Wpisy Komentarze

Zapiski z Państwa Środka » Chiny » Krótki odpoczynek w Hongkongu

Krótki odpoczynek w Hongkongu

Od ostatniego wpisu znowu minął kawał czasu, w międzyczasie podróże do Niemiec, Hong Kongu i Singapuru (tych po Chinach nie liczę, choć odległościowo to też niezły kilometraż). Można więc powiedzieć, że dzieje się całkiem sporo. Nawet wolny, tzw. ‘złoty tydzień’ minął mi na pracy, z zaledwie odrobiną wolnego czasu. Miejmy nadzieję, że energii wystarczy do kolejnego wolnego 🙂

Ostatnich kilka tygodni to też odcięcie niemal zupełne od wiadomości z Polski – zazwyczaj nie było na czytanie ich czasu, latając z jednego miejsca do drugiego i skupiając się na tym, co dookoła. Choć, jak widzę dzisiaj – niewiele mi umknęło…

—–

Samolot do Hongkongu mieliśmy w sobotę, niemal w samo południe. Jazda taksówką z domu na lotnisko Pudong to raptem 30 minut, do tego z uszczęśliwionym taksówkarzem, bo kurs od nas na lotnisko cieszy się wśród taksówkarzy wzięciem (blisko i można być niemal na 100% pewnym, że nie będzie się stało w żadnym korku). Dotarliśmy więc na rzeczone lotnisko i ‘nasz’ terminal nr 2 trochę wcześniej, karty pokładowe wydrukowaliśmy sobie jeszcze w domu, więc tylko nadaliśmy bagaże i ruszyliśmy do kontroli. Poszło szybko, ludzi jakby mniej, więc po kilkunastu minutach byliśmy już pod bramką.

Lot przebiegł bez żadnych niespodzianek, dla mnie była to szansa na przetestowanie kolejnej linii lotniczej – Cathay Pacific. Ocena ogólna dosyć wysoka – bardzo przyjazny personel, niezłe jedzenie i kilka opcji rozrywkowych (każdy miał własny ekran, więc odpadała opcja ogłądania tego samego ze wszystkimi). Tak więc tych niemal 2 i pół godziny, jakie dzielą Szanghaj od Hongkongu, minęło nadspodziewanie szybko. Ot, raptem zdążyłem obejrzeć jeden film, przejrzeć gazetę i tyle.

Po wylądowaniu udaliśmy się do odprawy. Wypełnienie krótkich formularzy przylotowych to raptem chwila, stanie w kolejce także nie zajęło nam zbyt wiele czasu. Pytań od celnika nie było, porównał sobie tylko moją fotografię z fizjonomią właściwą, przybił pieczątkę i wręczył paszport z tomże pieczątką upoważniająca mnie do pobytu turystycznego w Hongkongu na okres do 90 dni.

Tutaj ciekawostka. Jakkolwiek Hongkong powrócił w roku 1997 do Chin, nie jest jednak do końca traktowany (przynajmniej teoretycznie) jak równorzędne z innymi prowincjami miejsce. Po pierwsze – Chińczycy z kontynentu udający się do HK muszą starać się o pozwolenie (wygląda niemal jak kolejny paszport). Po drugie – otrzymują o wiele krótsze prawo do pobytu w HK. Dość powiedzieć, że miałem okazję pośmiać się z Heleny, bo jako Chinka z kontynentu nie dość, że musiała wystąpić o wydanie owego pozwolenia, to jeszcze otrzymała na granicy pieczątkę upoważniającą ją do pobytu 7 dniowego. Ja zaś nie występowałem o żadne pozwolenie, czy wizę, zaś do tego wszystkiego otrzymałem jeszcze prawo pobytu do 90 dni.

Jakkolwiek powód takich obostrzeń dotyczących Chińczyków z kontynentu jestem w stanie zrozumieć (tlumy ludzi, szczególnie z sąsiadującego Shenzhen usiłowałyby dostać się do HK w celu podjęcia pracy), tym niemniej wygląda to dziwnie, gdy podróżuję z Heleną i czekają nas tak różne formalności.

Po odprawie udaliśmy się po bagaże i ruszyliśmy na przystanek autobusowy, jako że nasz hotel znajdował się na trasie przejazdu jednej z linii autobusowych. Chwilę zajęło mi przyzwyczajenie się do faktu, że w HK jeździ się jak w Anglii (zazwyczaj pierwszych kilkanaście minut mam wrażenie, że coś jest nie tak z tymi kierowcami). Po dobrych 45 minutach dotarliśmy do hotelu. Było późne popołudnie, przyjemna pogoda – czego więcej chcieć? Ładna pogoda była nam na rękę, jako że wyjazd do HK traktowaliśmy jako wyjazd turystyczny – miałem zaplanowane raptem jedno spotkanie.

