Co zrobić w Chinach z wolnym czasem?
Wednesday February 27 2008, 1:40
Dział:
Chiny
Oczywiście jeśli się tym wolnym czasem dysponuje. Ale przyjmijmy, że w weekend można odpocząć i tego czasu trochę się na relaks znajdzie.
W takiej to sytuacji powstaje dylemat – jak ten czas spędzić. I temu właśnie zagadnieniu poświecę kilka wpisów.
—– —– —–
W dzisiejszym odcinku zajmiemy się azjatyckim fenomenem, który w Europie przeciera dopiero szlaki i raczkuje.
Karaoke, czyli śpiewanie.
Najkrócej można napisać tak: mikrofon w dłoń, wybranie piosenki i można śpiewać.
Zabawa przednia, aczkolwiek wskazane, żeby osoby prezentowały w miarę zbliżony poziom – kiepska zabawa, gdy ktoś śpiewa niczym Pavarotti a my się tylko modlimy, żeby nam się udało wymruczeć bez większych zafałszowań
Cały ‘proces’ przebiega tak:
- wybranie utworów, który będziemy próbować zaśpiewać

Na zdjęciu WeiWei, koleżanka Heleny ze szkoły średniej – przy ustalaniu listy utworów.
Samo wybieranie utworów – banalne. Oczywiście przydaje się znajomość chińskiego, żeby przebrnąć przez te wszystkie menu – utwory chińskie, koreańskie, japońskiej, zachodnie. Szukanie po nazwach zespolow, po tytułach utworów. Ustawienia dzwięku – z oryginalnym wokalem, czy bez. Itd, itp.
- przygotowanie mikrofonów, włączenie, przyjęcie właściwej pozycji
np. siedzącej

lub tez stojącej (lepsza praca przepony
)

Wskazane jest także zaangażowanie

To właśnie przykład profesjonalnego podejścia do śpiewania – ale powiedzcie mi sami, czy Sinatrę można śpiewać inaczej?
No i w końcu śpiewanie. Byle nadążyć za ‘krzakami’

W międzyczasie, gdy się trochę zmęczymy, w gardle zaschnie, a w brzuchu kiszki marsza zagrają – w takiej to sytuacji można zamówić coś do jedzenia i do picia. Nie ma z tym żadnego problemu. Każde szanujące się karaoke ma własną kuchnię, w której przygotowywane są posiłki. Wystarczy więc wybrać coś z karty i po kilkunastu minutach zajadać się tylko po to, żeby powrócić po chwil kilku do śpiewania
—– —– —–
Podsumowanie:
Przeciętny czas trwania: 3 godziny (przy czterech osobach to zacne minimum)
Koszt zabawy dla czterech osób: w zależności od miasta i lokalu. Ceny zaczynają się już od niecalych 3pln za osobę za godzinę, co przy czterech osobach i 3 godzinach da nam złotych 36.
Współczynnik zabawowości: 4/5 (do ideału trochę brakuje – zabawa w zasadzie statyczna, choć można się bujać w rytm muzyki)
Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
Odnośnik do wpisu będzie wyglądał tak:Co zrobić w Chinach z wolnym czasem?
Yuanzi /圆子/, czyli kulki ryżowo-mięsne
Sunday February 24 2008, 2:20
Dział:
Chiny
Takie sobie zwyczajnie wyglądające kulki ryżowo-mięsne, ale jak ich spróbować… to niebo w gębie. Nie jestem pewien, jak z ich dostępnością w Chinach (w Szanghaju ich nie ma) – ja próbowałem ich w Hefei (prowincja Anhui) przy okazji obchodów chińskiego Nowego Roku. A gwoli ścisłości, to próbowałem ich przez kilka dni
Sama potrawa wygląda tak:

