Wpisy Komentarze

Zapiski z Chin » Azja, Chiny » Nie o 5G

Nie o 5G

Od czasu do czasu dostaję mailowo pytania, dlaczego nie piszę więcej o Chinach, o tym, jak my – Polacy – powinniśmy te nasze relacje z Chinami układać? Odpowiadam za każdym razem cierpliwie i niezmiennie – nie widzę w Polsce rzeczywistego zainteresowania Chinami osób, które decydują o kierunkach rozwoju naszego kraju (nie, zainteresowaniem nie nazywam ciągłego gadania – i to jeszcze cały czas na te same tematy). Nasz rząd na Chinach postawił już krzyżyk (ew. zrobili to za niego inni).

Premier Morawiecki niedawno w artykule dla brytyjskiej gazety The Telegraph ( https://www.telegraph.co.uk/news/2020/07/15/europe-must-stand-america-5g/ )  stwierdził, że jeśli chodzi o 5G, to musimy się wystrzegać „autorytarnego reżimu”. Musimy także, wychodząc z kryzysu w jaki wpędziła nas pandemia – uważać na pułapkę jaką byłaby gospodarcza zależność od „niesolidnych/nierzetelnych” partnerów. Mało to dyplomatyczny język, w rozmowach z Chinami nam nie pomoże, ale jak widać, premier Polski miał powody, żeby to napisać.

Niestety nie on pierwszy i zapewne nie ostatni, który wysyła taki jednoznaczny sygnał w stronę Chin, aczkolwiek jest to o tyle dziwne, że PiS po powrocie do władzy w 2015 zdawał się mieć inne plany, wystarczy wspomnieć wizytę prezydenta Dudy w Chinach w 2015 roku, rewizytę chińskiego prezydenta Xi Jinping’a w Polsce w roku 2016, akces Polski (jako jednego z 57 krajów założycieli) do Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych, utworzonego w roku 2016, czy w końcu działania platformy 17+1 (czyli Chin i Państw Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie pierwotnie była to grupa 16+1, następnie zaś dodana została Grecja, tworząc obecną grupę 17+1), która co prawda powstała zanim PiS doszedł do władzy, ale spotkania w ramach tej grupy były przez PiS kontynuowane. Zresztą początkowo Polska była uznawana (nieformalnie) jako lider tejże grupy– z racji na naszą wielkość czy znaczenie polityczne. Powstanie tej grupy zostało zresztą ogłoszone przez ówczesnego premiera Chin Wen Jiabao w trakcie wizyty w Warszawie w roku 2012.

Co dzisiaj zostało z tejże grupy? Na pewno znakomity hotel nad jeziorem DongQian w Ningbo. Hotel utworzony był zresztą pod kątem spotkań członków tejże grupy, obecnie zaś służy turystom. Oczywiście wspominam o tym hotelu prześmiewczo – gdyby ktoś tego nie wyczytał między wierszami. Tak więc grupa miała pewne sukcesy, głównie zaś była (jak to Chińczycy założyli) platformą, która pomogła Chinom ruszyć w Europie Środkowo-Wschodniej z projektami związanymi z nowym Jedwabnym Szlakiem. Co z naszej polskiej strony udało się wywalczyć? Trzeba by tutaj odpowiedzieć pytaniem: a jakie były założenia, co chcieliśmy uzyskać? Jeśli niewiele, to plan zrealizowaliśmy.

Przy okazji tych zmarnowanych, bo nagle porzuconych szans, warto zapewne byłoby zapytać, jak duży wpływ na zmianę naszej polityki miała zmiana rządu pani Szydło na rząd pana Morawieckiego ( jak widać zdecydowanie pro-amerykański)? Co się zmieniło (bo kto, to widać), że postanowiono zaprzepaścić wcześniejsze działania?

