2007 October

Zapiski z Państwa Środka

Szanghaj Tarn.Góry/Kraków

Świeczka za zmarłych – wpis listopadowy
Wednesday October 31 2007, 8:04
Dział: Chiny

Deszczowa pogoda nie napawa optymizmem w Chinach, gdy wie się, jak jeździ gro tutejszych kierowców. I tak oto wczoraj byłem świadkiem wypadku – a dokładniej rzeczy biorąc – skutków wypadku.

Oto w drodze do pracy na jednym ze skrzyżowań doszło do tego wydarzenia – ciężarówka wypadła z jezdni (wyjeżdzała z drogi podporządkowanej), potrąciła dwójkę ludzi, przebiła się przez wysoki krawężnik, pas zieleni i zatrzymała na chodniku.

Jedna z potrąconych osób zginęła na miejscu. Widok makabryczny – ciała jak worki niedbale rzucone, kończyny powykręcane. I krew mieszająca się z padającym deszczem. Dookoła – sporo ludzi. Okolica nie należy do szczególnie zasiedlonych, tym większe więc moje zdziwienie, skąd tylu gapiów. Cóż – każdy jadący zatrzymał się, żeby spojrzeć. Zarzekając się pewnie przedtem, że nie chce tego oglądać. Jak jedna Chinka, która krzycząc: “Nie chcę na to patrzeć”, chwilę poźniej zwróciła się do kierowcy: “Podjedź bliżej”.

Taa…


Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
Odnośnik do wpisu będzie wyglądał tak:Świeczka za zmarłych – wpis listopadowy


Wojna i pokój nie w cenie
Monday October 29 2007, 10:54
Dział: Chiny

Taka mnie oto myśl naszła znienacka w księgarni w Pekinie, gdy buszowałem między półkami szukając czegoś do poczytania. Powód wizyty w księgarni prozaiczny – niczego do czytania nie wziąłem do stolicy na wyjazd dwudniowy co prawda tylko, ale w końcu i dwa dni to kawał czasu.

A że “Wojna i Pokój” nie są w cenie przekonałem się, gdy dorwałem tą pozycję na jednej z półek. 25 yuanów. Rany Julek – książka, który wygląda jak porządna cegłówka (tysiąc stron), gęsto zadrukowana (czcionka chyba ósemka), w świetnym angielskim tłumaczniu.

Nie, żebym Tołstoja obrazić chciał, ale chyba papier toaletowy Kleenex drożej wychodzi niż ta kniga. Tak oto przekonałem się – po raz kolejny – jak to Chiny nie różnią się od Europy (myśl to przewrotna, bo różnic bez liku) – taki John Grisham (bez obrazy John – ale gdzie Ty, a gdzie Tołstoj) stoi po osiemdziesiąt yuanów za książkę. A tu Tołstoj, czy E.A.Poe po yuanów 20-25.

Koniec świata Panie Dziejku ;-)


Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
Odnośnik do wpisu będzie wyglądał tak:Wojna i pokój nie w cenie


Pekin we mgle.
Saturday October 27 2007, 10:35
Dział: Chiny

Pekin jest dziwnym miastem. Ciężko to mi wytłumaczyć, ale jakoś się w nim czuję nieswojo. Ktoś kiedyś stwierdził, że przypomina Warszawę – rozległe toto, mnóstwo ulic i sprawia wrażenie chaosu.

O dziwo – Szanghaj, który jest chyba bardziej dynamiczny, a co za tym chaotyczny – wydaje mi się bardziej uporządkowany.

No i ma Pekin jeszcze jedną wadę. Warunki klimatyczne. Pogodę – tak po ludzku to ujmując. Częste są mgły, które życia nie ułatwiają. Wiedzą o tym szczególnie Ci, którym przychodzi w taką pogodę podróżować samolotem.

I ja dołączyłem do tego grona. Oto dwa ostatnie dni spędziłem w tym mieście, mając kilka rzeczy do załatwienia. Przyszedł piątek – miałem wracać samolotem ze znajomym Chińczykiem – Jeremym. Po załatwieniu wszystkich rzeczy, spakowani i gotowi do zajęcia miejsc w autobusie na lotnisko z przerażeniem zobaczyliśmy, co się dzieje na zewnątrz naszego hotelu. A żeby być precyzyjnym – zobaczyliśmy, co dzieje się w promieniu 50 metrów. Dalej już nie sposób było zobaczyć cokolwiek. Tknięci przeczuciem, że taka pogoda może tylko namieszać w naszych planach zadzwoniliśmy na lotnisko.

Przykro nam, samoloty nie wylatują. Lotnisko zostało zamknięte” – takiej mniej więcej treści otrzymaliśmy wiadomość. Ha. Wobec tego dworzec kolejowy. Wpadliśmy do hali z kasami, dopchaliśmy się w końcu do okienka i pytamy o dwa bilety na pociąg do Szanghaju. Dodaliśmy, że interesują nas jakiekolwiek miejsca. Pan uśmiechnął się i stwierdził z rozbrajającą szczerościa:

- Nie ma.
- Jak to nie ma?
- Ano nie ma – wiecie, mgła taka, że wszyscy z lotniska wykupują bilety na pociąg.
- No wiemy – my na to – w końcu też mieliśmy samolot.
- A właśnie – Chińczyk wciąż uśmiechając się tłumaczy nam powoli – biletów więc nie ma. Nie ma na dziś, nie ma na jutro.