Do zrobienia też nie wydaje się być trudną, aczkolwiek nie wiedzieć dlaczego, nie wszystkim wychodzi jednakowo smaczna. Może to kwestia proporcji składników? A może przypraw?
Proponuje dziś więc wszystkim przygotowanie tego dania. Co będziemy potrzebować:
* ryż KLEISTY (nie wiem, jak z dostępnością w Polsce – ale podejrzewam, że w jakiś sklepach z orientalną żywnością się go dostanie)
* mięso mielone
* sól
* sos sojowy
* odrobina oleju
* większa odrobina oleju
Celowo nie podaję proporcji, bo tu proponuję wszystkim poeksperymentować. Jedni lubią więcej mięsa, inni mniej. Jednym sos sojowy niezbyt smakuje, a inni to zwykłego nie użyją, tylko np sos sojowy o smaku grzybowym (swoją drogą-bardzo smaczny).
Samo przyrządzenie – proste. Ugotowany i przestygnięty ryż mieszamy z mięsem. Dodajemy w trakcie mieszania sól i sos sojowy. Całość dokładnie mieszamy i zostawiamy na chwilkę (coby całość przesiąkła solą i sosem). W międzyczasie na patelni rozgrzewamy większą odrobinę oleju. I już na koniec odrobiną oleju smarujemy ręce i z zagniecionej masy formujemy małe kulki (około 3 cm średnicy). Olej na rękach, by nam się masa nie przyklejała do dłoni.
Tak przygotowane kulki wrzucamy na olej. I smażymy, aż uzyskają kolor, jak na zdjęciach