W świetle powyższego, o czym miałbym pisać? Próby przedstawiania stanowiska pragmatycznego, czyli pracujmy tam, gdzie jako państwo możemy mieć korzyści, nie spotykają się ze zrozumieniem, bo z niewiadomych powodów od razu ustawiają mnie jako człowieka wspierającego jednoznacznie Chiny. I naprawdę nie sposób powtarzać po raz wtóry, że nie wspieram Chin, tylko staram się z ich doświadczeń wyciągać dla nas jakieś wnioski – uczmy się w końcu od lepszych, a Chiny na wielu płaszczyznach są od nas lepsze. Wracając zaś do wniosków jakie powinniśmy wyciągać –  te są m.in. właśnie takie, żeby na pierwszym miejscu stawiać własny interes. Ale też pamiętać, że skala trochę inna, więc naszym zadaniem, niełatwym – przyznaję, jest odpowiednie balansowanie pomiędzy różnymi siłami. W najbliższej przyszłości nie będziemy głównym rozgrywającym, cokolwiek by nam nie mówiono. Nie ta skala. Nie to doświadczenie. Ale oczywiście możemy aspirować – w końcu cele trzeba sobie stawiać ambitne. Ale pamiętajmy, że cele – jak to się mówi w języku korporacyjnym mają być SMART ; samo ‘smart’ to mądre/sprytne, tutaj zaś służą jako akronim:

S – Specific/Konkretne – mają pokazywać co chcemy osiągnąć – jak to do czego dążymy ma wyglądać.

M – Measurable/Mierzalne – cele ma się dać ogarnąć, musi się je dać opisać czytelnymi kategoriami.

A – Action-Oriented/Ukierunkowane – muszą być zapisane konkretne kroki , które doprowadzą nas do ich realizacji.

R – Realistic/Realne do osiągnięcia przy tym, co posiadam – czy jestem w stanie osiągnąć założone cele?

T-Time-Bound /maja mieć konkretne ramy czasowe

 

Czy takie były? Chętnie bym poznał, jeśli ktoś, coś…

 

Nie mogę też pominąć jednego z argumentów wysuwanych przez przeciwników relacji z Chinami – ujemny deficyt w handlu z Chinami. To ma być dowód tego, jak to jesteśmy wykorzystywani przez Chiny. Jest to oczywiście kompletne niezrozumienie tematu, albo po prostu zła wola – żeby poprawić nasz bilans, musielibyśmy więcej do Chin eksportować. Ale co mamy eksportować? O jabłkach, mleku, bursztynie, czy ostatnio kosmetykach nasłuchałem się już tyle, że nie mam sił tego nawet komentować – na tym równowagi w handlu nie zbudujemy. Inna sprawa, że deficytu handlowego z jednym krajem nie ma co wykorzystywać jako jakiegoś fetyszu – od ujemnego bilansu w handlu z jednym krajem się nie znika.

 

To zabawne, że taki sam argument – o nierównym bilansie handlowym z Chinami – wysuwa obecna administracja amerykańska. USA mają bowiem ten sam ‘problem’, nawet, mimo tego że mają więcej do zaoferowania Chinom niż jabłka i inne produkty rolnicze. Jednak nawet mimo tego, USA importują z Chin masę produktów wysoko przetworzonych – więc też siłą rzeczy będą się mierzyć z deficytem w handlu z Chinami.

Trzeba tu jeszcze wspomnieć o jeszcze jedynym bardzo ważnym aspekcie. Otóż nikt USA nie zmuszał do przenoszenia produkcji z USA do Chin. To nikt inny, tylko firmy amerykańskie z premedytacją wykorzystały okres, kiedy to Chiny dostarczały taniej siły roboczej, zaś inwestorzy w pogoni za szybkimi i coraz większymi zyskami oczekiwali coraz to większych zysków – więc coraz więcej produkcji przenoszono do Chin. Efekt zaś był taki, że Chińczycy uczyli się, gromadzili kapitał i mądrze inwestowali/inwestują. I w takiej sytuacji USA udają oburzenie, no bo jak to tak, to Chiny mają jakieś większe ambicje niż bycie dostarczycielem taniej siły roboczej? Jeśli to nie jest hipokryzja poziom Himalaje, to przyznaję nie wiem, co nią jest.

 

I tu niestety widać, jak inaczej myśleli Chińczycy w porównaniu z nami – Polakami. Na nasze pocieszenie można jedynie dodać, że to nie tylko nasza krótkowzroczność. Chińczycy owszem, robili za montownię dla świata. Ale też ciułali pieniądze, inwestowali we własny przemysł, ochraniali go. Teraz zaś powoli, ale nieodwołalnie zaczynają dyktować to, co dzieje się w skali globalnej; już nie tylko ślepo podążając za innymi, ale kreując kierunki rozwoju. Polska takiego szczęścia do tak myślących rządzących nie miała – przykro mi, że muszę to tak napisać. Jesteśmy montownią Europy – głównie Niemców i to się jeszcze długo nie zmieni; o ile się zmieni – ale nie o tym ten wpis.

