Wpisy Komentarze

Zapiski z Chin » Chiny » Shenzhen i HongKong turystycznie.

Shenzhen i HongKong turystycznie.

Przy okazji tegorocznych obchodów Chińskiego Nowego Roku, wraz z rodziną wybraliśmy się do Hongkongu. Była to nasza pierwsza wizyta, którą odbyliśmy w tym mieście z córkami. Początkowo plany wyglądały zupełnie inaczej. Mieliśmy spędzić kilka dni w Tajlandii, gdzie zarezerwowaliśmy już hotel i lot. Jednak wkrótce zmieniliśmy zdanie. Na początku stycznia doszło do wydarzenia, które skomplikowało nasze plany – w Tajlandii uprowadzono mniej znanego młodego chińskiego aktora, którego dziewczyna nagłośniła sprawę w chińskim internecie. Dzięki temu aktor został odnaleziony i uratowany przez tajską policję, a następnie przekazany stronie chińskiej i bezpiecznie wrócił do kraju. Niestety, tego typu porwania zdarzają się coraz częściej. Chińczycy są porywani w Tajlandii, a następnie przewożeni przez granicę do Birmy, gdzie trafiają do tzw. scam center, czyli centrami zajmujących się oszustwami. Tym razem ofiarą padł aktor, a jego dziewczyna wykorzystując moc mediów społecznościowych nagłośniła sprawę, wywołując duże poruszenie. To wydarzenie wpłynęło nie tylko na nasze plany wakacyjne, ale także na plany setek, jeśli nie tysięcy Chińczyków, którzy w Chiński Nowy Rok zrezygnowali z wyjazdu do Tajlandii. Znam osobiście dwie rodziny, które odwołały swoje wyjazdy. My również odwołaliśmy nasz wyjazd, tym bardziej, że nasze loty chińskimi liniami lotniczymi China Eastern zostały odwołane. Nie mieliśmy już czasu ani siły na szukanie innych dogodnych połączeń.

Zamiast tego wybraliśmy się na południe Chin. Zaczęliśmy od Shenzhen, z którego zamieściłem kilka nagrań na moim koncie na Twitterze, tutaj zaś podzielę się kilkoma wrażeniami.


Shenzhen

Shenzhen robi wrażenie nie tylko jako stolica chińskiej elektroniki (mieści się tam zagłębie chińskich firm technologicznych), ale także jako centrum rozwoju. Shenzhen, ze względu na swoje położenie obok Kantonu (Guangzhou) i Dongguan, jest zapleczem produkcyjnym dla wielu sektorów. Centrum rozwoju technologicznego jest natomiast Hangzhou, położone bliżej Szanghaju (to tam swoją firmę, Alibaba, zakładał Jack Ma. O Jacku pisałem tutaj:.

Podróż pociągiem z Szanghaju do Shenzhen trwa około 7,5-8 godzin. Nie narzekaliśmy, mieliśmy okazję na drzemkę, obejrzenie filmu czy poczytanie książek. I o ile większość moich lektur dotyczy łańcucha dostaw, zarządzania ryzykiem i zamówień publicznych, to lubię sięgać i po mniej ‘zawodowe’ książki 🙂

To akurat jeden z mniej znanych dworców kolejowych w Szanghaju: Dworzec Południowy (bardziej znane są czy to Dworzec Główny, zwany po prostu Dworcem Szanghaj, czy też Dworzec Hongqiao połączony z lotniskiem Hongqiao)

W Shenzhen spędziliśmy kilka udanych dni. Pogoda dopisała, a miasto, ku naszemu zaskoczeniu, okazało się … puste. Nie przeszkadzało nam to, wręcz przeciwnie, mogliśmy spokojnie zwiedzać bez tłumów, które zazwyczaj pojawiają się w Chiński Nowy Rok. Być może większość ludzi uważa Shenzhen za miasto nieturystyczne – nie mam zamiaru ich z tego przeświadczenia wyprowadzać, ponieważ mam nadzieję jeszcze tam wrócić z rodziną.

Co warto zobaczyć w Shenzhen? Miasto to, choć położone rzut beretem od Hongkongu, w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat rozwinęło się z wioski rybackiej w niemal futurystyczną metropolię, ale nie będę polecał tej nowoczesnej odsłony (może kogoś zainteresuje – ja nowoczesne Chiny oglądam na co dzień). Polecę natomiast dwa miejsca, gdzie można trochę odsapnąć od wielkomiejskich klimatów. Szczególnie polecam plażę – piaszczystą i zadbaną, idealną dla osób na które kojącą działa widok morskich fal.

