2008 May

Zapiski z Państwa Środka

Szanghaj Tarn.Góry/Kraków

PrzeLOTem
Wednesday May 21 2008, 3:28
Dział: Chiny

Szybko zakończył się ‘powrót’ Polskich Linii Lotniczych na trasę do Chin.

Ile to trwało – dwa miesiące (na początku czerwca będzie ostatni lot)?

To będzie chyba niekwestionowany rekord. Ten niechlubny.

—–

Ten pomysł od początku nie miał rąk i nóg.

1. Wszystko załatwiane było na szybko włącznie z pozwoleniem na przelot nad terytorium Rosji. więc i Rosjanie pokazali nam, jak się negocjuje. LOT nie dostał zgody na przeloty na terytorium rosyjskim. Więc trzeba było latać dłuższą trasą, a to oczywiście podwyższa koszty takiego lotu.

2. Lot do Pekinu. Czy Panowie z LOtu wiedzą, kto lata do Chin? Bo z tego, co ja widzę, to ludzie z Polski latają do Chin głównie w interesach, a nie na wycieczki. A jeśli interesy, to Szanghaj, Kanton, Hong Kong. Ale nie Pekin.

3. Zatrudnianie chińskiego personelu. Szanowni Panowie i Panie z LOTu – chcieliście zatrudnić w Pekinie chiński personel. Stewardessy. Mamiliście obietnicami zatrudnienia i co z tego wyszło? Chińczycy – niedoszli Wasi pracownicy – nawet rozgoryczeni pisali o tym w internecie (linka nie podam, bo nie widzę takiego powodu).

Nie wstyd Wam? Przez Wasze działania (albo ich brak – zależy, jak spojrzeć) Polska straci w oczach Chińczyków. Wiem – macie to w poważaniu. Za takie pieniądze, jakie dostajecie można to mieć gdzieś.

Życzę dobrego samopoczucia.

A na wycieczkę do Chin polecam któregoś z konkurentów.


Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
Odnośnik do wpisu będzie wyglądał tak:PrzeLOTem


Trzęsienia
Monday May 12 2008, 2:43
Dział: Chiny

Mogą być różne. Mniejsze, większe. Dające się we znaki i takie, obok których się przechodzi nie zdając sobie z nich nawet sprawy. Tak. Trzesięnia ziemi są różne.

Dzisiaj, o godzinie 14.28, w prowincji Sichuan (czyt. Syczuan) miały miejsce wstrząsy o sile 7.8 w skali Richtera.

Wstrząsy dały się odczuć także i w Szanghaju. M.in w biznesowej dzielnicy Pudong ewakuowano ludzi z budynków biurowych. Na szczęscie w Szanghaju obyło się bez ofiar.

Tak się składa, że ja o tej godzinie akurat wsiadałem do taksówki, więc niczego nie poczułem – przebijanie się rozkopaną drogą to zawsze przynajmniej 8 w skali Richtera.

I nawet bym pewnie nie wiedział aż do wieczornych wiadomości, gdyby Helena nie dała mi znać. Poczuła zawroty głowy. A chwilę potem do biura weszła osoba z administracji pytać się, czy ktoś nie poczuł mdłości lub zawrotów głowy, bo właśnie miało miejsce trzęsienie ziemii.

Poniżej poglądowa mapka na obszar, gdzie miało miejsce trzęsienie ziemii:


grafika: http://news.xinhuanet.com/photo/2008-05/12/content_8151518.htm

—– —– —– —–
Aktualizacja z 13 maja.

Liczbę ofiar wczorajszego trzęsienia ziemii szacuje się na ponad 9 tysięcy osób.

Kilka zdjęć z różnych regionów dotkniętych kataklizmem. Od lewej:

  • Chonqing (czyt. Czun(g)-cin(g)) – zniszczona szkoła,
  • Chengdu (czyt. Czen(g)-du – dworzec kolejowy,
  • Gansu – ewakuowani pacjenci szpitala.

  • Zdjęcia pochodzą ze strony: http://news.sina.com.cn/z/photo/06/08earthquake/


    Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
    Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
    Odnośnik do wpisu będzie wyglądał tak:Trzęsienia


    Weekend nad jeziorem ze ślubem w tle.
    Sunday May 04 2008, 12:20
    Dział: Chiny

    Korzystając z zaproszenia znajomych, wybraliśmy się z Heleną do Hangzhou. Miejscowość ta, leżąca nieopodal Szanghaju (1.5-2.5 godziny pociągiem) słynie z jeziora znanego w całych Chinach.

    Nie była to moja pierwsza wizyta w tym mieście, ale jedna z niewielu, kiedy mogłem się wybrać do tego miasta z założeniem tyle prostym, co miłym – odpocząć. Tak się bowiem złożyło, że wybraliśmy się z okazji zaślubin naszych znajomych – Johna i Beaty. Pary niezwykle sympatycznej, z którą znamy się i lubimy.

