Wpisy Komentarze

Zapiski z Chin » Chiny » Chiny po Golden Week, czyli stabilnie

Chiny po Golden Week, czyli stabilnie

Po uczciwie ‘przewczasowanym’ <Złotym Tygodniu> w Chinach (jak to określa się październikowy pierwszy tydzień, w tym roku wyjątkowo także połączony z Festiwalem Środka Jesieni – stąd też Chińczycy określili ten czas mianem 双节, czyli podwójnego święta), pora wrócić do pracy.

Tak po prawdzie, to do pracy wróciła spora część Chin już w sobotę. Zresztą co tam dorośli – dzieci w sobotę i niedzielę miały normalnie zajęcia. Ten więc czas wolny to nie do końca wolny w takim wymiarze, jak się wydaje, bo potem trzeba dzień czy dwa odrobić.

Niektórzy – fakt, że w tym roku nie jakieś wyjątkowe tłumy (z uwagi na spowolnienie gospodarcze na świecie) – wrócili do pracy już we wtorek 3 października. Pamiętajmy o nich – potwierdza się stare dobre: „ktoś musi pracować, żeby nie pracować mógł ktoś”.

Czy widać było to odbicie, o którym zapewniają chińskie portale informacyjne? Czy może jest ten kryzys i upadek Chin? Jak zwykle – staram się mieć wyważone zdanie. Ani nie ma super odbicia, ani nie ma żadnego upadku. Chiny radzą sobie nieźle, jak popatrzeć co wokół nich się dzieje, ale też nie ma co popadać w jakiś hurra-optymizm.

Przygody z turystyki za 8 wolnych dni osiągneły 753mld RMB (103mld USD), co stanowi wzrost o 1.5% w porównaniu do poprzedniego ‘normalnego’ roku 2019 (czyli ostatniego bez COVIDa i obostrzeń z nim związanych). To nie jest rewelacyjny wynik, bo trzeba wziąć pod uwagę, że ceny w 2019 były niższe. Ale też nie ma tragedii – Chińczycy na co jak na co, ale na odreagowanie pieniądze mieli i je wydali.

Nie podaję tu odniesień do zeszłego roku, bo przypominam, że w zeszłym roku majówkę sporo ludzi spędziło w lockdownach – nie ma więc moim zdaniem sensu porównywanie 2023 i 2022 roku.

Dla ciekawych – w czasie tegorocznej majówki przychody z turystyki wyniosły ok 148mln RMB (~21 mld USD), czyli jak widać Golden Week był niemal 5 razy okazalszy (przy okazji – pamiętacie mój wpis po majówce, gdzie to porównywałem wydatki Chińczyków na turystykę z naszym budżetem obronnym? Jeśli nie – polecam TEN wpis).

Poniżej zaś garść luźnych przemyśleń związanych z zeszłym tygodniem.


W Chinach, podobnie jak w każdym innym miejscu na świecie, skarbnicą różnych informacji są taksówkarze. A jako że z rodziną wybraliśmy się dalej od Szanghaju, w związku z czym nie robiłem za kierowcę, ale miałem okazję nacieszyć się także byciem pasażerem, to mogłem z taksówkarzami porozmawiać.

Tak wyglądał dworzec kolejowy Shanghai Hongqiao w drugi dzień wolnego (30/09). Jak widać tragedii nie było 😉 i nawet było miejsce, żeby całe pudełko igieł zmieścić 🙂

W prowincji Fujian, gdzie przyszło nam spędzić większą część tygodnia, nastroje wśród taksówkarzy były średnio optymistyczne – przebijało w ich komentarzach lekkie rozczarowanie, bo spodziewali się większych tłumów. To widać było po czasie potrzebnym na zamówienie samochodu – nie zdarzyło nam się czekać dłużej niż 5 minut. Nie było ze strony taksówkarzy żadnego marudzenia: że trasa za krótka, że korki. Kto przeżył kilka różnych świąt w Chinach z tłumami, ten wie, jak często trudno było złapać taksówkę.

Trasa ponad koronami drzew. Podobno (całej nie przeszliśmy) 19 kilometrów. Robiła
wrażenie zarówno za dnia, jak i wieczorem po zmierzchu.

Jak widać tłumów nie było, choć to jedno z obowiązkowych miejsc do zobaczenia.

Może zatem ludzie rzucili się na wynajem samochodów? Nie mam żadnych statystyk, ale w tych kilku firmach, które obdzwoniłem, gdy planowaliśmy wypad poza miasto i nie chcieliśmy być uwiązani do taksówki, nie było żadnego problemu z wynajmem. Co więcej – w firmie, w której ostatecznie wynajęliśmy samochód w ramach ‘gratisu’ dano nam lepszy samochód, bo ‘i tak jest na stanie’. Miłe 😉

Wynajęty samochód przydał nam się na podróż poza miasto i wybranie się na plażę. Ludzi trochę było, ale widać też dało się spokojnie chodzić po plaży (tym bardziej, że zdjęcie zrobione jest blisko wejścia na plażę)

To też nad wodą, tyle, że bez plaży. Wiało konkretnie, więc długo miejsca nie zagrzaliśmy.

