Wpisy Komentarze

Zapiski z Państwa Środka » Wpisy archiwalne odzyskane » Opowieść wigilijna

Opowieść wigilijna

(wpis archiwalny – odzyskany bez komentarzy)

Tak oto został nawiązany kontakt z drugą stroną. Są. Istnieją. Jest ich całkiem sporo. Są starsi od nas. Mają cywilizację liczącą więcej lat, niż nasza. Znają nasz kraj takim, jakim ja go nie znam. Potrafią wyrecytować ?Inwokację? z ?Pana Tadeusza?. Znają poezję Kochanowskiego. Potrafią zaśpiewać tradycyjne polskie pieśni ludowe.

Kim są?

Nasza historia zaczyna się pewnego zimnego i ogólnie pochmurnego dnia, 21 grudnia roku 2005. Znajdujemy się właśnie w budynku konsulatu polskiego w Szanghaju. Jest godzina 15:45. Mała wskazówka nieuchronnie zbliża się do cyfry 4, podczas gdy duża sunie w kierunku liczby 12. W tarczy zegara odbija się w światło lamp, bynajmniej nie jarzeniowych. Nie takie znowu duże pomieszczenie zaczyna się powoli zapełniać osobami?

?
Witam pana, bardzo mi miło – osobnik ubrany w jeansy i czarny sweter/blezer/polar wyciąga dłoń do starszego Chińczyka. Ten uśmiecha się i nienaganną polszczyzną odpowiada: Dzień dobry. Miło mi poznać!
?

Tak właśnie wyglądało pierwsze nawiązanie kontaktu z drugą stroną. Osobnikiem odzianym w jeansy był niejaki Szymczyk Xiansheng, zamieszkały przy Zheng Su Lu, który dzień wcześniej bawił w ? Hmmm?

Mniejsza z tym. Ten fakt nic nie wnosi do wydarzeń, o których mowa. Tak więc było to wydarzenie, które zmieniło losy całego świata 😉 Oczywiście nikt o tym jeszcze nie wiedział w tamtej chwili, ale miało się to już wkrótce zmienić.

Była dokładnie minuta po godzinie szesnastej, gdy do sali wszedł starszy jegomość, Konsul Generalny RP w Szanghaju.

– Witam wszystkich Państwa bardzo serdecznie – tak mógł rozpocząć swe przemównienie pan Konsul. Nie jesteśmy dokładnie pewni, czy słowa te brzmiały właśnie w ten sposób, ale z całkiem dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że brzmiały właśnie tak.

Następnie nastąpiło przedstawienie celu owej wizyty: spotkanie pokoleniowe. Studenci polscy przebywający w tamtym czasie w Szanghaju oraz Chińczycy, którzy studiowali w Polsce.

Oddajmy głos jednemu z uczestników owego spotkania, obecnie 62 letniemu Wojciechowi Szymczykowi.

– Jak wspomina pan to spotkanie? Czy coś szczególnego utkwiło w pana pamięci?
– Hmmm. Niech pomyślę przez chwilkę. Czy było coś wyjątkowego. Ba! Żeby tylko jedno takie wydarzenie. Było ich multum. Pamiętam jak dzisiaj, gdy Konsul zaprosił zebranych do oglądania filmów prezentujących Polskę, wraz z moimi znajomymi strasznie się nudziliśmy. W końcu niczym nas te filmy nie mogły zaskoczyć. Na szczęście nasi chińscy przyjaciele byli najwyraźniej zainteresowani tymi prezentacjami, cały czas ?

– Czy czymś w szczególności? Coś ich szczególnie zainteresowało?
– Młody człowieku, nie wypada przerywać. Właśnie miałem przejść do tego. Otóż podobał im się Poznań. Wielu z nich studiowało tam w latach swojej młodości. Podziwiali także Gdańsk. Choć i inne miasta nie prezentowały się najgorzej.

– A jakieś śmieszne wydarzenie? Nie brakowało takich?
– Ha, oj nie brakowalo. Pierwsze z brzegu, które pamiętam. Po prezentacjach było tradycyjne dzielenie się opłatkiem. Pan Konsul usilował wyjaśnić cel i genezę tej tradycji. Ja pamiętam, że niemal dostałem wtedy ataku czkawki ze śmiechu, gdy po tych wywodach rozdano opłatki, starszy pan siedzący obok mnie, Chińczyk, obejrzał opłatek z jednej, z drugiej strony, po czym ? zjadł go 🙂 Tym niemniej życzenia sobie złożyliśmy.

