Wpisy Komentarze

Zapiski z Chin » Chiny » Tajwan a Wenezuela

Tajwan a Wenezuela

Przy okazji brawurowej akcji przeprowadzonej w sobotę 3 stycznia przez armię USA w Wenezueli oraz uprowadzenia i aresztowania tamtejszego prezydenta, znowu pojawił się w internecie wysyp komentarzy pokazujących niezrozumienie podejścia Chin do tematu Tajwanu.

Pojawiają się głosy, że Chiny mają teraz rzekomy pretekst do zajęcia wyspy – bo jeśli prawo międzynarodowe nie obowiązuje, a liczy się jedynie prawo silniejszego, to lepszego pretekstu nie potrzebują aby teraz właśnie zająć Tajwan. Albo że mogłyby się pokusić o lustrzaną akcję, czyli uprowadzenie prezydenta Tajwanu.  

Takie teorie są moim zdaniem nieuprawnione i dowodzą niezrozumienia środków i celów, jakimi w stosunku do Tajwanu kierują się Chiny.

Poniżej kilka argumentów.

Deklarowanym celem Chin jest pokojowe zjednoczenie z Tajwanem.

Tak, Chiny nie wykluczają użycia siły, ale moim zdaniem ciągłe akcentowanie przez zachodnie media tego akurat fragmentu gdzie mówią o „użyciu siły” samo w sobie jest pewnym uproszczeniem. Chiny uciekną się do rozwiązania siłowego tylko w jednym wypadku (oficjalnie trzech, ale ten jest główny): jeśli Tajwan oficjalnie ogłosi niepodległość. W przeciwnym razie będą robić to, co robią od lat – uzależniać Tajwan gospodarczo i budować swoje wpływy na wyspie.

Hasło na budynku: “Chiny, nie może brakować ani kawałka”

Co więcej, Chiny nie są już “ubogim krewnym” – społeczeństwo chińskie rozwija się i bogaci, więc miałoby Tajwanowi co zaoferować (jeśli pamiętacie, to z tych samych powodów twierdziłem, że Rosja np w konflikcie z Ukrainą nie ma jej nic do zaoferowania – bo nie ma do zaoferowania chociażby sukcesów gospodarczych na miarę Chin). Jak to Azjaci, Tajwańczycy są bardzo pragmatyczni koniec końców liczą się dla nich rodzina, pieniądze oraz święty spokój. To wszystko mogłyby zapewnić im Chiny.

No tak – powiecie – ale jeśli nawet przyjąć taką argumentację do wiadomości, to powstaje pytanie: dlaczego chińskie władze, z Xi Jinpingiem na czele, wciąż mówią o niewykluczaniu siły? Moim zdaniem wynika to z tego, że muszą dopieścić całkiem sporą grupę mieszkańców Chin, dla których działania Pekinu wobec wyspy mogą wydawać się zbyt miękkie. Taka narracja działa na nich uspokajająco.

Atak lub uprowadzenie prezydenta spowodowałoby nieodwracalne odwrócenie się wahających się Tajwańczyków.

Jeśli docelowo ma być pokojowo, a Tajwan miałby w przyszłości funkcjonować w ramach „jeden kraj, dwa systemy”, Pekin nie może sobie pozwolić na zrażenie do siebie tamtejszego społeczeństwa.


Mapa miejsca turystycznego w Chinach, znanego z tego, że znajduje się najbliżej Tajwanu (68 mil morskich).

USA nie miały takich ograniczeń w Wenezueli. Los tego kraju i jego mieszkańców jest dla nich drugorzędny – liczą się wyłącznie amerykańskie interesy: dominacja na zachodniej półkuli, ropa i (dobrze sprzedające się PR-owo) ograniczenie przemytu narkotyków. Nawet gdyby prezydent Wenezueli był lubiany, a jego uprowadzenie wywołało oburzenie, Ameryka i tak by to zrobiła, bo tu nie chodzi o zjednoczenie czy poprawę losu Wenezuelczyków. W przypadku Chin i Tajwanu jak widać argumentacja jest na zupełnie innym poziomie – nie chodzi o surowce, nawet nie chodzi o przewodniki (których USA gorączkowo starają się zapewnić produkcję w USA), nie chodzi o żaden “piar”.