 

Pytanie zatem – które też ostatnio się pojawia – czy Polska powinna się opowiedzieć po stronie USA, czy po stronie Chin, jest moim zdaniem nieuczciwym postawieniem sprawy. Pytanie nie powinno tak brzmieć. Polska powinna się opowiadać po swojej stronie, starając się utrzymywać poprawne relacje zarówno z USA, Chinami czy UE. Pamiętając jednocześnie o naszej wielkości – nie bądźmy, jak ta mrówka, która weszła na słonia i cieszy się, że tak szybko pędzi, jakby nie zdając sobie sprawy, że z tego słonia w każdej chwili może spaść.

Ten potencjał został zmarnowany i co poniektórzy ekscytują się tylko przepychankami na Twitterze ambasadorów Chin i USA w Polsce. Czy to niby świadczy o jakiejś naszej uprzywilejowanej pozycji? Skądże. To tylko dowód, że także i u nas toczy się walka o wpływy, ale my jesteśmy – o ironio – zupełnie obok.

 

Ostatnio pojawił się list otwarty Insytutu Boyma ( https://instytutboyma.org/pl/potrzebujemy-nowej-polityki-azjatyckiej-list-otwarty/ ), w którym jego autorzy postulują konieczność nowej polityki azjatyckiej. Dobrze, że powstał. Ale przeczytałem i wzruszyłem ramionami. Który to już raz zadawane są te same pytania, głoszone te same postulaty?

Z listu otwartego Instytutu Boym’a, z którym się zgadzam, ale nie mam złudzeń, że odegra jakąś rolę:

Azja odgrywa ważną i stale rosnącą rolę w polityce i gospodarce światowej. Dlatego wychodzimy do Państwa z apelem, aby tak dziennikarze, politycy i wszyscy inni, którzy kształtują opinię publiczną, częściej i odważniej podejmowali debatę na temat roli tego kontynentu dla Polski w wielu dziedzinach życia.

 

Mieszkam w Chinach już 16-sty rok. Większą część mojego życia w Państwie Środka spędziłem pracując dla polskich firm. I przez te wszystkie lata obserwowałem, co jako kraj staramy się zaprezentować. Pomysłów jako kraj mieliśmy niewiele, bo niewiele, ale kilka było. Czy któryś udało się zrealizować? Skądże znowu – o tym pisałem powyżej. U nas strategie tworzone są ad hoc – bez ładu, bez składu, bez jakiejś ciągłości. Przypomnę mój ulubiony – fakt, że już zgrany, ale dalej aktualny – przykład. Czy ktoś z Was pamięta o promocji Polski i idiotycznym haśle „Polska: twórcze napięcie”? No właśnie. Takich pomysłów było trochę. Mój drugi ulubiony przykład, czy raczej ulubiona instytucja – PFN. Tak, to ta ekipa m.in. od jachtu, który utknął gdzieś tam w USA i pomysłów pokroju polskiego Braveheart/Waleczne Serce – tych wszystkich co to ‘chcą’; przeczytajcie sobie kiedyś: wszyscy CHCĄ zrobić to czy tamto, mnie zaś jak słyszę to chciejstwo, to najzwyczajniej skręca.

 

Kto zatem chce rozmawiać z takim partnerem, który raz że sam do końca nie wie, czego chce, a dwa – ciągle zmienia zdanie? Wszystkie te pozorowane działania to właśnie takie symulowanie , że niby coś się dzieje, że niby coś robimy.  

 

Napisal

Od 2005 w Chinach, gdzie mieszkam, pracuję, obserwuję i piszę :-)

Wpis z kategorii: Azja, Chiny · Tagi: , , , , , , , , , , ,

5 komentarze(y) do wpisu: "Nie o 5G"

  1. Jacek Ciećkiewicz says:

    Popieram,

    Jako przykład – mam nadzieję ,że może skorygujesz jeżeli chodzi o liczby.
    Parę ładnych lat temu gdy spotkaliśmy się w Chinach – polski konsulat w Shanghaju zajmował się głównie organizowaniem wieczorków szopenowskich – a jedyny radca handlowy został właśnie odwołany do kraju.
    W tym samym czasie w konsulacie niemieckim pracowało 250 radców handlowych – pomagając swoim firmom w ich problemach w Chinach a także promując swoją gospodarkę.

