywkowych, służących gromadzeniu energii na bardziej poważne, zaliczę ostatnie wizyty na dwóch filmach. Pierwszy to osławiony “Da Vinci Code” (达 芬奇密码 – to tytuł chiński, zdecydowanie bardziej podoba mi się wersja angielska :-) Na dodatek nie ma w tym tytule nic ciekawego – pierwszy znak to da2-odpowiednik fonetyczny dla ‘Da’, następnie fen1qi2 – skojarzenia z ‘Vinci’ jak najbardziej uzasadnione ;-) i na koniec wdzięczne słówko mi4ma3 – ‘code’ a po naszemu ’sekret’ lub ‘kod’).

Czytałem książkę, więc chciałem też zobaczyć film. Co więcej – szczególnie tutaj chciałem zobaczyć ten film. Całą burzę medialną, jaka rozpętała się w Europie (ale też i w innych zakątkach świata) obserwowałem tylko za pośrednictwem serwisów internetowych. A byłem strasznie ciekaw, jak do tego filmu podchodzą sami Chińczycy. Gdy więc moja Znajoma zaproponowała wypad do kina, chętnie przystałem :-)

Więc tak. O samym filmie powiedziano już wiele, więc nie bedę powtarzał. Kiepściutki. Po raz kolejny okazuje się, że dobrze napisana książka nie przełoży się automatycznie na równie dobry film. Jeśli zaś chodzi o samą treść, to przyznam się szczerze, że brakowało mi jakiś niewielkich broszur dołączanych do biletów. Z wyjaśnieniami przynajmniej podstawowych (dla mnie – dla człowieka wychowanego w kręgu kultury ‘śródziemnomorskiej’) terminów. Mojej Znajomej zrobiłem krótkie wprowadzenie. Na szczęście podchodziła do filmu jak do fikcji. Ale i ona napotkała sporo problemów. Jak podsumowała – czytała książkę, a i tak w trakcie filmu miała czasem problemy z ogarnięciem dialogów. Za dużo symboli, za dużo odwołań do kultury europejskiej-chrześcijańskiej. Obawiam się więc, że większość Chińczyków oglądających ten film miała takie samo wrażenie. I mam nadzieję, że nie będą traktować chrześcijaństwa przez pryzmat tylko tego filmu.

Drugi zaś film, to niejaki “Posejdon”. Film, o czym za chwilę – średnich lotów. O wiele bardziej podoba mi się jego tytuł po chińsku. Brzmi on mianowicie 海神号. Cóż to takiego? Otóż tak – znak pierwszy to hai3 – morze, znak drugi to shen2 – bóg, bóstwo, znak ostatni – hao4 – tutaj występuje jako statek. Odczytując więc to całościowo – ’statek, który nosi nazwę taką, jak imię boga morza’. Posejdona znaczy się. Obrazowo wyjaśnione :-) To lubię ;-)

A tak, miałem coś o samym filmie napisać. Cóż. Mam mieszane uczucia. Spore pieniądze władowane w efekty. Ale jakoś fabuła kuleje. Miało trzymać w napięciu, ale nie wyszło to reżyserowi. No cóż. Jeśli myslicie iść na ten film, idźcie przynajmniej w dobrym towarzystwie,coby się nie wynudzić.


Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
Odnośnik do wpisu będzie wyglądał tak:Pracowicie