Między siatkarskim triumfem a wizerunkową wpadką

Czyli jak Tomasz Fornal „odkrył” chińskie “slumsy”…

Ostatnia wygrana polskiej ekipy w VNL, czyli Siatkarskiej Lidze Narodów, nie przeszła w Chinach bez echa. Finał tych zawodów odbył się w Ningbo, portowym mieście w prowincji Zhejiang. Siatkówka w Państwie Środka cieszy się sporą popularnością – kobieca drużyna należy do najsilniejszych na świecie, a i panowie radzą sobie całkiem nieźle. Zupełnie inaczej niż w piłce nożnej, gdzie rodzimy futbol od lat zmaga się z głębokim kryzysem (podobnie zresztą jak u nas).

Polska reprezentacja cieszyła się sympatią chińskich fanów, co było widać podczas naszych meczów. Super – mogłoby się wydawać, w końcu każda promocja Polski za granicą to świetna sprawa. Wszystko byłoby w porządku, gdyby jeden z wyróżniających się graczy naszej zwycięskiej drużyny, Tomasz Fornal, nie nagrał vloga, w którym popisał się sporym brakiem taktu, po raz kolejny dowodząc, że sportowcom nie zawsze służy zabieranie głosu na każdy temat.

Zdjęcie pochodzi ze strony Volleyballworld.com

Tomasz podzielił się w materiale swoimi przemyśleniami na temat okolic hotelu, w którym zamieszkali w dzielnicy Beilun. To typowo przemysłowa, portowa strefa – to tutaj ulokowany jest jeden z największych portów na świecie, skąd w świat wypływają dziesiątki tysięcy kontenerów. Dzielnica ta jest mi bardzo dobrze znana: mam tutaj kilkunastu dostawców, więc siłą rzeczy często tu bywam, a część moich pracowników ma tu swoje domy. W nagraniu Tomasz poruszył wiele wątków. Problematyczne dla obcokrajowców korzystanie z chińskich aplikacji – faktem jest, że nie zawsze są one intuicyjne i można napotkać trudności. Plucie na ulicach – choć zdecydowanie rzadsze niż przed laty – wciąż sporadycznie się zdarza, więc i w tej kwestii nie mam uwag do zwrócenia na to uwagi. Ale nazywanie bocznej uliczki „slumsami” czy twierdzenie, że po godzinie 22 jest tam niebezpiecznie – to po prostu nieprawda.

Te ocenne i mijające się z prawdą wypowiedzi obnażają problem odpowiedzialności w komunikacji medialnej osób publicznych. Prawo do subiektywnej opinii jest bezdyskusyjne, jednak istnieje granica między wrażeniami a stygmatyzowaniem przestrzeni. Nazwanie standardowej, bezpiecznej chińskiej bocznej ulicy „slumsami” to poważne nadużycie. Co więcej, twierdzenie, że w chińskich miastach – takich jak Ningbo – jest po zmroku niebezpiecznie, stoi w sprzeczności z faktami. Statystyki oraz codzienne realia pokazują, że Chiny należą do krajów o niezwykle niskim wskaźniku przestępczości ulicznej. Głównym wyzwaniem w przestrzeni publicznej bywa co najwyżej szaleńczy ruch skuterów spieszących się kurierów, a nie zagrożenie ze strony przestępców.

Podobne wypowiedzi znanych postaci łatwo prowadzą do nieporozumień wizerunkowych. Gdyby sportowiec o sporej rozpoznawalności odwiedził Polskę i publicznie nazwał jedno z osiedli slumsami, twierdząc, że po zmroku strach tam wychodzić, wywołałoby to naturalny sprzeciw opinii publicznej. Sportowcy tej rangi zazwyczaj mogą liczyć na zaplecze medialne i doradztwo w zakresie wrażliwości kulturowej, aby unikać niepotrzebnych skandali. Brak refleksji nad tym, jak odbierane są słowa rzucane „na luzie”, skutkuje łatwym szkodzeniem wizerunkowi własnego kraju.

Warto również przyjrzeć się reakcjom komentujących w Polsce. Część publicystów zignorowała ten nietakt sportowca, skupiając się wyłącznie na krytyce lokalnych reakcji i tłumacząc oburzenie chińskich internautów (samo w sobie czasem zbyt emocjonalne) rzekomym sterowaniem ze strony państwowego aparatu propagandowego. Jest to spore uproszczenie.