—–

Jest kilka miejsc, które należy odwiedzić będąc w Hongkongu. Jednym z nich jest Wzgórze Wiktorii. To wzniesienie znajdujące się na wyspie Hongkong (trzeba wiedzieć, że Hongkong poza wyspą Hong Kong obejmuje jeszcze kilka innych terenów – Kowloon i tzw Nowe Terytoria). Czy lepiej się tam wybrać za dnia, czy w nocy – to już kwestia gustu, my z Heleną zdecydowaliśmy się na nocne zwiedzanie. Pozostało wybrać jeszcze środek lokomocji, jakim się tam dostaniemy – za namową obsługi w naszym hotelu zdecydowaliśmy się na rozwiązanie dzielone. Droga na szczyt – autobusem (momentami można mieć serce w gardle, gdy siedzi się na drugim piętrze (tak, brytyjskie autobusy są tutaj wszechobecne) i ma się wrażenie, że zaraz stoczy się ze zbocza wprost między budynki mieszkalne i biurowce niemal wyrastające na zboczach. Powrót mieliśmy zaś zaplanowany tramwajem – jednym z zabytków, który wciąż jest w użyciu.

Zaś na wzgórzu – oczywiście rzut okiem na Hongkong. Można wybrać się także na zakupy w całkiem sporym centrum handlowym, ale są w HK miejsca zdecydowanie lepsze na zakupy, więc Wzgórze lepiej potraktować po prostu turystycznie.

Zjazd tramwajem ze wzgórza to krótka przejażdżka, zdecydowanie bardziej polecam mimo wszystko wyprawę autobusem – co prawda dłuższa, ale za to ma się więcej czasu na podziwianie widoków i do tego ma się w cenie biletu odpowiednią porcję adrenaliny 🙂 (w tramwaju adrenalina, choć w zdecydowanie mniejszym natężeniu, wydziela się przy zjeździe, gdy człowiek zastanawia się, czy hamulce są sprawne).

Hongkong to i jedzenie. Choć osobiście nie jestem wielkim fanem tej kuchni, to jednak jest kilka rzeczy, które z przyjemnością zajadam. Poniżej na zdjęciu przykładowy zestaw (nie wszystko zostało utrwalone na zdjęciu) śniadaniowo – obiadowy, jaki zapewnia nam z Heleną energię na cały dzień zwiedzania (aż do kolacji późnym wieczorem).

Jeden dzień poświęciliśmy z Heleną na zwiedzanie parku rozrywki – tzw. Ocean Park:

Ten całkiem spory obiekt łączy zalety parku rozrywki z parkiem tematycznym, poświęconym oceanowi, a dokładniej zwierzakom mieszkającym w głębinach oceanu (jest więc i delfinarium). Park podzielony jest na dwie części (dolną i górną), które to można zmienić siedząc w kabinie kolejki linowej lub też kolejki/metra. Na górę zdecydowaliśmy się dostać kolejką linową:

Jako, że Święto Zmarłych / Halloween za pasem, to i takie akcenty można zauważyć na terenie parku:

Jeśli park rozrywki to obok rollecoasterów, gier i zabaw także tradycyjne karuzele i balony:

O zwierzakach wspomniałem, więc na dowód kilka zdjęć:

—–

Kilkudniowy pobyt w HK to całkiem miła odmiana po okresie wytężonej pracy. Można odpocząć, zregenerować siły i wracać do pracy. Jeśli uda mi się znaleźć czas, to na blogu pojawi się także wpis poświęcony historii Hongkongu – jest to na tyle ciekawa sprawa, że warto choć krótko wspomnieć o tym i wyjaśnić, jakim to cudem Hongkong znalazł się w rękach Anglików i jak to się stało, że w 1997 powrócił do Chin. Jeśli dam radę, to może uda się też skompilować z moich nagrań wideo jakiś krótki film. Ale to pewnie dopiero za jakiś czas.

Tymczasem w kolejce czeka kilka kolejnych wpisów – i tylko problem ze znalezieniem czasu na ich edycję – ale obiecuję, że do Świąt Bożego Narodzenia kilka wpisów się pojawi 🙂

Napisal

Od 2005 w Chinach, gdzie mieszkam, pracuję, obserwuję i piszę :-)

Wpis z kategorii: Chiny · Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , ,

2 komentarze(y) do wpisu: "Krótki odpoczynek w Hongkongu"

  1. stas says:

    To może w ogóle co jakiś czas tylko fotoblog …

  2. maydox says:

    Stas – same zdjęcia? To nie w moim stylu – ja lubię pisać 😉