Możliwości operacyjne Pekinu

Warto odnieść się także do opinii, jakoby Chiny nie były w stanie przeprowadzić tak „koronkowej” akcji jak Amerykanie. Wiemy z doniesień medialnych, że USA szykowały się do niej przez wiele miesięcy, posiłkując się – według pogłosek – „kretem” w bliskim otoczeniu Nicolasa Maduro.

Czy Chiny byłyby zdolne do podobnego wyczynu? Moim zdaniem – tak. Skąd to przekonanie? Pekin od LAT przygotowuje się na różne scenariusze, choć w zalewie informacji mamy tendencję do zapominania o tym, co działo się kilka miesięcy temu, żeby już nie powiedzieć, że nie pamięta się o tym, co było w wiadomościach lata temu.

Kto pamięta doniesienia o potężnej makiecie centrum Tajpej z Pałacem Prezydenckim, którą Chińczycy zbudowali w Mongolii Wewnętrznej? To nie park rozrywki, lecz poligon do ćwiczenia różnych wariantów – w tym zapewne i takiego, który zakłada akcję podobną do tej z Caracas. Po drugie: co jakiś czas na Tajwanie wykrywane są osoby dostarczające wrażliwe dane Pekinowi. Zaledwie w zeszłym roku Tajpej skazało cztery osoby za zdradę; trzy z nich działały w ścisłym otoczeniu prezydenta Tajwanu. Możemy się tylko domyślać, jakie informacje przekazywały.

To wystarczy, by przynajmniej brać na serio pod uwagę, że Chińczycy mają techniczne możliwości przeprowadzenia takiej akcji, lecz z powodów politycznych nie chcą ich wykorzystywać, o ile nie zostaną do tego zmuszeni.


Podsumowując: Chiny nie kierują się żadnym „oknem pogodowym”, które rzekomo akurat teraz się przed nimi otworzyło. Pamiętacie, jak po agresji Rosji na Ukrainę pojawiły się komentarze rozgrzanych internautów, że „teraz to Chiny na pewno zaatakują”? Albo przy podchodach USA pod Grenlandię – że to da zielone światło Pekinowi? Chiny nie potrzebują takich pretekstów, bo tu nie chodzi o usprawiedliwianie się przed światem. Dla Chin – co konsekwentnie powtarzają – to kwestia wewnętrzna – fakt, którego wielu komentujących uparcie nie chce przyjąć do wiadomości, ale jeśli przyjmiecie taką optykę, to zrozumiecie, dlaczego Chiny nie ‘wykorzystują’ okazji, które się ‘pojawiają’ – te ‘okazje’ po prostu nie są równorzędne w rozumieniu Pekinu.

Napisal

Od 2005 w Chinach, gdzie mieszkam, pracuję, obserwuję i piszę :-)

Wpis z kategorii: Chiny · Tagi: , , , , , ,

1 komentarz do wpisu: "Tajwan a Wenezuela"

  1. stas says:

    No i jak widać, bez głębszej nawet znajomości działań/ manipulacji politycznych , że jest to gra budująca ciągle negatywną opinię o przeciwniku i jedna z taktyk, już bezpardonowych, pokazujących światu kto i co się tak na prawdę liczy.
    Z perspektywy zwykłego obserwatora, a może tylko osoby żyjącej tu i teraz z jakimś już bagażem życiowym świat zwariował; niestety na wielu płaszczyznach.
    I tak patrząc z perspektywy tylko naszej codziennej rzeczywistości dochodzimy do granicy absurdu i totalnej głupoty.