  2. Wojtek says:

    Jacku – przyznam sie, że tych liczb nie jestem w stanie zweryfikować, nie siedzę już tak blisko tematyki działow promocji/konsulatów czy ambasad. Aczkolwiek obstawiam, że proporcje się nie zmieniły. Co też nie byłoby jakimś problemem, gdyby przynajmniej u nas była jakaś ciągłość pomysłów – wtedy nawet mniejszymi siłami dałoby się trochę osiągnąć. A druga sprawa – tych wieczorków szopenowskich – taka funkcja też jest potrzebna, choć mnie do tej pory ciekawi dlaczego nikt nie jest zainteresowany wiedzą ludzi, ktorzy tu mieszkają – przecież możnaby zorganizować jakieś tematyczne spotkania/wideokonferencje (np radzenia sobie firm w Chinach w trakcie pandemii – raz, że słuchałoby się praktyków, dwa, można z tego zrobić materiał i ta wiedza zaczełaby krążyć między zainteresowanymi). W dobie zoom’a, microsoft works czy czego tam jeszcze takie spotkania to nie jest bariera nie do przeskoczenia.

  3. No cóż Wojtku, patrzymy na sprawy podobnie, wyciągamy niemal identyczne wnioski. I nie ma się z czego cieszyć. Polska od wielu lat ulega gwałtownej erozji w sferze władzy ustawodawczej i wykonawczej. “Do polityki” trafiają coraz mniej kompetentne jednostki. Z wielu powodów. Chin, Azji w ich działaniach nie ma w ogóle. Nie mają one znaczenia dla ludzi z bardzo ograniczonym wykształceniem, bez jakiegokolwiek doświadczenia z obszaru polityki międzynarodowej, dyplomacji, ba, nawet międzynarodowego biznesu. Podstawą podejmowanych przez nich decyzji są badania opinii i według nich dokonują kolejnych ruchów. Plany – jeśli są – dotyczą krajowego podwórka. To co poza tym podwórkiem zazwyczaj jest traktowane jak opowieść o żelaznym wilku.

  4. Wojtek says:

    Leszek – pełna zgoda. I jak piszesz nie ma się z czego cieszyć. To też wyjaśnia to nasze uzależnienie/ślepe podążanie za jednym partnerem (tym razem za USA) – jeśli brak nam naszej własnej wizji (bo krajowe podworko to wystarczajacy obszar do zarzadzania dla naszych politykow), to oczywistym jest, że na większej arenie przyjmujemy ślepo kierunki innych.

    I niestety az nazbyt widoczne jest, że u nas brak myślących długofalowo (ja rozumiem, że liczy się tu i teraz i każdy ma rodzinę do utrzymania, ale mimo wszystko od polityków oczekiwałoby się trochę więcej. Choć to może właśnie problem nie tyle polityków, co braku mężów stanu).

  5. stas says:

    No w tym wszystkim to najsmutniejsze jest, że w ogóle jesteśmy coraz bardziej gdzieś jakby we mgle.I niby na pozór coś się dzieje – trudno jednak powiedzieć co i jakie to ma przynieść efekty.
    Zawsze mieliśmy mieć rządy fachowców a mamy kogo mamy – i smutne, bo decydują tu tylko układy partyjne. A tragiczne jest w ogóle to że w żadnej opcji nie było zdecydowanych działań “ufachowienia”.
    To jakie są perspektywy wobec tych zmian w świecie?
    Sprawą inną wydaje się nasze nowe “братство навсегда́” – wszechobecne w polityce i w kulturze- to porażające jak wszystkie kanały telewizyjne serwują filmy amerykańskie jakby wykupione na wyprzedaży garażowej.Dlaczego to telewizyjne działanie jest tak niebezpieczne- na pozór mało kto zdaje sobie sprawę jak w tym obszarze kształtuje się mentalność.