    Samo wesele to oczywiście chiński styl, w najdroższym chyba hotelu w okolicy. No ale wyjścia nie było, bo John to taki pół-Amerykanin już niemal – Chińczykiem jest z krwi i kości, ale 13 lat temu wywiało go do Stanów, gdzie mieszka i prowadzi z powodzeniem własną firmę. John ma lat 40, na które to lata wcale nie wygląda. Beata zaś, mimo iż pracowała w Szanghaju przez ostatnie lata, to pochodzi właśnie z Hangzhou. Tyle więc w kwestii miejsca tej ceremoni i bohaterów tego dnia.

    Przyjechaliśmy do Hanzgzhou pociągiem-strzałą (mknie i 180km na godzinę) w niecałą godzinę i 20 minut. W sobotę. Chwila była na doprowadzenie się do wyglądu odpowiedniego i już wybierać się trzeba było na wesele.

    Sama uroczystość bardzo miła – choć ludzi multum, to nawet całkiem niezła atmosfera, co jest o tyle utrudnione, że im ludzi więcej, tym trudniej o zażyłą atmosferę.

    Tym, którzy nie wiedzą, jak takie uroczystości w Chinach wyglądają, to słowem wyjaśnienia. Zapomnijcie o zabawie do białego rana. Że już nie wspomnę o poprawinach. Czas to pieniądz. I pieniądz to czas ;-)

    Więc wesele chińskie to zazwyczaj trzy, cztery godziny w restuaruacji lub w hotelu. Krótka ceremonia prowadzona przez wodzireja, który to przedstawia Państwa Młodych, ich rodziców, jakiś quiz, krótka zabawa i tyle. Potem to już jedzenie, picie, i młoda para, która krąży od stolika do stolika pijąc toast z gośćmi. Tutaj przydają sie drużbowie, którzy powinni przejmować w najważniejszych momentach obowiązki picia. A dokładniej – drużba Pana Młodego powinien hamować co bardziej rozochoconych gości, którzy na jednym łyku wina zakończyć by nie chcieli. Dodać trzeba – wszystko odbywa sie w miłej atmosferze, nikt wstawiony nie chodzi. Jeśli już, to tylko lekko zakręcony ;-)

    Jak więc widać, wesele w wersji chińskiej jest takim weselem w pigułce – jeśli przykładać miarę polską. Tym niemniej, jeśli towarzystwo przy stoliku dopisze, to i ciekawą imprezą być może. Takim też była ta uroczystość.

    —–

    Po samej zaś uroczystości, gdy godzina jeszcze była młoda – wybraliśmy się z Heleną na ‘zakupy’. Z tym kupowaniem to żartuję, choć samo miejsce jak najbardziej się do tego celu nadaje – pamiętałem je z wcześniejszego wyjazdu, kiedy to trafiłem na to miejsce zupełnie przypadkowo, włócząc się uliczkami.

    —–

    W niedzielę zaś, kiedy to Państwo Młodzi jeszcze pewnie spali znużeni dnim wczorajszym i całą tą gorączką związaną z przygotowaniami, wybraliśmy się z Heleną nad Jezioro Zachodnie. I pochwalić aż się trzeba – obeszliśmy je całe.

    Ubawiła mnie setnie Helena, gdy w którymś momencie trafiliśmy na tłum gapiów wypatrujących na drzewie wiewiórkę. Stworzenie to musiało się czuć pewnie nieswojo, mając świadomość, że pod drzewem zebrał się liczny tłum krzyczących i pokazujących je rękoma. Helena skwitowała to krótkim – “Łazienki w Warszawie są lepsze.”

    Także i pod tym względem, że ludzi znacznie mniej. Oto dwa zdjęcia pokazujące, jak zaczynaliśmy ‘wycieczkę’:

    oraz jak kończyliśmy:

    Oczywiście i dla tych, którzy chodzić nie przywykli, znajdzie się też coś ciekawego:

    A jeśli już ktoś sił nie ma ani na spacer, ani na pływanie – wtedy pozostaje siąść na brzegu i podziwiać jezioro w całej okazałości. Oczywiście najpierw za to miejsce siedzące zapłacić trzeba ;-)


    Jeśli podoba Ci się ten wpis, uważasz go za ciekawy - 'zalinkuj' do niego.
    Jak to zrobić? To proste - przekopiuj poniższy kod (CTRL+C) a następnie wklej go (CTRL+V) na swojej stronie
    Odnośnik do wpisu będzie wyglądał tak:Weekend nad jeziorem ze ślubem w tle.