Wpisy Komentarze

Zapiski z Państwa Środka » Chiny » Pisząc o Chinach

Pisząc o Chinach

Zrobiło się głośno o Chinach.

Czyżby podano jakieś dane ekonomiczne? A może informację o przejęciu przez firmę chińską jakiegoś giganta zachodniego? Nie. Nic z tych rzeczy. Tym razem o Chinach głośno przy okazji wydarzeń w Tybecie.

Nie będę pisał w tym wpisie o samych wydarzeniach w Lhasie.

Napiszę o moich wrażeniach – o tym, czego się dowiedziałem o Chinach, czytając wiadomości na polskim portalach internetowych, czy też wpisy na blogach.

Na początek – krótka dygresja.

Jak to się dzieje, że o Chinach w Polsce pisze się przy okazji dwóch rodzajów wydarzeń:

– publikowania danych ekonomicznych
– praw człowieka

Czy to naprawdę wszystko, co w Polsce ma się do pokazania, napisania, powiedzenia o Chinach?

W pierwszym przypadku – danych gospodarczych – zazwyczaj podaje się niesamowite tempo wzrostu gospodarczego. Ale tak na zasadzie – gdzieś tam, za siedmioma lasami, za siedmioma górami jest kraj, który utrzymuje dwucyfrowe tempo wzrostu gospodarczego. Nas to w sumie nic nie obchodzi, ale można o tym napisać – to w końcu jakiś news jest.

W drugim zaś przypadku – nagle się okazuje, że ten kraj, który cieszy się takim wzrostem gospodarczym staje się imperium zła wszelakiego, bijąc na głowę Koreę Północną, Kubę i jakie tam jeszcze inne państwo sobie wstawisz Drogi Czytelniku. Wtedy pisze się o państwie totalitarnym, o komunistycznych Chinach.

Zastanawiający dobór tematów. I sposób pisania.

Czego się więc dowiedziałem tym razem o Chinach? Tak – już to napisałem. Komunistyczne Chiny. Mordują. Biją. Olimpiada śmierci. I tak dalej, i w ten deseń.

Takie pytanie mi się nasuwa – dlaczego nagle wszystkich Chińczyków wrzuca się do jednego worka? Dlaczego nie podaje się konkretnych osób, pod adresem których kieruje się ten wszystkie słowa? Ja wiem, że Chińczyków jest tak dużo, że łatwiej pisać o masie, niż o jednostkach. W końcu pochylić się nad każdym człowiekiem z osobna, zrozumieć każdego – to zbyt trudne. Łatwiej napisać o Chińczykach. Komunistycznych Chinach.

Jeśli pisze się o robotnikach chińskich – też o wiele łatwiej powielać kalki – pracują za miskę ryżu. Po 12, 14, 16 a kto wie? Może nawet po 18-20 godzin dziennie? Nie mają żadnych ubezpieczeń. Zdani na siebie. Wywłaszczani. Wyrzucani.

Oczywiście – można pisać i tak. Tylko ile to ma wspólnego z prawdą?

Zapraszam tych piszących o komunizmie do wizyty w Chinach. Pokażę Chiny – takie prawdziwe. Te, w których jest i bieda, ale i nadzieja dla biednych – którzy swoją pracą są w stanie zapewnić sobie godziwe życie. Pokażę i tych, którzy mieli więcej szczęścia i mają pieniędzy naprawdę sporo.

Wezmę do fabryk chińskich. Nie tych zachodnich. Tych chińskich, gdzie szefem jest Chińczyk. Gdzie brak przepisów BHP, inpekcji pracy i kto wie, jakiego innego jeszcze biurokratycznego idiotyzmu. Porozmawiamy z tymi robotnikami. Posłuchacie, co Wam powiedzą ? jak się wszystko zmienia w Chinach. Jak się poprawia. Dla jednych wolniej, dla innych szybciej ? ale zmienia się na lepsze.

Może wtedy zacznie się pisać o Chinach inaczej?

I tylko obawiam się jednego ? Ci, którzy piszą o tym kraju, przyjeżdzając tutaj mają już jakieś swoje plany: co i jak napiszą. Mają swoją tezę, którą potem starają się udowodnić.

Znowu możnaby więc zapytać ? ile to ma wspólnego z prawdą?

Napisal

Od 2005 w Chinach, gdzie mieszkam, pracuję, obserwuję i piszę :-)

Wpis z kategorii: Chiny · Tagi: , , , , , ,