O upadku starego świata: Odyseusz w Chinach.

W końcu udało się rodzinnie wybrać na najnowszy film Nolana, Odyseja (The Odyssey). Nie będę udawał, że znam jego dorobek jakoś wyjątkowo dobrze, kojarzyłem go do tej pory ze świetnego Batmana – mrocznego, nieupiększonego. I tę jego rękę widać też w ekranizacji dzieła Homera. Na tyle mocno odcisnął swoje piętno, że młodsza córka mniej więcej w połowie filmu wyszła, bo czuła się przytłoczona całą atmosferą. Swoją drogą, to ciekaw jestem także, jak chińska cenzura podziałała w tym przypadku i czy pousuwała jakieś drastyczne sceny. Tak czy inaczej – jak już wspomniałem – atmosfera filmu jest ciężka i jeśli macie 10-latka czy 10-latkę, to potraktujcie to jako ostrzeżenie.

Zanim o samym filmie i odbiorze dzieła Nolana w Chinach, to słów kilka ogólnych: kina w pierwszy oficjalny weekend wyświetlania w Chinach były napakowane. Wolne były, jeśli w ogóle, pojedyncze miejsca w pierwszych rzędach. My wybraliśmy się obejrzeć film w drugi weekend i dobrze zrobiliśmy, kupując bilety z tygodniowym wyprzedzeniem – wszystkie seanse na ten weekend w naszym osiedlowym IMAX-ie były wykupione. Być może takie obłożenie jest w normie w weekend, ale w pierwszy tydzień każdy dzień miał pełne (lub prawie pełne) obłożenie – podpytałem o to kasjerów w naszym kinie, stąd też to wiem. Kto w tygodniu może sobie pozwolić na pójście do kina na niemal trzygodzinny film – nie wiem, ale trochę zazdroszczę.

Zaryzykuję tezę, że film zdobył swoją renomę w Chinach nie dzięki nazwisku Nolana (większość Chińczyków nie zna go i nie przywiązuje do niego wagi – grunt, że widzą, iż film ukazuje się w kinach), ale – to może być tylko moje wrażenie – dzięki świetnemu wywiadowi, którego Nolan udzielił mało znanej Chince posługująca się pseudonimem Zhong Shu (na co dzień doktorantka filozofii politycznej w Boston College). Chińczycy byli pod wrażeniem jej wiedzy o tytułowym dziele, no ale też nie powinno to być zaskoczeniem – dziewczyna studiuje filozofię i powinna jakieś pojęcie o swojej działce mieć. Chinka zadawała Nolanowi ciekawe pytania (nie było znanej nam papki w stylu: „a dlaczego ten, a nie inny aktor?” albo „co pan myśli o dupie Maryny?”) i wywiad wypadł całkiem interesująco (dla znających angielski – tu możecie go sobie obejrzeć).

O samym filmie nie będę się tutaj rozpisywał – każdy musi go sobie sam zobaczyć. Ja wiem, że było sporo dyskusji u nas na temat doboru aktorów (typu obsadzenia czarnoskórej aktorki w roli Heleny Trojańskiej), ale nie chce mi się o tym pisać – jest jak jest, taki świat sobie tworzymy. To, co mogę napisać: na tyle, na ile pamiętam dzieło Homera, to film nie jest oczywiście wiernym w stu procentach odwzorowaniem, ale wizją artystyczną reżysera. Moim zdaniem nienajgorszą. Wizualnie prezentuje się znakomicie – niektóre kadry zapierają dech w piersiach. Widać, że w ten aspekt włożono wiele serca. Warty podkreślenia jest także dźwięk – muzyka znakomicie uzupełnia się z obrazem, choć – być może to kwestia głośności w naszym kinie – jest głośno! Naprawdę głośno (na tyle, że w kilku scenach fotele lekko wibrowały).

Skąd w Chińczykach takie zainteresowanie tym filmem? Nie będę ściemniał i pisał, że to z potrzeby kulturowego zainteresowania światem zachodnim, bo większości ten aspekt niespecjalnie interesuje. To po prostu znakomite kino ze świetnymi rolami (moim zdaniem najlepiej zagrana postać w filmie to Penelopa, w którą wcieliła się Anne Hathaway), z pięknymi zdjęciami. Choć pewnie jest i część widzów, która z zainteresowaniem spogląda na film, zastanawiając się nad jego przesłaniem – upadkiem „starego” świata i przybyciem “ludzi morza”. Są pewnie tacy, którzy nakładają na obraz filtr obecnych stosunków międzynarodowych i relacji między – pogódźmy się z tym faktem – w rzeczywistości dwoma jedynymi realnymi potęgami światowymi, czyli USA i Chinami, i zastanawiają się, kto jest Troją, a kto achajskim wojskiem Myken. Czy stary porządek naprawdę ulega zniszczeniu i co pojawi się na jego miejsce? I kto, jak Odyseusz, będzie wracał do domu latami, w obawie przed starym światem, którego już nie ma – tak jak i ludzi, którzy ten stary świat uosabiali?

To pytania, nad którymi warto się zamyślić – i to też jeszcze jeden z powodów, dla których – jeśli się wybieracie do kina – warto film zobaczyć w weekend. Dzięki temu będziecie mieli chwilę na przemyślenia, zanim w poniedziałek znów rzucicie się w bój prozy codziennego życia, budując ten nowy świat.

2 thoughts on “O upadku starego świata: Odyseusz w Chinach.”

  1. No film, u nas był komentowany na etapie powstawania – i takie ble ble – dobór aktorów i pieniądze i … Tak dyskusja jak odczytywać losy Odyseusza, może być ciekawa. Ale można poczytać recenzje i się zastanowić, jak się zachęca przeciętnego widza; powiedzieć, że ręce opadają to mało…
    No a obsada- np. Helena- to już w ogóle temat chyba do analizy stanu psychiki współczesności???
    Z tą głośnością – to chyba już w ogóle stało się normą, że przy projekcji każdego filmu jest to przytłaczające.
    Może się zdobędę na odwagę , żeby wysiedzieć tyle czasu w takim hałasie 🙂

    Reply
  2. Stas – ano widza zacheca sie tak, jak wymagaja tego czasy 😉 Przeciez gdyby zachecac jakimis glebszymi pytaniami czy myslami, to nikt by sie nie wybral tego filmu zobaczyc. Ostatni przyklad – impreza Prezydenta dla mlodych w Juracie – tez sa swojscy artysci (swoja droga to mi sie ‘podoba’ to zestawienie – latino i Chopin).

    Film warto zobaczyc, chociazby dla zdjec. Polecam zabrac jakies zatyczki – jak bedzie za glosno, to mozna uszy wtedy chronic 🙂

    Reply

Leave a Comment