Żółty piasek, niebieska woda i niebo – czego można oczekiwać więcej w styczniu 😉
Tu widok z innego ujęcia na plażę.
Niektóre z atrakcji dla chętnych i zmęczonych siedzeniem na plaży.

Dla tych zaś, którzy lubią spacery polecę park Lianhuashan – i zachęcam do spaceru na szczyt niewielkiego wzgórza, ze szczytu którego rozpościera się widok na miasto. Na miasto zaś, na tym właśnie wzgórzu, spogląda Deng Xiaoping – jego olbrzymia figura w pozie leninowskiej przypomina o historii tego miasta – wszak bez Denga być może dalej byłoby jedynie rybacką wioską.

Widok na część Shenzhen – robi kolosalne wrażenie, tym większe, im dłużej myśli się o tym, jak niesamowicie szybko urosło to miasto.
A to pan, bez którego być może Shenzhen nie wyglądałoby tak, jak dziś wygląda i dalej pozostawało niewielkę wioską rybacką.

Nie będę rozwodził się nad znakomitym jedzeniem, które dla niektórych może wydawać się nieco mdłe. Kuchnia kantońska jest zdecydowanie łagodniejsza od syczuańskiej czy hunańskiej, ma jednak liczne grono wielbicieli a i ja ją całkiem lubię.

To akurat śniadanie – część już skonsumowana, na część w dalszym ciągu czekamy. Lekkie i znakomite w smaku a do tego chińska herbata. Takie śniadania na południu Chin są dosyć częste.
A tu jeden z lokalnych specjałów (konsumowany na plaży w Shenzhen, czyli pieczone gołębie. Znakomity smak!

Z uwagi na fakt, że był to wyjazd rodzinny to odwiedziliśmy również kilka typowo turystycznych miejsc, m.in. Window of the World, park rozrywki z miniaturami znanych zabytków z całego świata. Można tam zobaczyć repliki piramid, Wieżę Eiffla czy Koloseum. Park ma już swoje lata i widać w nim upływ czasu.

Tej budowli nie trzeba przedstawiać. Śmiech wzbudzają jedynie te sztuczne kwiaty 🙂

W Chinach często obserwuje się tendencję do inwestowania w nowe obiekty, które z czasem tracą swój blask. Podobne zjawisko zauważyłem w Muzeum Nauki i Techniki w Szanghaju, które odwiedzałem z córkami przez osiem lat. Początkowo muzeum było zadbane, ale z czasem coraz więcej eksponatów było zepsutych (przyznaję – nie byłem tak od kilku lat, więc może coś się zmieniło). To samo zresztą dzieje się z chińskimi osiedlami, stąd też ja zawsze ze spokojem podchodze do tych wychwalających chińskie inwestycje w nowe budynki i porównywanie tychże z tymi na Zachodzie. Poczekajmy kilka dekad, i zobaczymy, jak te chińskie będą wyglądać. To samo tyczy się dworców kolejowych czy lotnisk.

Jak to powiedział kiedyś były premier Polski: mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna a jak kończy.

Ja to sparafrazuję – kraj poznaje się nie po tym, jak to co buduje wygląda zaraz po wybudowaniu, ale po tym, jak wygląda i jak jest zadbane po kilku dekadach.

Wracając zaś do naszego zwiedzania – w Window of the World widać ten upływ czasu i utratę pierwotnego blasku, choć dla rodzin z dziećmi w wieku szkolnym i przedszkolnym park nadal jest ciekawym miejscem.

Drugim miejscem, które polecam, jest China Folk Cultural Village, położona niedaleko Window of the World. Można tam zapoznać się z chińską kulturą, chińskimi mniejszościami i architekturą z różnych regionów Chin.

To akurat miniatura – ale robi niesamowite wrażenie dopracowaniem detali.
I jeszcze jednak miniatura – podoba mi się takie przechadzanie pomiędzy nimi.

Zamiast zwiedzać całe Chiny, można to zrobić w ciągu jednego popołudnia lub dnia 😉 Jedynym minusem są tłumy, ale poza chińskimi świętami powinno być luźniej. Na koniec dnia można obejrzeć wieczorny występ – jest naprawdę świetny, choć być może odrobinę zbyt kolorowy, ale wiadomo: de gustibus non est disputandum.