I tyle. Smacznego wypada tylko życzyć
—–
Uwaga – jeśli zostanie nam na później kulek, to w celu ponownego podgrzania ich w oleju tym razem nie wrzucamy ich na rozgrzany olej (bo się spieką), tylko wrzucamy na patelnie z olejem nie rozgrzanym.
Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
Odnośnik do wpisu będzie wyglądał tak:Yuanzi /圆子/, czyli kulki ryżowo-mięsne
Rok Szczura albo jak po chińsku przywitać Nowy Rok
Thursday February 07 2008, 9:56
Dział:
Chiny
Lot z Szanghaju do Hefei (sąsiednia prowincja – Anhui) we wtorek, 6 lutego, zajął nam niecałą godzinę. Tyle, żeby zjeść kanapkę, dwie czekoladki i napić się wody. I już. Lądowanie. I jesteśmy.
Jasne – można było pociągiem (ale nie dostaliśmy biletów), można było samochodem (ale po co ryzykować stanie w korkach, jeśli znowu miałby spaść większy śnieg). Więc padło na samolot. Niby drożej, ale za to ma się święty spokój.
Hefei zasypane śniegiem. Nie jest to zasypanie, jakie znam z Polski. Ot, zaspy na poboczu (śnieg też nie pierwszej świeżości – przybrudzony), trochę białego puchu na koronach drzew.
Pogoda więc ogólnie nienajgorsza. Nie pada, nie śnieży. Jest zimno, to fakt, ale okolice zera stopni to nic strasznego.
Rodzice Heleny przygotywali od rana kolację. Ten dzień jest bowiem – umownie go tak nazwę odpowiednikiem naszej Wigili. Całe rodziny zasiadają wtedy do wspólnego posiłku. Ci, którym nie dane jest zjeść ten obiad z rodziną – przynajmniej z jakimiś przyjaciółmi, znajomymi. W tym roku w Chinach to bardzo częste – ze względu na niespodziewanie duże opady śniegu kraj został sparaliżowany.
Gubię się już w doniesieniach prasowych i telewizyjnych, ile to osób zgromadziło się na dworcu w Guangzhou (prowincja Guangdong – Kanton) – 500 tysięcy, 780, czy może i milion ludzi.
Widok niesamowity – nieprzebrane tłumy ludzi. Wszyscy do samego końca mieli nadzieję, że uda im się dostać do pociągu. Ale nie da się niestety wszystkim dogodzić. Część firm chińskich urządzała więc naprędce kolacje dla swoich pracowników.
Telewizja chińska pokazała kilka migawek z takiego obiadu – ludzie z nosami na kwintę, nie wyglądający na zadowolonych. Życzenia składane przed kamerami wypadły bardzo sztucznie. Ale nie ma się co dziwić. Do telefonów ustawiały się kolejki, żeby przynajmniej zadzwonić do domów. Dla każdego – 15 minut na rozmowę. Więcej nie można, bo już czekają kolejni.
Pewnie wszystkie te osoby obiecują sobie, że w maju, kiedy to będzie tydzień wolnego, pojadą do domów. Ale to nic pewnego – bilety, jak zwykle, zaczną sprzedawać na 10 dni przed datą wyjazdu – więc znowu czekać będzie stanie w kolejkach, ewentualnie skorzystanie z pomocy koników, którzy bilet sprzedadzą, ale oczywiście policzą sobie prowizję od tego.
Zawsze też istnieje niebezpieczeństwo, że bilety okaże się podróbką – a wtedy nie pomoże płacz i zgrzytanie zębów – po pociągu z takim biletem się nie wejdzie.
Tak więc oglądaliśmy sobie wiadomości telewizyjne. Pierwszy główny news – tłumy na dworcu w Guangzhou. Kolejny – odwiedziny prezydenta Hu Jintao w kilku miejscach w Chinach. Takie z cyklu – wizyt gospodarskich.
I czekaliśmy. Nie czeka się na pierwszą gwiazdę. Nic z tych rzeczy. Obiad zacząć można o piątej, można i o szóstej. O zwykłej porze, kiedy to w Chinach zasiada się do obiadu. Różnica jedyna – tym razem przed obiadem wypada wyjść przed dom z petardami i odgonić złe duchy – taka to chińska tradycja.
A potem można zasiąść do stołu.
Co się je tego dnia? Ano co tylko dusza zapragnie, a żołądek zmieści. Mięsa wszelakie, warzywa, grzyby, moje ulubione kulki zrobione z mięsa mielonego, odrobiny sosu sojowego i lepkiego ryżu, które się potem smaży przez chwilę. Dobrze też, jeśli się i ryba znajdzie na stole. Potraw można się doliczyć około 10, ale to nie jest żadna reguła.
Do tego trunki wszelakie – począwszy od herbaty, przez wino, piwo, a skończywszy na czymś mocniejszym – jak np BaiJiu (biały alkohol – w dosłownym tłumaczeniu). Procentowo ma to ponad 50% (i takie zazwyczaj się pija – ponad 60% zostawiając tylko na niektóre okazje).
Przyznam się, że przyzwyczaiłem się już do tego alkoholu – o tyle, o ile mogę toasty tym wypijać. Sam smak jest bowiem niecodzienny. Jakiś taki aromat owoców, kwiatów. Perfum chciałoby się rzec. Jeśli więc i ktoś niezaprawiony w piciu tego trunku – to i męczyć go ten alkohol będzie i odbijać mu się będzie tymi ‘perfumami’.
Tak to więc je się, pije i rozmawia. I czeka na popularne wieczorne widowisko telewizyjne. Program noworoczny, który każda w zasadzie telewizja stawia sobie za punkt honoru zorganizować, ale które to najważniejsze show jest w Pekinie, w budynku CCTV (ogolnodostepna chinska telewizja).
Sam program warty obejrzenia. Wiele można się dowiedzieć o tym, czym Chiny żyją. Jeśli wsłucha się w treści, to i ciekawy obraz może się wyłonić.
Co więc było w tym roku?
Muzyczne klimaty różniste – żeby wszystkim dogodzić. Był więc i pop chiński, była i muzyka tradycyjna, była muzyka i pieśni ludowe. A także i pieśni specyficznie chińskie – jak np pieśń pracowników
Przewijał się motyw olimpiady, która już za kilka miesięcy rozpocznie się w Pekinie. Widać, że Chińczykom bardzo na tym wydarzeniu zależy. To będzie ich czas, kiedy będą chcieli zakomunikować Światu – “Mamy się świetnie”.
Było i czytanie wierszy. Temat – śnieg. Zaskoczyła pogoda Chińczyków w tym roku. Więc trzeba było im pogodzić się z faktem, że z przyrodą wygrać się nie da. Stąd i takie melancholijne wiersze z białym puchem i płatkami śniegu. Mi jakoś do gustu – te, które zrozumiałem – nie przypadły. Ale może to dlatego, że zrozumiałem te, w których była ‘kawa na łąwę’, czyli bez metafor i odniesień do literatury chińskiej? Pewnie tak.
Były i pokazy akrobatów, były i występy komików. Bardzo popularne w Chinach – gdzie kilka osób na scenie (zazwyczaj dwie, trzy) prowadzi ze sobą dialog, którym maja rozmieszyć publiczność. Tematyka – przeróżna.
Mi w pamięci utkwił skecz z firmą deweloperską, sprzedającą mieszkania. Śmieją się bowiem Chińczycy z tego, z czym mają problemy. Był więc jegomość, który pojawił się w owej firmie. Kupił mieszkanie, a teraz same problemy – a to rury przeciekają, a to okolica niezbyt ładna. A miało być zupełnie inaczej – mieszkanie bez usterek, szereg drzewek i krzewów, żeby choć przyjemnie wyglądało.
Co słyszy? Że jak poczeka ze sto lat, to i drzewa będą ładne… I tak sobie pomyślałem, że pewnie “Alternatywy 4″ znalazły by sobie publikę w Chinach
I tak od jednego skeczu do kolejnego. Od piosenki do występu akrobatycznego, czy czegoś tam jeszcze. I tak leci czas od godziny ósmej.
Koło północy poszliśmy z tatą Heleny ponownie odpalić petardy. Ech, czułem się wtedy jak na froncie. Huk, dym, jazgot niemiłosierny. Ale tradycji zadość stać się musi, więc i zło wszelakie odgonić trzeba.
I już na koniec – punkt obowiązkowy, czyli jedzenie pierogów. Symbol szczęścia. Jeśli więc nowy rok ma być udany, to i zacząć go trzeba od skonsumowania przynajmniej kilku pierogów
Wszystkim Wam Czytelnicy życzę udanego chińskiego Nowego Roku!
Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
Odnośnik do wpisu będzie wyglądał tak:Rok Szczura albo jak po chińsku przywitać Nowy Rok
Chińskiej przyjaciółce Polski – podziękowanie
Sunday February 03 2008, 2:17
Dział:
Chiny
Słowa te kieruję do Heleny Liu. Sama ich nie przeczyta, bo jej znajomość polskiego na to nie pozwala, ale przecież przetłumaczę – to żaden problem.
Dlaczego więc piszę tutaj, a nie powiem tego po prostu zainteresowanej osobie?
Chciałbym bowiem opowiedzieć Wam Czytelnicy, jakich przyjaciół ma Polska.
Brzmi górnolotnie?
Jeśli słychać takie słowa, to zazwyczaj w TV o przyjaciołach Polski przez duże “P”. Tych z pierwszych stron gazet, z ekranów telewizorów. A prawdziwych przyjaciół mamy innych – takich, którzy nie pławią się w blasku fleszy, o których nie przeczytacie na pierwszych stronach gazet, albo i nie usłyszycie o nich stojąc w kolejce do kasy.
—– —– —– —–
Rok 2005
Sierpień/wrzesień. Polski konsulat ogłasza nabór na stanowisko asystentki. Spośród dziesiątek aplikacji wybrana zostaje jedna osoba. Niejaka Liu Lu, z przybranym imieniem Helen. Tak się przynajmniej wydaje ówczesnemu konsulowi. Ale owa Helen prostuje – “Helena, nie Helen”. Być może to przeważyło o jej zatrudnieniu – w końcu co tam dyplomy dobrych uczelni, co tam jej świetna znajomość angielskiego – jak Helena, to znaczy się swoja dziewczyna