O żesz – myślę sobie. Kolejny dzień w Pekinie? Zimno, szaro, mgła dookoła gęsta jak mleko – co my w tym mieście robić będziemy? Chwila zastanowienia i podejmujemy decyzję. Jedziemy na lotnisko. Właśnie dostaliśmy informację, że samoloty już ruszyły. Nasz samolot, który miał planowany wylot o godzinie 17, przesunięto na 21. Jest szansa, że go złapiemy.

Na lotnisku tłum. Ludzie kłębią się pod tablicami z rozkładem lotów, pod kasami, pod stanowiskami odpraw. Chaos do kwadratu. Ale przynajmniej w środku jest ciepło. Jakimś cudem dobijamy się błyskawicznie do odprawy.

- Halo! Mamy bilety na lot do Szanghaju na 17 – krzyczy mój kompan. Gwoli ścisłości jest już grubo po 18. Jakiś człowiek wyłapuje nas z tłumu:

- Do Szanghaju? – krzyczy ponad głowami ludzi kłębiących się dookoła.
- Tak! Na lot o 17.
- Ok, chodźcie tutaj.

Tak. Łatwo powiedzieć. Przebijamy się z trudnością. I po chwili – jest. Boarding pass w ręce.

Potem poszło z górki. Wbiliśmy się do środka. Dobra nasza. Wciąż mamy trochę czasu.

20.30 Według boarding pass ma się zacząć wpuszczanie do samolotu. Ale samolotu nie widać.

21.00 Łapiemy tacki z obiadem/kolacją, którą linie lotnicze dają pasażerom czekającym na nasz lot.

21.30 Jeremy czyta książkę o radzeniu sobie ze stresem ;-) a ja rozpoczynam lekturę “Wojny i Pokoju” (po angielsku – żeby nie było, że po chińsku). Jak widać nastroje u mnie bojowe, u Jeremego lekka rezygnacja.

22.00 Jest – zaczyna sie ostatni etap. Po kilkunastu minutach jesteśmy w samolocie. Teraz już tylko oczekiwanie na zielone światło z wieży lotów. Około 22.30 startujemy.

00.25 Lądowanie w Szanghaju. Pogoda ładna – czyste niebo, chłodnawo, ale o tej porze to w końcu naturalne. Jeszcze tylko 45 minut i docieram do domu.

Ok. Kolejny pracowity dzień zakończony :-) Można iść spać :-)


Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
Odnośnik do wpisu będzie wyglądał tak:Pekin we mgle.


I po wyborach w Szanghaju…
Monday October 22 2007, 1:03
Dział: Chiny

Uff. Godzina 7.30, poniedziałek. Zazwyczaj o tej porze wyruszam do pracy. Ale nie dzisiaj. Dzisiaj o tej godzinie wróciłem do domu. Tak, praca w Komisji nawet w tak małej, jak w Szanghaju, może być wyczerpująca. PKW “dziękuję” za szybką reakcję i potwierdzenie otrzymania i prawidłowości protokołów. Dwudziestą którąś godzinę na nogach spędzałem w coraz to gorszym humorze.

Dziekuję zaś – i to już mowię bez wyżej obecnej ironi – Wszystkim Przybyłym na głosowanie. Miło było zobaczyć tylu Rodaków. Przyszły 162 osoby. Dwa lata temu, gdy też przypadło mi przewodniczenie komisji wyborczej w Szanghaju było nas 66 osób.

Wniosek więc taki, że albo coraz więcej rodaków w Chinach, albo po prostu odezwali się Ci, którzy do tej pory nie ujawniali swojej obecności w Szanghaju.

Nie sposób też nie podziękować tym, którzy spędzili ze mną ten cały dzień w Komisji – dzięki!

Poniżej kilka zdjęć – dzięki uprzejmości Wojtka, który nie dość, że spędził cały dzień na pracy w Komisji, to jeszcze miał siły na uwiecznianie Wyborów na zdjęciach:

1. Ostatnia narada przed rozpoczęciem dnia na dobre:


(od prawej: Pani Wicekonsul, Małgosia, Artur, ja)

2. Przewodniczący i wiceprzewodnicząca komisji w pracy – widać doświadczenie, spokój i pełen profesjonalizm :-) W końcu to już drugi raz dla Małgosi i dla mnie, jak zasiadamy w Komisji w Szanghaju.

3. A oto i wręczenie kwiatów Wyborczyni, której pierwszy raz dane było wziąć udział w Wyborach

4. Przewodniczący spieszący z krzesłem do jednego z Wyborców. Za stołem komisji – Kuba i Ania.

5. Wojtek – cały dzień pracy w Komisji, uwiecznianie Wyborów na zdjęciach – nie zabrakło i głosowania. Wojtek, podobnie jak Małgosia i ja, po raz kolejny pracował w Komisji.

6. Helena i ja wybraliśmy :-)

—–

A właśnie. Wyniki. Wygrała zdecydowanie Platforma, zdobywając 110 głosów. PiS 21, LiD 18, Partia Kobiet 4, PSL 3, LPR 1. Oddano też pięć nieważnych głosów.

Podobnie do Senatu – wygrała Platforma, ale tych wyników nie pamiętam już tak dokładnie.


Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
Odnośnik do wpisu będzie wyglądał tak:I po wyborach w Szanghaju…