Sporo znajomych zorganizowało krótki wypad poza miasto – dwa/trzy dni. Część osób wybrała się jedynie na drugi koniec miasta. Takie wypady zyskują na popularności – wynajmuje się hotel na drugim krańcu miasta i ma się namiastkę czegoś innego (uwaga – do tego wskazane jest mieszkanie w dużym mieście, żeby nie było, że się ogląda to samo, tyle że z innej perspektywy 😉 ).

Ktoś wątróbkę?
Śniadanie. Baaardzo lokalne 😉
Mięso? Phi, też mi coś. Ale mięso z owocami liczi? 🙂

Oto głowa ryby. Wbrew pozorom trochę mięsa jest 😉
A to nasze odkrycie (sklep, który ten deser przygotowywał) – zajadaliśmy się tym niemal codziennie. Mango i kokos – dwa główne składniki.


Oczywiście nie usłyszycie mnie narzekającego na to, że tak gdzie byliśmy, nie było jakiś dzikich tłumów. Owszem, zdarzyły się miejsca, gdzie szło się w tempie leniwego zombie (taki powłóczący od niechcenia nogami), ale było ich raptem kilka, ale większość miejsc była przyjemnie pusta (tak wiem, puste w Chinach to nie jest to samo co puste w Polsce 😉 ). To pozwoliło porobić masę ciekawych zdjęć. Co być może niektórych zaskoczy najwięcej ludzi było w muzeach – to akurat dobrze świadczy o wypoczywających, że chciał im się wybrać zobaczyć coś więcej niż jakąś restaurację 😉

Tak więc: owszem, linie kolejowe np. miały całkiem niezły wynik, ale to dlatego, że ludzie wybierali się na krótsze wypady i nie na jakieś zawrotne odległości. Tak więc kolej na pewno swoje zarobiła.

Hotele – podobnie – miały chyba jakieś swoje oczekiwania, początkowo ceny w wielu były bez żadnej żenady podwyższane kilkukrotnie, by po kilku dniach (jak okazało się, że chętnych wcale nie ma tak wielu) powoli je obniżać.


Na koniec. Wracając do Szanghaju – a jakże – pociągiem taka mnie myśl naszła, patrząc na LEDowy ekran podający prędkość z jaką się poruszaliśmy.

To co na powyższym zdjęciu to jest to, co o Chinach pokazują nam zachodnie media. Czy kłamią? Nie, skądże znowu. W pewnych okolicznościach to, co pokazują, jest prawdą. Tyle tylko, że nie pokazują nam pełnego obrazu. Jakiż to obraz? Żeby było w tej samej konwencji:

Żeby nie było – po stronie broniących Chin zdarzają się i tacy, którzy zachłyśnięci Chinami widzą tylko ten drugi obraz 😉


Nie bądź jak zachodnie media, ale i nie bądź jak ‘zachłyśnięci’ – czytaj mojego bloga 😊 Zapraszam również do obserwowania mnie na Twitter’ze (znanego też obecnie jako ‘X”) – ostatnio regularnie staram się tam udzielać (choć nie tak często jak ‘zawodowi’ twitterowicze.

Napisal

Od 2005 w Chinach, gdzie mieszkam, pracuję, obserwuję i piszę :-)

Wpis z kategorii: Chiny · Tagi: , , , , , , , , , ,

2 komentarze(y) do wpisu: "Chiny po Golden Week, czyli stabilnie"

  1. stas says:

    🙂 no to dobrze, że mieliście taką pogodę sprzyjającą zwiedzaniu.
    A co do tłumnego zwiedzania muzeum to też pamiętam , że na nas robiło to wrażenie- dużo osób autentycznie zainteresowanych tym co oglądają. No a pociąg-to drugie zdjęcie robi wrażenie- też tego doświadczyliśmy będąc w Szanghaju.
    Ale chyba najważniejsze, że skończyły się izolacje i ludzie powoli wracają do normalności- choć pewnie inflacja i inne problemy gospodarcze nie do końca wszystkim pozwalają się cieszyć tymi wycieczkami i atrakcjami- ale tak jest przecież wszędzie.
    Najciekawsze jest jednak to , że dzieci w niedzielę także musiały odpracować czas przedłużonego świętowania.

  2. Wojtek says:

    Stas – tu sie edukacje traktuje powaznie 😉 Ta normalnosc (w znaczeniu – braku obostrzen) to juz na kazym kroku i to juz od dluzszego czasu. Choc od czasu do czasu jeszcze sie widzi ludzi z maseczkami