Połowa września. Przybywam do Chin. Potworny skwar (we wrześniu!), wilgotność powodująca, że człowiek z trudem łapie powietrze. Przez kilka pierwszych tygodni po prostu chcę się zaaklimatyzować, mając na uwadze, że spędzę tutaj conajmniej rok.
Jakoś tak sie składa, że w tym samym roku, w październiku, odbywają się w Polsce wybory do Parlamentu, jak też i wybory prezydenckie. Zgłaszam się do komisji, zostaję – dzięki członkom tejże komisji – jej przewodniczącym.
Ówczesny konsul wpada na pomysł, że Przewodniczący Komisji powinien mieć wizytówki, coby godnie witać Rodaków przybywających na głosowanie. Więc zleca to swojej asystentce – Helenie. Jeszcze tego samego dnia otrzymuję od niej telefon, że przygotuje rzeczone wizytówki i prosi tylko o przeliterowanie nazwiska, żeby mogła mi dobrać odpowiednie nazwisko. Imię już mam – nadane na uniwersytecie.
Kilka dni później trzymam w ręku wizytówki. Mam imię i nazwisko chińskie. Już mogę tutaj funkcjonować
—– —– —– —–
Rok 2006.
Od konsula i wice konsula słyszę – za każdym razem, gdy jestem w progach Konsulatu – o tym, jaką mają pociechę z Heleny. Zaczynała od zera – nie było nikogo, kto by jej pomógł. Sama wypracowuje sobie pozycję – wśród Chińczyków pracujących w konsulatach.
Niewiele osób o tym wie – Helena jest często zapraszana na różnego rodzaju spotkania Chińczyków pracujących w konsulatach. Jako ta, która pracuje w polskiej placówce i jest jedyną osobą na takiej pozycji. Wszystkie inne konsulaty zatrudniają przynajmniej kilka osób – odpowiedzialnych za wizy, będących asystentkami/asystentami Konsuli.
W polskim konsulacie – tylko jedna osoba. I daje sobie z tym wszystkim radę, choć kosztuje ją to sporo zdrowia.
—– —– —– —–
Rok 2007
Czerwiec/lipiec. Trzy tygodnie w Polsce. Zachwycona krajem, ludźmi, jedzeniem (choć poległa przy kaszance – ale to jedyny przypadek). Po powrocie do Chin to ona staje sie ambasadorem Polski – najpierw wśród personelu innych konsulatów w Szanghaju, potem wśród różnego rodzaju oficjeli chińskich, którzy z pytaniami o Polskę zwracają się do niej. Często z tymi pytaniami przychodzi do mnie – więc wyjaśniam najlepiej jak potrafię.