Hong Kong

Po kilku dniach w Shenzhen pojechaliśmy pociągiem do Hongkongu. Sama podróż trwa krótko, ale formalności na granicy zajęły nam około godziny. W Hongkongu, gdzie dotarliśmy w trakcie Chińskiego Nowego Roku, zaskoczyła nas masa ludzi. Wygląda na to, że wszyscy, którzy planowali wakacje w Shenzhen, wybrali Hongkong. Mieliśmy szczęście, bo nasz hotel miał taras z widokiem na Zatokę Wiktorii, gdzie odbywał się pokaz sztucznych ogni. Za niewielką opłatą mogliśmy podziwiać przeszło 20-minutowy pokaz fajerwerków.

Hong Kong w nocy wygląda olśniewająco – za sprawą świateł
To akurat collage z pokazu fajerwerków. Całe przedstawienie trwało ponad 20 minut, więc jak sobie możecie wyborazić te obrazy to zaledwie ułamek tego, co można było zobaczyć.

Tu możesz zobaczyć widok na Zatokę Wiktorii na chwilę przez rozpoczęciem noworocznego pokazu fajerwerków

https://x.com/wojtek_china/status/1884999613389865210


W Hongkongu rzuciło mi się w oczy kilka rzeczy:

Po pierwsze:

Nadal można tam płacić gotówką, co jest zaskakujące, biorąc pod uwagę, że w Chinach płatności elektroniczne zdominowały rynek. W Hongkongu płaciliśmy gotówką w sklepach, restauracjach i kawiarniach (i nigdy nie było problemu z otrzymaniem reszty), a jedynie hotel opłaciliśmy kartą.

Tego pana nie trzeba przedstawiać. Zawsze ma wejście smoka 🙂

Po drugie:

Hongkong jest stosunkowo drogi. Do tej pory uważałem Szanghaj za jedno z najdroższych miast w Chinach, ale Hongkong kazał mi przemyśleć moje zdanie 😉 Ceny żywności w restauracjach są wysokie, a jakość często nieadekwatna do ceny – do tego zaskakujące była wysokość dodatkowej opłaty noworocznej: choć zazwyczaj wynosiła 10%, to były i miejsca, gdzie życzono sobie 30%.

Hong Kong to także charakterystyczne grube filiżanki. Kawa w nich wyjątkowo smakuje 😉

Hotele, choć tradycjnie drogie w Chiński Nowy Rok, są porównywalne cenowo z Szanghajem (choć nie porównuję tu w przeliczeniu na metr kwadratowy – te w HongKongu są po prostu mniejsze, co jest zrozumiałe zważywszy na ograniczony obszar).

Po trzecie:

Sektor bankowy. Hongkong, niegdyś mocne centrum finansowe, rozczarował mnie. Umówiłem się na spotkanie w międzynarodowym banku, ale okazało się, że nie da się zrealizować moich oczekiwań. Chiński oddział tego samego banku byłby w stanie to zrobić. To rozczarowujące, biorąc pod uwagę, że Hongkong słynął z otwartości na biznes. Narzekałem na chińskie banki, ale okazuje się, że są nawet bardziej elastyczne niż banki działające w Polsce (a dokładniej jeden z banków działających w Polsce).

Po czwarte:

Choć miasto niewielkie, to jednak ze zględu na swoje położenie powoduje, że jeśli ktoś chce pospacerować, to po całym dniu chodzenia poczuje to w nogach 😉 Podczas wizyty w jednym z parków miałem wrażenie, że zwiedzamy go na wielu różnych piętrach – stąd też żartowaliśmy, że gdyby opisywać jego wielkość w metrach, to trzeba by podać nie w m2 a w m3 (dodając, ile jest poziomów 😉 ).

Jeden z wszechobecnych wieżowców – ten akurat zaintrygował mnie swoją bryłą.

Kilkudniowy pobyt w HongKongu zakończyliśmy tak, jak zaczeliśmy nasz wyjazd: na dworcu kolejowym, gdzie po przejściu odprawy paszportowej zasiedliśmy w pociągu który zabrał nas z powrotem do Szanghaju (tak, to było ponownie 8 godzin jazdy).

— —

Jeśli ktoś kiedyś zastanawiałby się nad tym, czy warto zobaczyć te dwa miasta: polecam. Szczególnie, jeśli wybieracie się z dziećmi (na pewno nie będą się nudzić).

Napisal

Od 2005 w Chinach, gdzie mieszkam, pracuję, obserwuję i piszę :-)

Wpis z kategorii: Chiny · Tagi: , , , , , , ,