Dla obiektywizmu warto zadać proste pytanie: czy na przykład podczas masowych protestów polskich kibiców przeciwko kontrowersyjnym wypowiedziom rosyjskiego siatkarza Aleksieja Spiridonova polskie państwo sterowało tym gniewem? Oczywiście, że nie – była to spontaniczna reakcja ludzi dotkniętych brakiem szacunku.

Przypisywanie każdej negatywnej reakcji chińskich obywateli odgórnej propagandzie to leniwy schemat myślowy. Emocjonalna reakcja w chińskiej sieci była efektem autentycznego poczucia oburzenia na krzywdzące określenia. Skala tego zjawiska dotyczyła znikomego ułamka populacji, podczas gdy w Polsce analogiczne burze w mediach społecznościowych angażują znacznie większe grono odbiorców.

Warto zachować proporcje i pamiętać, że odpowiedzialność za słowo dotyczy każdego – a szczególnie osób reprezentujących Polskę na arenie międzynarodowej.

5 thoughts on “Między siatkarskim triumfem a wizerunkową wpadką”

  1. No cóż tu się nakłada kilka ważnych spraw, bo:
    1. szokujące jest dla mnie otaczanie kultem sportu i naszych sportowców- ostatecznie ludzi którzy niekoniecznie grzeszą nadmiarem intelektu- zresztą kto takiemu “geniuszowi” zawrócił w głowie
    2. ciągle “inwestujemy” w to tak olbrzymie pieniądze,że głowa boli co z tego wynika- obciach wychodzi za obciachem
    3. afery i aferki sportowe i około sportowe chyba wszystkim uświadamiają – gdzie tu jest jeszcze sport i szlachetna rywalizacja 🙂
    4. w ogóle jest jakiś totalny trend, że autorytetami się stają jacyś sportowcy, jakieś gwiazdy i zwyczajni koniunkturaliści typu influencerów
    A tak dla pewnie tworzenia dobrego wizerunku Polski- ci nasi “sportowcy” powinni przed takim wyjazdem być przeszkoleni z kultury danego kraju- no cóż wykształcono w nich , że sami z siebie są cudowni- tylko co z takiego występu ma przeciętny obywatel? To tak, żeby nie przypomnieć, że dostęp do infrastruktury sportowej , np. korzystania z bezpiecznych basenów jest u nas – niestety- dla przeciętnej rodziny zbyt dużym wydatkiem

    Reply
  2. Stas-każda władza lubi sport i sportowców. Chleba i igrzysk muszą dostarczać, bo jeszcze by się ludzie czymś innym zainteresowali 🤣 Mnie to zatem nie dziwi. Ale dziwi, że wyglada na to, że nie mają jakiś szkoleń co gdzie wypada/nie wypada powiedzieć

    Reply
  3. No a mnie już nie dziwi chyba nic- jak się patrzy na serwowany sport i słucha działaczy, a może jeszcze lepiej jak się słucha o przepychankach i aferach finansowych , to wiadomo, że poziom jest “od góry” dno . Ot takie czasy- bicie piany i demonizowanie super sportowców i działaczy/ prezesów różnej maści- i takiemu się potem wydaje, że jak wyrocznia wydaje opinie i sądy.No i właściwie takie potem mamy autorytety!!!

    Reply
  4. Stas – no raczej nie demonizowanie, tylko promowanie 😉 Sluchac, i dzialaczy i sportowcow, nie ma po co – oni nie sa od gadania tylko od biegania/skakania/grania i zazwyczaj nic ciekawego, poza swoja dzialka, nie maja do powiedzenia. Tak, jak np aktorzy. Inna zas sprawa,ze kazde panstwo ich potrzebuje, bo jak wspomnialem dla ludu musi byc i chleb i igrzyska. Nie ma sie co denerwowac na rzeczywistosc 😉

    Reply
  5. “Czasy są niby duże, ludzie trochę mali.”
    No to najlepsza puenta tego o czym mówimy!!! Dla przypomnienia to z “Kartoteki” T.Różewicza 🙂

    Reply

Leave a Comment