Październik. To już kolejna obsada konsulatu (trzecia). Helena coraz częściej myśli nad zmianą otoczenia. Czuje, że to już nie ta sama praca, jak przez ostatnie dwa lata.
—– —– —– —–
Rok 2008
Styczeń/luty. Po długich bojach z samą sobą podejmuje decyzję o złożeniu wypowiedzenia.
Przedwczoraj był jej ostatni dzień w pracy.
—– —– —– —–
W tym miejscu chciałbym Jej więc podziękować – za te dwa i pół roku pracy na polskiej ziemi w Szanghaju
Spora część rzeczy, które udało się naszemu Konsulatowi wywalczyć – to jej zasługa. O wielu rzeczach nikt się nigdy nie dowie – ile spotkań udało jej się doprowadzić do skutku (a nie mamy mocnej pozycji w Szanghaju, by nie powiedzieć – w Chinach), ile rzeczy udało Jej się wyjaśnić, ilu problemom zapobiec.
A i przeproszę ją za to, że często było ciężko. Że otrzymywała niemiłe telefony, że czasami wyśmiewano ją, gdy próbowała powiedzieć kilka zdań po polsku (bo akurat dana osoba nie znała/udawała, że nie zna języka angielskiego), że często spotykała się z roszczeniami, żądaniami i traktowaniem jej jako “Chinki – czyli nie wiadomo kogo”.
Na całe szczęście wie (głównie po wizycie w Polsce), że są w Polsce życzliwi ludzie.
Czy czegoś jej życzę? Wielu rzeczy – ale z tych najważniejszych – niech o nas wciąż ma dobre zdanie
Chciałbym, żebyśmy pamiętali, że mamy takich przyjaciół. I że na nich możemy bardziej liczyć, niż na tych, którzy przyjaciółmi mienią się na czołowkach gazet.
Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
Odnośnik do wpisu będzie wyglądał tak:Chińskiej przyjaciółce Polski – podziękowanie
Szanghaj na minusie, czyli atak zimy
Friday February 01 2008, 2:54
Dział:
Chiny
Nie mogło trafić gorzej. Wyczucie czasu aura ma mistrzowskie – rozpoczynające się w Chinach obchody chińskiego Nowego Roku i taki numer. Jakby na złość wszystkim.
Wszelkie media trąbią o ataku zimy, jakiego nie widziano w Chinach od lat pięćdziesięciu. A przecież Chiny to duży kraj, więc i taki news robi wrażenie. Ja przyznam sie, nie mam pojęcia, co się działo pogodowo w Chinach pięćdziesiąt lat temu, ale wiem, jak wyglądała zima trzech ostatnich lat.
Nie wyglądała. Trudno było ochłodzenie nazwać zimą. Ba – porównując to do tego, co mamy w Polsce, to już w ogóle był śmiech na sali. Śniegu nie było, temperatury rzadko kiedy zbliżały się nawet w okolice zera stopni. No po prostu śmiech, a nie zima.
Więc w tym roku aura nadrabia zaległości z nawiązką. Szanghaj i tak jeszcze się broni, ale miasta Hangzhou, czy Hefei (sąsiednie prowincjie) są kompletnie zasypane. I żal tych wszystkich ludzi, którzy w tym czasie chcą dostać się do domów.