?
– Panie przewodniczący, pan pozwoli tutaj. Wygłosi pan krótką mowę wraz z panem inżynierem – konsul zwrócił się do studenta, który miał swego czasu okazję bycia przewodniczącym komisji wyborczej i stąd się wziął jego tytuł: przewodniczący. Drugim ?tytułem? było określenie ?Szymczyk xiansheng?, które także zostało mu nadane przez Konsula, gdy swego czasu podarował pokaźnych rozmiarów bukiet kwiatów pewnej bardzo ładnej Chince zatrudnionej w Konsulacie. Od tego czasu ilekroć pojawiał się w Konsulacie, tym razem już bez kwiatów, Konsul nie mógł odmówić sobie przyjemności, żeby poinformować ową Chinkę o pojawieniu się ?Szymczyk xianshenga? bez bukietu kwiatów 🙂

– Wolałbym ? – najwyraźniej zaskoczony student usiłował wycofać się w bezpieczniejsze miejsce, ale ramię konsula dosięgło go i nie miał innego wyjścia, jak tylko szybko w myślach przygotować sobie treść przemówienia. Przydały się tu umiejętności nabyte przy okazji Debat Śląskich 🙂

?
– Pamięta pan tą sytuację? Chyba nie było panu wtedy do śmiechu?
– Ha,ha. W rzeczy samej. Zastanawiłem się, o co w ogóle chodzi. Nic takiego nie miało mieć miejsca, ale Konsulowi się nie odmawia. Więc wygłosiłem owo przemówienie. Nie było, taką mam nadzieję, tragiczne. Tak czy owak, było to krókie przemówienie – z rodzaju tych kurtuazyjnych. Jeszcze złożyłem wszystkim życzenia świateczne i noworoczne i ?

– I wtedy rozpoczęła się część mniej oficjalna?
– W rzeczy samej?

?
Była godzina 18, minut 20, może 30. Część oficjalna została zakończona. W tej właśnie chwili do pomieszczenia weszło dwóch kelnerów z tacami zastawionymi wszelakimi drinkami. Konsul wzniósł toast, którego treść nie zachowała się do dnia dzisiejszego, jednak z pewnością było to jeden z tych tradycyjnych toastów za przyjaźń między Polską a Chinami. Chwilę później zaprosił gości do sąsiedniego pomieszczenia, gdzie czekał poczęstunek – z rzeczy wartych wymienienia trzeba powiedzieć o polskim bigosie. Podobno udanym.

?
– Tak, bigos należał do tych wyjątkowo jasnych punktów kulinarnych. Trzeba przyznać, że był naprawdę świetny.
– Czy coś jeszcze się działo tego wieczoru? Oczywiście, oprócz dyskusji toczonych przy tym wspaniałym bigosie?
– Działo się, działo. Wspomnę jeszcze o śpiewaniu przez Chińczyków tradycyjych polskich pieśni ludowych. Robili to naprawdę nieźle. Ha. Śmieszna historia. Siedziałem wtedy obok kolegi z Polski i mówię mu: ?Słuchaj Grzesiek, coś mi mówi, że zaraz jeszcze nam każą śpiewać. Więc ja może pójdę rozejrzeć się za kolejnym piwem??
– I jak było? Wyciągali pana do śpiewania?
– Jakby pan zgadł. Już miałem wstawać i wymykać się z sali w poszukiwaniu piwa, gdy nagle zamarłem, bo jedna z Chinek stwierdziła, że teraz Polacy powinni coś zaśpiewać. I kto miał to zrobić?
– Szymczyk Xiansheng 🙂
– Ha, ha. No to mnie pan ma. Dokładnie. Simcik, bo tak wymawiali moje nazwisko, xiansheng. Wykręciłem się wtedy z tego śpiewania, bo byłby wstyd. Akurat tego dnia nie byłem wyspany, ze względu na pewien udany wieczór przy piwie ze znajomymi i głos miałem niezbyt nadający się do śpiewania?

?
Nie wiemy dokładnie, ile trwała część nieoficjalna. Ale były to okolice godziny 21. Przynajmniej dla Chińczyków, jak i dla większości polskich studentów. Tylko ?Simcik? xiansheng został dłużej. Zapewne przekonała go możliwość posiedzenia z Chińczykami pracującymi w konsulacie lub też piwo zaproponowane przez wicekonsula. A może jedno i drugie? 🙂

?
– Jeszcze tylko na koniec mamy do Pana prośbę. Jeśli możemy, oczywiście?
– Ależ proszę śmiało. W czym rzecz?
– Jeśli tylko chciałby pan coś przekazać osobom, które będą to czytać. Jakieś 37 lat temu. W roku 2005?
– Ach ta dzisiejsza technika. Człowiek ma 62 lata i do głowy by mu nie przyszło, że będzie składał życzenia w przeszłość. Ale z przyjemnością to zrobię. Tak, jak z prawdziwą przyjemnością robiłem to 37 lat temu 😉

Chciałbym Wam zatem wszystkim złożyć najserdeczniejsze życzenia udanych, spokojnych, ale i radosnych Świąt Bożego Narodzenia. Odpocznijcie przez ten czas – zapomnijcie na moment o całym bożym świecie.

W końcu kiedy to zrobić, jak nie w święta 🙂

Napisal

Od 2005 w Chinach, gdzie mieszkam, pracuję, obserwuję i piszę :-)

Wpis z kategorii: Wpisy archiwalne odzyskane · Tagi: , , , , , ,