Zdjęcia z okien mieszkania – przypominam, że w Szanghaju śniegu zazwyczaj w ogóle się nie widzi. W takim Hefei jest pokrywa prawie 50cm…
Nie wiem, jak to przekazać Wam czytelnicy, ale święto chińskiego Nowego Roku jest dla Chińczyków bardzo ważne. Dla większości z nich – to jedyna w roku okazja przyjazdu w strony rodzinne. Nie liczy się wtedy nic innego.
Nie są ważne pieniądze (a bilety dziwnym trafem robią się w tym okresie droższe), nie jest ważna niewygoda (kilometrowe kolejki do kas biletowych i brak pewności, czy mimo biletu uda się dostać do pociągu), nie jest ważna pogoda (a ta zazwyczaj i tak jest w miarę przyjazna). Z samego Szanghaju do domów wyrusza ponad 5 milionów ludzi!
I właśnie. Pogoda zaskoczyła wszystkich. Śnieg sparaliżował Szanghaj i kilka prowincji. Sporo pociągów odwołano. Samoloty nie mogły startować. Autobusy stały na zasypanych i nieprzejezdnych autostradach. I tak to trwa od kilku dni.

Kilka bałwanów – taka przynajmniej pociecha z tej pogody, że dzieciaki mogą ulepić bałwana, którego zazwyczaj widzą tylko w TV
Żona naszego kierowcy próbuje dostać się do domu w Hefei – podróż, która zawsze zajmuje jej 3 godziny, teraz trwa już 3 … dni. Stoi gdzieś na autostradzie w korku autobusów, busików, ciężarówek i samochodów osobowych. I nic nie może zrobić. Nie ma już odwrotu, nie ma jak przyspieszyć. Żywią się ci ludzie u mieszkańców okolicznych wiosek. Część – jakby przeczuwając, co się może zdarzyć – zaopatrzyła się w prowiant. Ale o podrózy kilkudniowej na takiej trasie niekt pewnie nie myślał…
Rząd w Pekinie wydał nawet oświadczenie namawiające Chińczyków do rezygnacji z podróży w strony rodzinne. Gazety, wspierając tą linię, publikują wypowiedzi ludzi, którzy postanowili nie jechać do domów. Ale to na nic. Takich ludzi jest garstka. Większość Chińczyków myśli sobie inaczej. W te święta trzeba być w domu. I nic innego się nie liczy.
Nie bez znaczenia ta pogoda jest i dla gospodarki chińskiej. Firmy nie otrzymują towaru na czas. Firmy kurierskie nie są w stanie dostarczyć przesyłek. Przykład z mojej firmy – zamawiałem dostawę pewnego produktu, który był nam potrzebny przed chińskim Nowym Rokiem. Usługa ekspresowa – trasa: Kanton – Szanghaj. Towar miał być w magazynie w ciągu dwóch dni. Wyruszył w podróż 26 stycznia, a dotarł do nas 31… I tak możemy się uważać za szczęściarzy, bo gdybym złożył zamówienie dwa dni później, to nikt by się nie podjął zadania dostarczenia.
Ech. Najlepsze jest zaś to, że w poniedziałek czeka mnie i Helenę podróż do jej miasta rodzinnego – do Hefei (tak, to właśnie jedno z tych zasypanych kompletnie miast). Nastawiam się na kilkudniową przeprawę. Opcja nie wybierania się nie wchodzi w grę – nie było jej w domu rok (ostatnia przerwa październikowa to dla niej praca, przy okazji wizyty naszej Prezydentowej w Szanghaju).
Byle zdążyć do 6 lutego – tego dnia jest witany Nowy Rok – 除夕 Chu Xi – Sylwester i przywitać 7 lutego 春节 Chun Jie – Święto Wiosny.
A potem oczekujcie Czytelnicy relacji w obchodów przywitania Nowego Roku. Ja po raz kolejny spędzę go po chińsku
Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
Odnośnik do wpisu będzie wyglądał tak:Szanghaj na minusie, czyli atak zimy
Podziękowanie
Friday February 01 2008, 2:44
Dział:
Chiny
Dziękuję Wszystkim, którzy – przy okazji konkursu na Blog Roku 2007 – oddali swój głos na “Zapiski z Państwa Środka“.
Blog zdobył- uznanie 31 osób! Do zakwalifikowania się do trzeciego etapu nie wystarczyło, ale jak na udział po raz pierwszy w tego rodzaju konkursie, to wynik jest obiecujący. Obiecujący, pod kątem przyszłorocznego konkursu!
Dziękuję także i tym, którzy przy okazji tego konkursu odnaleźli mój blog. Dziekuję Wam za wizyty i zapraszam do zaglądania tutaj raz na jakiś czas!
Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
Odnośnik do wpisu będzie wyglądał tak:Podziękowanie